Jeśli lubisz "Powolanie Zakonne" i chciałbyś wspomóc jego rozwój, rozważ darowiznę.

20.07.2014

Z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny

Bezużyteczność cierpień Jezusa dla najbardziej zatwardziałych grzeszników (…); bezużyteczność Jego Krwi przelanej strumieniami, utrata dusz pomimo Jego bolesnej śmierci; obojętność ze strony Jego umiłowanych pomimo Jego konania: oto męczeństwo nad męczeństwami naszego Pana. I to my zadaliśmy Mu to. Odrzucanie łaski to deptanie kropli Krwi Jezusa, to gardzenie delikatnością Jego miłości. Dlatego Jego dusza była smutna aż do śmierci, widząc z góry smutny widok naszych niewdzięczności, naszych niewierności, wzgard i obojętności.

(wybrane myśli z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, z książki "Gesù deve regnare”, pod redakcją Paola Risso, LEV)

16.07.2014

15.07.2014

Nawrócić się do Boga

Otrzymałem list od bardzo młodej dziewczyny z Rumunii, która prosi o rady i modlitwę...

Drogi Cordialiterze,

jestem 17-letnią dziewczyną z Rumunii i z przyjemnością odkryłam Twoją stronę. Kiedy byłam dziewczynką myślałam o zostaniu siostrą zakonną i to pragnienie rosło razem ze mną. Niestety, lata nastoletnie były czasem szukania szczęścia gdzie indziej, ograniczając moją relację z Bogiem. […] Z lęku przed sakramentami, trochę zaprzestałam praktyki religijnej, z wyjątkiem Świąt Bożego Narodzenia i Wielkiejnocy. Słusznie, ktoś mógłby się zapytać, jak mogę nadal myśleć o życiu zakonnym. Zawsze odczuwam pragnienie kochania Boga, bycia Jego, które mnie nie opuszcza. Szukałam swego szczęścia u innych i nie znalazłam go. Spróbuję poszukać go w Bogu i sądzę, że je odnajdę, ale boję się iść sama, boję się zgubić drogę, tak że opóźniam swe nawrócenie. Kierownik duchowy mógłby być dla mnie pomocą, ale waham się jeszcze poprosić o taką pomoc. Wstydzę się swoich grzechów, moich uczuć i nie wiem, czy miałabym odwagę zwierzyć się komukolwiek. Chciałabym podzielić się swym bólem prosząc o modlitwę za mnie i ufam, że otrzymam też parę rad. 

Przy okazji pragnę powiedzieć, iż bardzo podziwiam Twój blog. […]

Dziękuję
(podpis)


Najdroższa siostro w Chrystusie,
                                                    przede wszystkim muszę Ci powiedzieć, że bardzo mi miło otrzymywać listy z zagranicy. To piękna rzecz czuć się braćmi i siostrami w wierze, nawet jeśli mieszkamy w dalekich krajach. 

Masz rację, stworzenia nie mogą dać nam szczęścia, ponieważ nasze serce zostało stworzone, by kochać Boga, i może odnaleźć pokój jedynie w Nim. Nie zniechęcaj się z powodu popełnionych grzechów, Pan jest nieskończenie dobry i cieszy się bardzo, gdy może nam przebaczać, jeśli żałujemy i pokornie wyznajemy nasze winy. Za każdym razem, gdy grzesznik powraca do Boga z sercem skruszonym, aniołowie w niebie świętują. Pomyśl, że św. Małgorzta z Cortony, św. Maria Magdalena, św. Maria Egiziaca w młodości były wielkimi grzesznicami, ale potem żałowały za grzechy i żyły świątobliwie przez resztę swego życia. Otrzymanie przebaczenia od Boga daje duszy wielki pokój i radość.

Cieszę się wiedząc, że masz pragnienie zostania siostrą zakonną. Oto parę rad. Na razie nie mów o powołaniu przyjaciołom i rodzinie. Staraj się czytać wiele lektur duchowych, klasyków chrześcijaństwa, jak „Naśladowanie Chrystusa”, „Dzieje duszy”, „Filotea”, „Umiłowanie Jezusa Chrystusa w życiu codziennym”, itp. Staraj się znaleźć dobrego kapłana, by się mu zwierzyć. Zacznij dowiadywać się o różnych zakonach żeńskich, by poznać ich charyzmat i zrozumieć, czy skłaniasz się ku życiu w klasztorze klauzurowym czy w zakonie życia aktywnego. Pamiętaj o tym, że należy wybrać zakon ścisły, to jest taki, w którym żyje się prawdziwie religijnie a nie w sposób luźny czy zeświecczony.

Droga siostro, chcę jedynie, abyś była szczęśliwa i mogła taką być, jeśli uczynisz to, czego Bóg pragnie od Ciebie. Wiedz, że żyjąc w ścisłym klasztorze bardzo łatwo będziesz mogła zbawić duszę i dojść do świętości. Jeżeli Jezus wzywa Cię do bycia Jego oblubienicą, uważaj się za bardzo szczęśliwą, gdyż to dwie różne rzeczy, być oblubienicą mężczyzny ziemskiego a być oblubienicą Króla królów.

Kiedy poczujesz się przygnębiona, nie wahaj się napisać so mnie, dla mnie to wielka radość odpowiadać na listy czytelników próbując zachęcać ich do duchowej walki.

