Jeśli lubisz "Powolanie Zakonne" i chciałbyś wspomóc jego rozwój, rozważ darowiznę.

20.06.2017

Oddać swoje życie Jezusowi

Przytaczam tekst interesującego listu o tytule ‘Odpowiedź młodzieńcowi proszącego o radę odnośnie stanu życia jaki musi wybrać’, napisany przez św. Alfonsa Marię di Liguori.

Czytam w twym liście, że od dłuższego czasu czujesz natchnienie od Boga, by zostać zakonnikiem, ale zrodziły się w twych myślach liczne wątpliwości, a szczególnie taka, że mógłbyś zostać świętym również w świecie, nie zostając zakonnikiem. Odpowiadam pokrótce na twój list, ponieważ gdybyś życzył sobie dłuższy list, możesz przeczytać moją broszurę wydaną i zatytułowaną “Ostrzeżenia odnośnie powołania zakonnego” gdzie obszernie omówiłem tę materię. Zatem piszę tu jedynie w skrócie, iż wybór stanu życiowego jest ogromnie ważny, gdyż od niego zależy wieczne zbawienie. Ten kto wybiera stan, do którego go Bóg powołuje, łatwo się zbawi; a kto nie jest posłuszny Bożemu powołaniu, ciężko się zbawi, wręcz będzie moralnie rzeczą niemożliwą, by się zbawił. Większość tych, którzy się potępili, doprowadzili do tego, gdyż nie odpowiedzieli na Boże wezwanie.

Toteż abyś mógł wybrać ów stan, który ci będzie najpewniejszy do uzyskania życia wiecznego, ważnego dla nas wierzących, rozważ to, że twa dusza jest wieczna a jedynym celem, dla którego Bóg umieścił cię w tym świecie z pewnością nie było to, abyś zdobywał rzeczy i zaszczyty na tej ziemi, czyniąc w ten sposób życie wygodnym i przyjemnym, ale to, abyś świętymi cnotami zasłużył sobie na życie wieczne: finem vero vitam aeternam. W dniu sądu na nic zda ci się ulepszony dom czy uzyskana pozycja w świecie. Dobrem dla ciebie będzie to, że służyłeś i miłowałeś Jezusa Chrystusa, który będzie twoim sędzią.

Myślisz, że zostając w świecie również mógłbyś dojść do świętości. Tak, tak, mógłbyś, ale to trudne, i jeśli naprawdę zostałeś wezwany przez Boga do stanu zakonnego a chcesz pozostać w świecie, jest to moralnie niemożliwe, jak powiedziałem wyżej, gdyż braknie ci tych pomocy Bożych, jakie przygotował dla ciebie w zakonie. I pozbawiony ich nie zbawisz się. Ktoś, kto chce zostać świętym, wystarczy, że posłuży się duchowymi środkami, będzie unikał złych okazji, oderwie się od dóbr ziemskich, skupi swe życie w Bogu - dla podtrzymania którego trzeba uczęszczać do sakramentów i odprawiać codziennie modlitwę myślną, sięgać po lektury duchowe, stosować inne pobożne ćwiczenia, bez których nie możesz prowadzić duchowego życia. Tak więc wszystkie te rzeczy bardzo trudno jest, by nie powiedzieć niemożliwie, czynić pośród zgiełku i kłopotów świata. Sprawy rodzinne, potrzeby domu, narzekania rodziców, kłótnie, prześladowania, w jakie obfituje świat, zajmą ci umysł myślami i lękami, tak że roztargniony będziesz mógł dopiero wieczorem polecić się Bogu. Chciałbyś się modlić, przeczytać duchową książkę, często przystępować do Komunii św., nawiedzać codziennie Najświętszy Sakrament Ołtarza – lecz wszystko będzie ci uniemożliwione przez sprawy światowe, a ta mała cząstka, którą uczynisz, będzie zupełnie niedoskonała, gdyż uczyniona pośród tysiąca roztargnień i oschłości ducha. Zatem twe życie będzie zawsze niespokojne, a bardziej niespokojną będzie twa śmierć. Z jednej strony nie braknie przyjaciół wzbudzających w tobie lęk przed obraniem życia zakonnego, jawiące się jako ciężkie i męczące. Z drugiej strony świat zaoferuje ci zabawy, ubrania i zadowolone życie – bądź czujny i nie daj się oszukać. Bądź przekonany, że świat jest zdrajcą, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa. Oferuje ci wszystkie te dobra ziemskie; ale nawet jeśli dałby ci je, będzie mógł kiedykolwiek dać ci pokój duszy? Nie, tylko Bóg może dać ci prawdziwy pokój. Dusza jest stworzona tylko dla Boga, by kochała Go w doczesności i cieszyła się Nim w wieczności. Dlatego tylko Bóg może ją zadowolić. Wszystkie rozkosze i bogactwa ziemskie nie mogą dać prawdziwego pokoju, co więcej, kto bardziej opływa w takie dobra ziemskie, żyje bardziej udręczony, jak mawiał Salomon, który w nie opływał: Universa vanitas, et afflictio spiritus.