Pozostańmy złączeni na modlitwie. Przy okazji przekazuję Ci moje braterskie pozdrowienia w Jezusie i Maryi

Cordialiter

10.07.2014

Pożegnanie przed wyjazdem

Jestem zawsze zadowolony, kiedy czytelnicy blogu piszą do mnie przed wstąpieniem do klasztoru aby się pożegnać. Wiadomości te napełniają mnie radością. Oto list, który napisał mi jakiś czas temu pewien czytelnik blogu w języku włoskim.

Drogi D., po długim czasie piszę do Ciebie aby przekazać Ci wiadomość, że w poniedziałek wstępuję do klasztoru i będę na początku w postulacie. Dziękuję Ci za twoje wartościowe porady i że dodałeś mi odwagi niezbędnej do podjęcia tej decyzji, przebudzić się ze śpiączki, w której się znajdowałem i znacząc kroczyć w moim życiu nową drogą. W klasztorze nie przestanę modlić się za Ciebie i za bezcenną pracę, którą prowadzisz na twoim blogu, gdzie z prostotą wiary i pewnej doktryny apełniasz pustki, które niestety wielu księży dziś ma względem wiernych. Ze łzami w oczach żegnam Cię i obiecuję rozpowszechnić informację o twoim blogu chłopakom, którzy mogliby mieć powołanie do stanu duchownego, według mnie, ale brak im odwagi.

In Corde Jesu et Mariae.
(List podpisany)


Drogi Przyjacielu,
                             Jestem szczęśliwy, że przemogłeś trudności, które Ci przeszkadzały we wstąpieniu do zakonu, do którego czułeś się powołany. Bardzo mi przykro, że przeszkodą na tej drodze był właśnie kapłan, który przeciwko Twej woli i Twemu powołaniu, namawiał Cię do wstąpienia do seminarium diecezjalnego. Nawet św. Luigi Gonzaga był w ten sposób kuszony. Pewni duchowni chcieli odwieść go od zamiaru wstąpienia do zakonu, by mógł podjąć “normalną” kościelną karierę jako ksiądz diecezjalny. Ale heroiczny święty nie poddał się pokusie. Gdy człowiek czuję się powołany do życia w klasztorze, jest grzechem bez ważnych powodów, skłaniać go do wstąpienia do seminarium diecezjalnego. Dobrze, jestem zadowolony, że wszystko się ułożyło. Zakon przez Ciebie wybrany jest jednym z najlepszych we Włoszech, tam będziesz mógł naprawdę żyć Ewangelią i uświęcić się.

Przemogłeś w bitwie, ale walka jest długa. Życie człowieka na ziemi jest ciągłą walką o zbawienie duszy własnej i dusz bliźnich. Teraz diabeł będzie robić wszystko, abyś stracił powołanie, na przykład możesz mieć tęsknotę za światem, za rodakami, za przyjaciółmi, wygodami i pięknościami świata. Radzę Ci, byś był odważny przeciwko tym napaściom i Pan Bóg Ci wynagrodzi w niebie. Per aspera ad astra – przez ciernie do gwiazd! Najpiękniejsze zwycięstwa przychodzą przez trudy i cierpienia, odwagi!

Serdecznie dziękuję za obiecaną pamięć modlitewną, przebywając w klasztornej kaplicy albo w ciszy twej ubogiej celi. Bardzo potrzebuję tej modlitwy. Módlmy się jedni za drugich i miejmy nadzieję, że spotkamy się wszyscy w niebie, gdzie razem z Matką Bożą, aniołami i świętymi będziemy chwalić Boga bez bojaźni grzechu i otępienia.

Cordialiter

05.07.2014

W Sercu Matki

Kilka lat temu w jednej z włoskich czasopism ukazał się otwarty list młodej zakonnicy klasztoru Klarysek Niepokalanej w Creazzo (Włochy). Listem tym pragnęła odpowiedzieć na pytanie, jakie sobie zadali jej liczni znajomi: dlaczego porzuciła świeckie życie, by zamknąć się w klasztorze klauzurowym? W świecie była studentką na uniwersytecie z wyśmienitymi ocenami i spędzała czas wolny w beztroski sposób, bawiąc się bez miary. Nie myślała nawet ani trochę, by wstąpić do zakonu. Mimo że miała wszystko to, co dziewczyna w jej wieku mogłaby sobie zapragnąć, odczuwała wielką pustkę w sobie. Taki styl życia z pewnością nie może wypełnić serca człowieczego, które, jak naucza św. Augustyn, zostało stworzone, by kochać Boga i jest niespokojne, póki nie spocznie w Nim. Wrażenie wewnętrznej pustki tej dziewczyny było tak uciskające, że doprowadzało ją to również do płaczu. Pewnego dnia rozmawiając z osobą duchowną pojęła, że życie bez Jezusa nie ma żadnego sensu.

To był ten pierwszy raz, kiedy poczuła wezwanie Panie. Po jakimś czasie zdecydowała się spędzić parę dni w klasztorze w Creazzo w ramach refleksji. Zafascynowała ją miłość, słodycz i zrozumienie, z jakim została przyjęta przez klaryski Niepokalanej (młody zakon o ścisłej regule). W klasztornej ciszy udało jej się w końcu odnaleźć pokój, którego tak bardzo pragnęła. Około rok potem opuściła definitywnie świat, by wstąpić do klauzury i bardziej przylgnąć do Boga, według reguły św. Klary.

Cieszę się, że wstąpiła do ścisłego zakonu, w którym łatwo jej będzie zbawić swoją duszę. Gdyby wybrała zakon o bardzo luźnej regule życia, wystawiłaby się na niebezpieczeństwo życia w sposób mało budujący czy wręcz utratę powołania, jak to się przydarzyło jednej dziewczynie, którą osobiście znam, a która nie tylko wystąpiła z zakonu, ale też zaniechała praktyk religijnych.

Adres:

Clarisse dell'Immacolata (Klaryski Niepokalanej)
Via Rivella 5
36051 Creazzo (Vicenza)
Włochy-Italia


30.06.2014

Powolanie zakonne

[List z pism św. Alfonsa Marii di Liguori do panienki pragnącej poznać swe powołanie].

Droga siostro, rozmyślasz nad wyborem stanu życia. Widzę Cię niespokojną, gdyż świat chce Cię dla siebie, poślubiając Ciebie; także Jezus Chrystus chce Ciebie dla Siebie czyniąc Cię mniszką w jakimś ścisłym klasztorze. Zważ, że od tej decyzji, którą musisz podjąć, zależy Twoje wieczne zbawienie; zatem radzę Ci modlić się codziennie do Pana, i zacznij od teraz, gdy czytasz to pisemko, aby udzielił Ci światła i siły do wybrania owego stanu najkorzystniejszego dla Twego zbawienia, abyś nie żałowała potem wyboru dokonanego na całe życie i wieczność, kiedy to nie będzie można naprawić błędu. Zbadaj ponadto, co może bardziej przysłużyć się Tobie i uszczęśliwić: czy posiadanie za oblubieńca mężczyzny ziemskiego czy Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i króla nieba. Zobacz, który z nich wydaje Ci się lepszy i tego wybierz. Dziewica św. Agnieszka miała 13 lat, a ponieważ była piękna, wielu ją kochało: między innymi syn rzymskiego prefekta zapragnął ją pojąć za żonę. Ona jednakże patrząc na Jezusa Chrystusa, który pragnął jej dla Siebie, odpowiedziała rzymianinowi: Znalazłam oblubieńca lepszego od ciebie i wszystkich królów ziemskich. Nie mogę zatem zamienić Go na innego. I by Go nie zamienić rada była stracić swe życie w tak młodym wieku, i umarła szczęśliwa, męczennica Jezusa Chrystusa. To samo odpowiedziała święta dziewica Domicilia księciu Aureliuszowi, który był wielkim panem. I także ona umarła śmiercią męczeńską, spalona żywcem, by nie porzucić Jezusa Chrystusa. Och, jakże szczęśliwe są teraz w niebie te dziewczęta z dokonania owego dobrego wyboru, a ich szczęście będzie trwało na wieki! Ten sam szczęśliwy los będzie udziałem wszystkich tych dziewcząt, które zostawią świat, by oddać się Jezusowi Chrystusowi. Zbadaj konsekwencje wypływające ze stanu życia tego, kto wybiera świat i tego, kto wybiera Jezusa Chrystusa. Świat oferuje Ci dobra ziemskie, stroje, zaszczyty, rozrywki i przyjemności. Jezus Chrystus przeciwnie – pokazuje Ci bicze, ciernie i krzyże, gdyż takie były dobra, jakie wybrał dla siebie po wszystkie dni swego życia ziemskiego. Jednakże oferuje Ci ponadto dwa ogromne dobra, jakich nie może Ci dać świat, to jest pokój serca w doczesności i raj po śmierci. Poza tym, zanim zdecydujesz, jaki stan wybrać, koniecznym jest abyś pomyślała o tym, że dusza Twa jest wieczna, zatem po obecnym życiu, które szybko się skończy, w chwili śmierci będziesz musiała przejść do wieczności, w której dane Ci będzie miejsce kary lub nagrody, na którą sobie zasłużysz uczynkami w swoim życiu. Po śmierci zatem przyjdzie Ci mieszkać w domu życia wiecznego lub śmierci wiecznej, tam zostaniesz przez całą wieczność, zbawiona na zawsze i szczęśliwa pośród rajskich radości, albo stracona i zrozpaczona pośród piekielnych mąk. Pomyśl więc, że wszystkie rzeczy tego świata muszą szybko przeminąć. Szczęśliwy, kto się zbawi, nieszczęsny kto się potępi! Pamiętaj zawsze o tej wielkiej maksymie powiedzianej przez Jezusa Chrystusa: na cóż człowiekowi zyskać świat cały i duszę stracić? Maksyma ta skłaniała wielu chrześcijan do zamknięcia się w klasztorach czy osiedlenia się na pustyni, i wiele dziewcząt do zostawienia świata, by oddać się Bogu i umrzeć świętą śmiercią. I na odwrót: rozważ nieszczęsny los, jaki spotkał tyle dam, tyle księżniczek i królewien, którym w świecie służono, chwalono, czczono i niemalże uwielbiano. Ale jeśli nieszczęsne potępiły się, na cóż im w piekle te liczne bogactwa, rozkosze i zaszczyty, jakimi cieszyły się na ziemi, teraz wśród kar i wyrzutów sumienia, które je będą męczyć przez wieczność, będąc bez Boga i nie widząc ratunku dla swej wiecznej zguby? Spójrzmy jednakże na dobra, jakie świat daje w tym życiu tym, którzy za nim podążają, i na dobra, jakimi Bóg obdarza tych, którzy Go kochają i dla Niego porzucają świat. Świat obiecuje wielkie rzeczy swoim zwolennikom; lecz któż nie widzi tego, że świat jest zdrajcą, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa? Daje dobra ziemskie. Ale czy daje pokój, szczęśliwe życie jak obiecuje? Nie, ponieważ wszystkie jego dobra nęcą zmysły i ciało, ale nie zadowalają serca i duszy. Dusza nasza została stworzona przez Boga, by Go kochać w tym życiu i cieszyć się Nim w przyszłym. Toteż wszystkie dobra ziemskie, wszystkie rozkosze i wszystkie jego wspaniałości wychodzą z serca, ale nie wchodzą w to serce, które tylko Bóg może zaspokoić. Co więcej, Salomon nazywał wszystkie dobra światowe próżnością i kłamstwami nie zaspokającymi serca, lecz je dręczącymi: Vanitas vanitatum et afflictio spiritus. I rzeczywiście doświadczenie pokazuje, że ten, kto bardziej opływa w takie dobra, żyje bardziej niespokojny i