Gdyby świat zadowalał dobrami ziemskimi, bogaci, magnaci i monarchowie, którym nie brakuje pieniędzy ani zaszczytów ani zabaw, byliby w pełni zadowoleni; ale doświadczenie pokazuje, że u takich wielkich tego świata, im większa jest ich wielkość, tym większe są ich lęki, obawy i troski. Bardziej zadowolony będzie biedny mnich opasany liną i ubrany w wór, karmiący się czterema ziarnkami bobu i śpiący w celce na słomie, niż książę ze wszystkimi swoimi złotymi szatami i posiadanymi bogactwami. Codziennie będzie miał suto zastawiony stół, wieczorem spocznie w miekkim łóżku pod bogatym baldachimem, ale nie będzie mógł spać z powodu lęków, spędzajacych mu sen z oczu. Szalony, kto kocha świat a nie kocha Boga!, mówił św. Filip Neri. I jeśli ci światowcy prowadzą życie niespokojne, tym bardziej niespokojna będzie ich śmierć, kiedy kapłan nakaże opuścić ten świat słowami: Proficiscere, anima christiana, de hoc mundo: uściśnij krucyfiks, gdyż skończył się świat dla ciebie. Złem jest, że w świecie mało się myśli o Bogu i przyszłym życiu, gdzie będziemy przebywać na wieki. Wszystkie myśli lub prawie wszystkie dotyczą rzeczy ziemskich, a zatem dzieje się tak, że jak życie nieszczęśliwe to i bardziej nieszczęśliwa śmierć. Toteż przed zatwierdzeniem wyboru twojego stanu życiowego, wyobraź sobie chwilę śmierci i wybierz ten stan, jakiego wówczas chciałbyś być. Wtedy nie będzie już czasu na naprawę błędu, jeślibyś miał się pomylić, stawiając wyżej życie z większą wolnością nad Boże powołanie. Rozważ, że każda rzecz doczesna kończy się: Praeterit figura huius mundi; koniec będzie musiał nadejść dla każdego z nas. Każda rzecz przemija a śmierć się przybliża, a my, ile kroków uczynimy, tym bardziej się przybliżamy do śmierci a ze śmierci przejdziemy do wieczności. Po to się narodziliśmy: Ibit homo in domum aeternitatis suae. Śmierć nadejdzie, kiedy najmniej sobie to wyobrażamy. Ach, znajdując się więc w obliczu śmierci, czym nam się będą wydawać wszystkie te dobra ziemskie, jeśli nie przemijającymi dobrami, marnościami i szaleństwami? Na cóż zda się ostrzeżenie Jezusa Chrystusa przed zatraceniem własnej duszy po zyskaniu świata całego? Quid prodest homini, si mundum universum lucretur, animae vero suae detrimentum patiatur? Na nic się nie zda, tylko na to, by umrzeć nieszczęśliwą śmiercią po nieszczęśliwym życiu.