udręczony. Gdyby świat zadowalał swymi dobrami księżniczki, królowe, którym nie brakuje zabaw, komedii, festynów, uczt, pałaców, karet, pięknych ubrań, radości, służących im dworzan, wszystkie te panie byłyby zadowolone. Ale nie, oszukują się ci, którzy uważają, że są takie. Spytajcie je, czy cieszą się pełnym pokojem, czy żyją w pełni zadowolone, co wam odpowiedzą? Jaki pokój, ja zadowolona? Każda z nich powie wam, że prowadzi nieszczęśliwe życie i nie wie, co to jest pokój. Złe traktowanie, jakiego doświadczają od mężów, przykrości, jakich doznają ze strony swych dzieci, zazdrość, lęki, potrzeby domowe sprawiają, że żyją wśród ciągłych obaw i goryczy. Każda kobieta zamężna może nazwać siebie męczennicą cierpliwości, jeśli jest cierpliwa. Inaczej cierpieć będzie mękę w tym świecie i boleśniejszą po śmierci. Jeśli nie byłoby innej męki, same wyrzuty sumienia starczą, by ją ciągle męczyć, gdyż żyjąc przywiązana do dóbr ziemskich, mało myśli o duszy, mało przystępuje do sakramentów, mało się poleca Bogu. I pozbawiona takiej pomocy by dobrze żyć, nie może żyć nie grzesząc i nie mając nieustannych wyrzutów sumienia. I oto jak wszystkie obietnice zabaw złożone przez świat stają się goryczą i lękami przed potępieniem. O ja biedna! – powie – co ze mną będzie w godzinie mojej śmierci po takim życiu, jakie prowadzę, z dala od Boga i z tyloma grzechami, stając się coraz bardziej gorszą? Chciałabym się wyciszyć, by pomodlić się trochę, ale sprawy rodzinne i domowe nie pozwalają mi na to. Chciałabym słuchać kazań, wyspowiadać się, przyjmować często Komunię świętą, chodzić do kościoła, ale mój mąż nie chce tego. Często brakuje mi potrzebnego wsparcia, i te ciągłe sprawy, opieka nad dziećmi, wizyty i intrygi, których nie brak, trzymają mnie zamkniętą w domu. Dopiero w dni świąteczne mogę uczestniczyć we Mszy św. Szalona byłam, że zechciałam wyjść za mąż! Mogłam była zostać świętą w klasztorze! Jednakże wszystkie te lamenty na cóż się zdają, jeśli nie po ty, by powiększyć jej mękę, widząc że jest już za późno i nie może zmienić mylnego wyboru pójścia w świat? I jeśli jej życie stanie się gorzkie, tym bardziej gorzką będzie jej śmierć. Wówczas ujrzy wokół łóżka służki, męża, płaczące dzieci; oni jednakże nie będą jej ukojeniem, lecz większą udręką; i tak udręczona, biedna w zasługi i pełna leków o swe zbawienie wieczne będzie musiała stawić się przed Jezusem Chrystusem, który ją osądzi. I odwrotnie – mniszka która zostawi świat dla Jezusa Chrystusa, jakże będzie szczęśliwa żyjąc pośród tylu oblubienic Bożych, w samotnej celi z dala od zgiełku świata i ciągłych niebezpieczeństw, z którymi stykają się ci, którzy żyją w świecie, z niebezpieczeństwem utraty Boga! I o ileż bardziej poczuje się pocieszona w chwili śmierci na myśl o swoich latach spędzonych na modlitwie, umartwieniach i wielu adoracjach, spowiedzi świętych, aktów pokory, nadziei, miłości do Jezusa Chrystusa. I jakkolwiek diabeł nie omieszka przerazić ją widokiem grzechów popełnionych w swej młodości, Niebieski Oblubieniec jednakże, dla którego zostawiła świat, będzie umiał ją pocieszyć. I tak pełna ufności umrze w objęciach Ukrzyżowanego, który ją zaprowadzi do nieba. Zatem, droga Siostro, ponieważ musisz wybrać stan swego życia, wybierz ten, w jakim chciałabyś być w chwili śmierci. W owej godzinie, każda, widząc kończący się dla niej świat, powie: O gdybym była została świętą! O gdybym była porzuciła świat i oddała się Bogu! Ale stało się co się stało; nie zostaje nic innego jak oddać ducha i wyjść naprzeciw Jezusa mówiącego: Chodź, szczęśliwa, by ze Mną na zawsze zażywać szczęśliwości, lub: Idź do piekła, oddzielona ode Mnie na zawsze. Do Ciebie należy wybór: albo świat albo Jezus Chrystus. Jeśli wybierzesz świat, wiedz, że wcześniej czy później będziesz tego żałować, zatem pomyśl dobrze. W świecie wiele jest kobiet, które się potępiają; w klasztorach mało jest takich. Poleć się Ukrzyżowanemu oraz Najświętszej Maryi Pannie, aby Ci pomogli wybrać to, co najlepsze dla Twego zbawienia wiecznego. Jeśli chcesz zostać zakonnicą, postanów również stać się świętą: albowiem jeśli myślisz żyć w klasztorze w luźny sposób oraz niedoskonała, jak żyją niektóre mniszki, na nic zda Ci się wstąpienie, gdyż będziesz prowadziła nieszczęśliwe życie, i nieszczęśliwa będzie także Twa śmierć. Jeśli natomiast odczuwasz niechęć do zamknięcia się w klasztorze, nie mogę polecić Tobie stanu małżeńskiego – podczas gdy św. Paweł nie poleca go nikomu, chyba że w przypadku czystej konieczności, której mam nadzieję nie ma u Ciebie. Zostań przynajmniej w swoim domu i tam postaraj się stać się świętą. Proszę Cię, abyś przez 9 dni prosiła Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby dał Ci światła i siły do wybrania tego stanu życia, jaki jest najlepszy dla Ciebie do zbawienia. Módl się także do Matki Bożej, aby wyjednała Ci tę łaskę za swoim potężnym wstawiennictwem.