I na odwrót – młodzieniec, który pozostawi świat, by oddać się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, jakże będzie się widział zadowolonym żyjąc w samotnej celi, z dala od zgiełku oraz częstych niebezpieczeństw, jakie są w świecie, niebezpieczeństw utraty Boga! W klasztorze nie będzie miał zabaw, muzyki, komedii i balów, lecz będzie miał Boga, który go będzie pokrzepiał i pozwalał mu cieszyć się pokojem. Mówię o pokoju, jaki można mieć w tej dolinie łez, gdzie każdy musi cierpieć swoje i może ze świętą cierpliwością zaskarbić sobie ów pełen pokój przygotowany w niebie. Żyjąc z dala od rozrywek światowych, miłosne spojrzenia kierowane od czasu do czasu na krucyfiks, [...] miłosne westchnienia [ku Bogu], pocieszą go bardziej niż wszystkie rozrywki i festyny świata, które pozostawiają gorycz. I jeżeli zadowolony przeżyje to życie, bardziej zadowolonym będzie się czuł w chwili śmierci, że wybrał stan zakonny. Jakże będzie pocieszony na myśl, że spędził swe lata życia na modlitwach, czytaniach duchowych, umartwieniach i innych pobożnych ćwiczeniach, a zwłaszcza jeśli w zakonie włączył się w zbawienie dusz swymi kazaniami i słuchaniem spowiedzi! To rzeczy, które w chwili śmierci powiększą w nim ufność wobec Jezusa Chrystusa, szczodrego w nagradzaniu tych, którzy trudzili się dla Jego chwały. Przejdźmy do konkuzji na temat twego wyboru. Ponieważ Pan wezwał cię do opuszczenia świata i bycia całkowicie dla Niego w życiu konsekrowanym, powiadam ci: raduj się i zarazem drżyj. Raduj się z jednej strony, dziękuj zawsze Panu, gdyż bycie wezwanym przez Boga do życia doskonałego jest łaską, której Bóg nie wszystkim udziela: Non fecit taliter omni nationi. Z drugiej strony drżyj, albowiem jeśli nie posłuchasz Bożego wezwania, wystawisz na wielkie niebezpieczeństwo swe zbawienie wieczne. Nie mam tu dość miejsca, by opowiedzieć ci o wielu przykładach młodzieńców, którzy zignorowali powołanie, przeżyli życie nieszczęśliwie i tak samo nieszczęśliwie umarli. Bądź pewien tego, że jeśli twe powołanie okaże się prawdziwe, a pozostaniesz w świecie, nie zaznasz pokoju i twa śmierć będzie bardzo niespokojną z powodu wyrzutu sumienia, jakie będzie cię wtedy męczyło, że nie usłuchałeś się Boga powołującego cię do stanu zakonnego. Na końcu twego listu chciałeś, abym ci powiedział, czy w przypadku nie odczuwania pociągu do życia zakonnego, lepiej by było ożenić się, jak tego chcą rodzice, lub zostać księdzem diecezjalnym. Odpowiadam ci: stanu małżeńskiego nie mogę ci poradzić, podczas gdy św. Paweł nikomu go nie zaleca, chyba że byłaby taka konieczność z powodu niepohamowanej zmysłowości cielesnej, której braku jestem pewien w twoim przypadku.

Co do bycia kapłanem diecezjalnym zważ, że takowy ma kapłańskie obowiązki pośród rozproszeń oraz niebezpieczeństw właściwych dla osób świeckich, gdyż żyjąc w świecie nie jest w stanie uniknąć problemów we własnym domu, z powodu krewnych, oraz niebezpieczeństw dla duszy. Będzie miał pokusy we własnym domu, nie mogąc zapobiec temu, by nie było w nim kobiet, krewnych, osób pomagających lub obcych. Powinieneś tam zaszyć się w osobnym pokoju i nie zajmować się niczym innym jak sprawami Bożymi. To jednakże jest bardzo trudne w praktyce i toteż mało jest kapłanów, którzy we własnym domu dążą do świętości. I odwrotnie – wstępując do zakonu o ścisłej regule będziesz wolny od męczących myśli o jedzeniu i ubraniu, gdyż tam we wszystko zaopatrzy cię klasztor. Nie będziesz miał tam krewnych, którzy by cię niepokoili; nie wejdą tam kobiety mącące myśli. I tak daleki od zgiełku świata nie będziesz miał nikogo, kto by ci przeszkadzał w modlitwach i skupieniu. Powiedziałem klasztor o ścisłej regule, ponieważ jeśli chciałbyś wstąpić do innego, gdzie żyje się w luźny sposób, lepiej jest, abyś został we własnym domu i starał się zbawić duszę, jak tylko możesz. Wstępując bowiem do wspólnoty, gdzie panuje luźna atmosfera, naraziłbyś się na niebezpieczeństwo zatracenia się. Jakkolwiek wstąpiłbyś z postanowieniem modlenia się i myślenia jedynie o Bogu, mimo to, pociągany złym przykładem współtowarzyszy oraz wyśmiewany i nawet prześladowany – jeśli nie będziesz chciał żyć tak jak oni – zaniechasz wszystkich nabożeństw i będziesz postępował tak, jak inni. Jeśli więc Bóg raczy udzielić ci łaski powołania, uważaj, by zachować je, polecając się często Jezusowi i Maryi w swych modlitwach. I wiedz, że jeśli postanowisz oddać się cały Bogu, demon odtąd zwiększy swe wysiłki kusząc cię, abyś popadł w grzech a zwłaszcza abyś stracił powołanie. Pozdrawiam Cię i proszę Pana, aby uczynił cię całego swoim.