25.06.2014

Życie poświęcone Bogu

Jakiś czas temu otrzymałem list od dziewczyny, która ze łzami w oczach chciała wystosować dramatyczny apel…

Drogi Bracie w Chrystusie, piszę do pana, aby moje świadectwo przydało się wszystkim tym dziewczynom, które czują wezwanie do życia zakonnego. Jestem 20-letnią dziewczyną i chociaż jestem w młodym wieku, minione lata przeżyłam bardzo intensywnie i gdybym mogła cofnąć się, przeżyłabym jeszcze raz każdą chwilę. W wieku zaledwie 12 lat zaczęłam jakby przez przypadek odwiedzać ścisły zakon, który sprawił, że ogromnie pokochałam Chrystusa i Jego Kościół. Od małego zawsze myślałam o tym, że kiedyś oddam się Chrystusowi w owym domu zakonnym, który określałam jako mój prawdziwy dom czy w innym domu mojego ukochanego zgromadzenia. Nie otrzymawszy nigdy pozwolenia rodziców, bym mogła wstąpić do zakonu, z drżeniem i lękiem oczekiwałam dnia moich osiemnastych urodzin, i podczas gdy wszyscy czynili przygotowania do moich urodzin, ja w wielkiej tajemnicy przygotowywałam moją duszę na oddanie się mojemu Oblubieńcowi.

Po kilku miesiącach od moich urodzin wyjechałam mówiąc moim rodzicom, że odbędę rekolekcje, ale nie takie jak zawsze, i że wcześniej czy później wrócę, może za kilka miesięcy. Rozpoczęłam swą drogę pod kierownictwem świątobliwych mniszek wiernych zakonowi i regule, osób, które oddałyby swe życie, by tylko dochować wierności swoim ślubom. Odczuwałam radość wypływającą z mego wnętrza i której nikt, jak myślałam, nie mógłby mi kiedykolwiek pozbawić. Oczywiście napotkałabym na trudności, ale takie są również i w miłości dwóch stworzeń, zwykłej pary. Dość szybko moi rodzice zdali sobie sprawę, że będą to rekolekcje bez powrotu i z wielkim bólem przybyli mnie odwiedzić, zrozpaczeni i z oczyma pełnymi łez błagali mnie, abym wróciła […]. Wróciłam do domu z nadzieją, że wkrótce wrócę do klasztoru. I tak też było, po kilku tygodniach powróciłam, ale tym razem do klasztoru klauzurowego, który został założony przez tę samą osobą (wcześniejszy zakon, gdzie byłam, był otwarty, czynny) i to o ścisłej klauzurze – Klaryski Niepokalanej, o których pan wspomina na swoim blogu. W całym moim życiu nigdy nie czułam i pewna jestem, że nie poczuję tak wielkiej radości. Mimo, że znajdowałam się za kratami, czułam się wolna, trudno w to uwierzyć, ale tak było. Dla mnie był to przedsionek nieba. Także i dziś dałabym wszystko, by tylko tam powrócić. Piszę do pana ze łzami w oczach i obumarłym sercem, proszę pana, aby przestrzegał każdego przed porzuceniem drogi poświęcenia się Chrystusowi gdyż, proszę mi wierzyć, naprawdę się umiera. Aktualnie jestem zaręczona, żyję w majętnej rodzinie, studiuję i nie brakuje mi niczego… Aczkolwiek brakuje mi wszystkiego, oddałabym życie me, by cofnąć się o parę lat, ale to niestety niemożliwe, i pewna tego staram się żyć w nadziei odzyskania przynajmniej najmniejszej cząstki szczęścia. Proszę pana w imię Chrystusa i Matki Bożej, niech uczyni wszystko co tylko możliwe, by zachęcać i pomagać tym, którzy mają pokusę porzucenia powołania, proszę im mówić, że szczęście jest tylko na tej drodze, którą Jezus wybrał dla nas. Dziękuję za pański blog.


Najdroższa siostro w Chrystusie,
mów mi na ‘ty’ (tak wolę). Dziękuję ci za twe świadectwo, które jak sądzę, będzie użyteczne dla osób niezdecydowanych w wyborze stanu swego życia.

W twoim liście zauważyłem jednakże trochę zniechęcenia. Najdroższa, każdy chrześcijanin musi pokładać nadzieję w Bogu, zatem nie musi się niczego obawiać, a w jego duszy musi zawsze panować duchowa radość. Zatem odwagi! Nawet jeśli sytuacja może ci się wydawać beznadziejna, musisz mieć nadzieję wbrew nadziei. Czy jesteś pewna, że nie możesz już obrać życia zakonnego u Klarysek Niepokalanej czy w innym dobrym zakonie? A jeśli Bóg chce, abyś była kolejną Zelią Guérin (mama św. Tereski)? Jakkolwiek by było, nie możesz żyć w żalu przez resztę swego życia, powierz się Maryi, Pośredniczce wszelkich łask a zobaczysz, że znajdzie się rozwiązanie.

Jeśli w przyszłości napiszesz jeszcze do mnie, ufam całym sercem, że tym razem dasz o sobie znać pogodna i pełna duchowej radości. Bardzo mi zależy na zbawieniu twej duszy, gdyż zostałaś okupiona wysoką ceną przez Chrystusa przybitego do krzyża. Ufaj zawsze Jezusowi i Maryi!

Zachęcam cię do pełnienia woli Bożej względem ciebie i pozdrawiam cię bratersko in Corde Matris

Cordialiter

20.06.2014

Oddać swoje życie Jezusowi

Przytaczam tekst interesującego listu o tytule ‘Odpowiedź młodzieńcowi proszącego o radę odnośnie stanu życia jaki musi wybrać’, napisany przez św. Alfonsa Marię di Liguori.

Czytam w twym liście, że od dłuższego czasu czujesz natchnienie od Boga, by zostać zakonnikiem, ale zrodziły się w twych myślach liczne wątpliwości, a szczególnie taka, że mógłbyś zostać świętym również w świecie, nie zostając zakonnikiem. Odpowiadam pokrótce na twój list, ponieważ gdybyś życzył sobie dłuższy list, możesz przeczytać moją broszurę wydaną i zatytułowaną “Ostrzeżenia odnośnie powołania zakonnego” gdzie obszernie omówiłem tę materię. Zatem piszę tu jedynie w skrócie, iż wybór stanu życiowego jest ogromnie ważny, gdyż od niego zależy wieczne zbawienie. Ten kto wybiera stan, do którego go Bóg powołuje, łatwo się zbawi; a kto nie jest posłuszny Bożemu powołaniu, ciężko się zbawi, wręcz będzie moralnie rzeczą niemożliwą, by się zbawił. Większość tych, którzy się potępili, doprowadzili do tego, gdyż nie odpowiedzieli na Boże wezwanie.

Toteż abyś mógł wybrać ów stan, który ci będzie najpewniejszy do uzyskania życia wiecznego, ważnego dla nas wierzących, rozważ to, że twa dusza jest wieczna a jedynym celem, dla którego Bóg umieścił cię w tym świecie z pewnością nie było to, abyś zdobywał rzeczy i zaszczyty na tej ziemi, czyniąc w ten sposób życie wygodnym i przyjemnym, ale to, abyś świętymi cnotami zasłużył sobie na życie wieczne: finem vero vitam aeternam. W dniu sądu na nic zda ci się ulepszony dom czy uzyskana pozycja w świecie. Dobrem dla ciebie będzie to, że służyłeś i miłowałeś Jezusa Chrystusa, który będzie twoim sędzią.

Myślisz, że zostając w świecie również mógłbyś dojść do świętości. Tak, tak, mógłbyś, ale to trudne, i jeśli naprawdę zostałeś wezwany przez Boga do stanu zakonnego a chcesz pozostać w świecie, jest to moralnie niemożliwe, jak powiedziałem wyżej, gdyż braknie ci tych pomocy Bożych, jakie przygotował dla ciebie w zakonie. I pozbawiony ich nie zbawisz się. Ktoś, kto chce zostać świętym, wystarczy, że posłuży się duchowymi środkami, będzie unikał złych okazji, oderwie się od dóbr ziemskich, skupi swe życie w Bogu - dla podtrzymania którego trzeba uczęszczać do sakramentów i odprawiać codziennie modlitwę myślną, sięgać po lektury duchowe, stosować inne pobożne ćwiczenia, bez których nie możesz prowadzić duchowego życia. Tak więc wszystkie te rzeczy bardzo trudno jest, by nie powiedzieć niemożliwie, czynić pośród zgiełku i kłopotów świata. Sprawy rodzinne, potrzeby domu, narzekania rodziców, kłótnie, prześladowania, w jakie obfituje świat, zajmą ci umysł myślami i lękami, tak że roztargniony będziesz mógł dopiero wieczorem polecić się Bogu. Chciałbyś się modlić, przeczytać duchową książkę, często przystępować do Komunii św., nawiedzać codziennie Najświętszy Sakrament Ołtarza – lecz wszystko będzie ci uniemożliwione przez sprawy światowe, a ta mała cząstka, którą uczynisz, będzie zupełnie niedoskonała, gdyż uczyniona pośród tysiąca roztargnień i oschłości ducha. Zatem twe życie będzie zawsze niespokojne, a bardziej niespokojną będzie twa śmierć. Z jednej strony nie braknie przyjaciół wzbudzających w tobie lęk przed obraniem życia zakonnego, jawiące się jako ciężkie i męczące. Z drugiej strony świat zaoferuje ci zabawy, ubrania i zadowolone życie – bądź czujny i nie daj się oszukać. Bądź przekonany, że świat jest zdrajcą, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa. Oferuje ci wszystkie te dobra ziemskie; ale nawet jeśli dałby ci je, będzie mógł kiedykolwiek dać ci pokój duszy? Nie, tylko Bóg może dać ci prawdziwy pokój. Dusza jest stworzona tylko dla Boga, by kochała Go w doczesności i cieszyła się Nim w wieczności. Dlatego tylko Bóg może ją zadowolić. Wszystkie rozkosze i bogactwa ziemskie nie mogą dać prawdziwego pokoju, co więcej, kto bardziej opływa w takie dobra ziemskie, żyje bardziej udręczony, jak mawiał Salomon, który w nie opływał: Universa vanitas, et afflictio spiritus.

Gdyby świat zadowalał dobrami ziemskimi, bogaci, magnaci i monarchowie, którym nie brakuje pieniędzy ani zaszczytów ani zabaw, byliby w pełni zadowoleni; ale doświadczenie pokazuje, że u takich wielkich tego świata, im większa jest ich wielkość, tym większe są ich lęki, obawy i troski. Bardziej zadowolony będzie biedny mnich opasany liną i ubrany w wór, karmiący się czterema ziarnkami bobu i śpiący w celce na słomie, niż książę ze wszystkimi swoimi złotymi szatami i posiadanymi bogactwami. Codziennie będzie miał suto zastawiony stół, wieczorem spocznie w miekkim łóżku pod bogatym baldachimem, ale nie będzie mógł spać z powodu lęków, spędzajacych mu sen z oczu. Szalony, kto kocha świat a nie kocha Boga!, mówił św. Filip Neri. I jeśli ci światowcy prowadzą życie niespokojne, tym bardziej niespokojna będzie ich śmierć, kiedy kapłan nakaże opuścić ten świat słowami: Proficiscere, anima christiana, de hoc mundo: uściśnij krucyfiks, gdyż skończył się świat dla ciebie. Złem jest, że w świecie mało się myśli o Bogu i przyszłym życiu, gdzie będziemy przebywać na wieki. Wszystkie myśli lub prawie wszystkie dotyczą rzeczy ziemskich, a zatem dzieje się tak, że jak życie nieszczęśliwe to i bardziej nieszczęśliwa śmierć. Toteż przed zatwierdzeniem wyboru twojego stanu życiowego, wyobraź sobie chwilę śmierci i wybierz ten stan, jakiego wówczas chciałbyś być. Wtedy nie będzie już czasu na naprawę błędu, jeślibyś miał się pomylić, stawiając wyżej życie z większą wolnością nad Boże powołanie. Rozważ, że każda rzecz doczesna kończy się: Praeterit figura huius mundi; koniec będzie musiał nadejść dla każdego z nas. Każda rzecz przemija a śmierć się przybliża, a my, ile kroków uczynimy, tym bardziej się przybliżamy do śmierci a ze śmierci przejdziemy do wieczności. Po to się narodziliśmy: Ibit homo in domum aeternitatis suae. Śmierć nadejdzie, kiedy najmniej sobie to wyobrażamy. Ach, znajdując się więc w obliczu śmierci, czym nam się będą wydawać wszystkie te dobra ziemskie, jeśli nie przemijającymi dobrami, marnościami i szaleństwami? Na cóż zda się ostrzeżenie Jezusa Chrystusa przed zatraceniem własnej duszy po zyskaniu świata całego? Quid prodest homini, si mundum universum lucretur, animae vero suae detrimentum patiatur? Na nic się nie zda, tylko na to, by umrzeć nieszczęśliwą śmiercią po nieszczęśliwym życiu.

I na odwrót – młodzieniec, który pozostawi świat, by oddać się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, jakże będzie się widział zadowolonym żyjąc w samotnej celi, z dala od zgiełku oraz częstych niebezpieczeństw, jakie są w świecie, niebezpieczeństw utraty Boga! W klasztorze nie będzie miał zabaw, muzyki, komedii i balów, lecz będzie miał Boga, który go będzie pokrzepiał i pozwalał mu cieszyć się pokojem. Mówię o pokoju, jaki można mieć w tej dolinie łez, gdzie każdy musi cierpieć swoje i może ze świętą cierpliwością zaskarbić sobie ów pełen pokój przygotowany w niebie. Żyjąc z dala od rozrywek światowych, miłosne spojrzenia kierowane od czasu do czasu na krucyfiks, [...] miłosne westchnienia [ku Bogu], pocieszą go bardziej niż wszystkie rozrywki i festyny świata, które pozostawiają gorycz. I jeżeli zadowolony przeżyje to życie, bardziej zadowolonym będzie się czuł w chwili śmierci, że wybrał stan zakonny. Jakże będzie pocieszony na myśl, że spędził swe lata życia na modlitwach, czytaniach duchowych, umartwieniach i innych pobożnych ćwiczeniach, a zwłaszcza jeśli w zakonie włączył się w zbawienie dusz swymi kazaniami i słuchaniem spowiedzi! To rzeczy, które w chwili śmierci powiększą w nim ufność wobec Jezusa Chrystusa, szczodrego w nagradzaniu tych, którzy trudzili się dla Jego chwały. Przejdźmy do konkuzji na temat twego wyboru. Ponieważ Pan wezwał cię do opuszczenia świata i bycia całkowicie dla Niego w życiu konsekrowanym, powiadam ci: raduj się i zarazem drżyj. Raduj się z jednej strony, dziękuj zawsze Panu, gdyż bycie wezwanym przez Boga do życia doskonałego jest łaską, której Bóg nie wszystkim udziela: Non fecit taliter omni nationi. Z drugiej strony drżyj, albowiem jeśli nie posłuchasz Bożego wezwania, wystawisz na wielkie niebezpieczeństwo swe zbawienie wieczne. Nie mam tu dość miejsca, by opowiedzieć ci o wielu przykładach młodzieńców, którzy zignorowali powołanie, przeżyli życie nieszczęśliwie i tak samo nieszczęśliwie umarli. Bądź pewien tego, że jeśli twe powołanie okaże się prawdziwe, a pozostaniesz w świecie, nie zaznasz pokoju i twa śmierć będzie bardzo niespokojną z powodu wyrzutu sumienia, jakie będzie cię wtedy męczyło, że nie usłuchałeś się Boga powołującego cię do stanu zakonnego. Na końcu twego listu chciałeś, abym ci powiedział, czy w przypadku nie odczuwania pociągu do życia zakonnego, lepiej by było ożenić się, jak tego chcą rodzice, lub zostać księdzem diecezjalnym. Odpowiadam ci: stanu małżeńskiego nie mogę ci poradzić, podczas gdy św. Paweł nikomu go nie zaleca, chyba że byłaby taka konieczność z powodu niepohamowanej zmysłowości cielesnej, której braku jestem pewien w twoim przypadku.

Co do bycia kapłanem diecezjalnym zważ, że takowy ma kapłańskie obowiązki pośród rozproszeń oraz niebezpieczeństw właściwych dla osób świeckich, gdyż żyjąc w świecie nie jest w stanie uniknąć problemów we własnym domu, z powodu krewnych, oraz niebezpieczeństw dla duszy. Będzie miał pokusy we własnym domu, nie mogąc zapobiec temu, by nie było w nim kobiet, krewnych, osób pomagających lub obcych. Powinieneś tam zaszyć się w osobnym pokoju i nie zajmować się niczym innym jak sprawami Bożymi. To jednakże jest bardzo trudne w praktyce i toteż mało jest kapłanów, którzy we własnym domu dążą do świętości. I odwrotnie – wstępując do zakonu o ścisłej regule będziesz wolny od męczących myśli o jedzeniu i ubraniu, gdyż tam we wszystko zaopatrzy cię klasztor. Nie będziesz miał tam krewnych, którzy by cię niepokoili; nie wejdą tam kobiety mącące myśli. I tak daleki od zgiełku świata nie będziesz miał nikogo, kto by ci przeszkadzał w modlitwach i skupieniu. Powiedziałem klasztor o ścisłej regule, ponieważ jeśli chciałbyś wstąpić do innego, gdzie żyje się w luźny sposób, lepiej jest, abyś został we własnym domu i starał się zbawić duszę, jak tylko możesz. Wstępując bowiem do wspólnoty, gdzie panuje luźna atmosfera, naraziłbyś się na niebezpieczeństwo zatracenia się. Jakkolwiek wstąpiłbyś z postanowieniem modlenia się i myślenia jedynie o Bogu, mimo to, pociągany złym przykładem współtowarzyszy oraz wyśmiewany i nawet prześladowany – jeśli nie będziesz chciał żyć tak jak oni – zaniechasz wszystkich nabożeństw i będziesz postępował tak, jak inni. Jeśli więc Bóg raczy udzielić ci łaski powołania, uważaj, by zachować je, polecając się często Jezusowi i Maryi w swych modlitwach. I wiedz, że jeśli postanowisz oddać się cały Bogu, demon odtąd zwiększy swe wysiłki kusząc cię, abyś popadł w grzech a zwłaszcza abyś stracił powołanie. Pozdrawiam Cię i proszę Pana, aby uczynił cię całego swoim.

15.06.2014

Spowiedź

Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego stara się oddalić dusze od Jezusa, wpajając w nie obawy takie jak wyolbrzymiony lęk złego wyspowiadania się. Oto fragment listu jednej dziewczyny:

Jednym z mioch podstawowych problemów jest to, że nie wiem czy robię różne rzeczy dobrze: czy się dobrze spowiadam, czy dobrze przyjmuję Komunię św. , czy dobrze się modlę... i ta niepewność sprawia, że unikam Komunii św., modlitwy, itd. Gdybym tylko była pewna z uprzedzeniem, że Pan będzie zadowolony z mojej spowiedzi, natychmiast bym pobiegła. Niestety zatrzymuję się przed Bogiem, który jest Miłością, który może wzywa mnie, żebym się Jemu poświęciła, ale boję się do Niego zbliżyć. Módl się za mnie, aby Pan dał mi odwagę do czynienia tego, czego On ode mnie oczekuje!

Droga Siostro w Chrystusie,
                                              Od wielu miesięcy piszemy do siebie maile, cieszę się, że w tym czasie kontynuowałaś trwanie w drodze duchowej i w rozeznawaniu powołania. Nie powinnaś się zatrzymywać, lecz postępować na drodze doskonalenia chrześcijańskiego. Nie martw się zbytnio popełnionymi grzechami, bo Pan jest dobry i chętnie nam przebacza, gdy spowiadamy się ze szczerą skruchą. Żadna dziewczyna nie jest godna, aby zostać Oblubienicą Jezusa, ponieważ On jest Bogiem, podczas gdy my, synowie Ewy, wszyscy jesteśmy grzesznikami. Kiedy Pan udziela jakiejś osobie łaskę powołania do życia konsekrowanego, nie czyni tego na podstawie zasług, lecz z czystej miłości. Jeśli zostaniesz siostrą zakonną (ma wielka nadzieję, że tak się stanie!), nie będzie to dzięki Twoim zasługom, ale tylko dlatego, że Jezus tak chciał, bo On jest dobry. Diabeł nie chce, abyś żyła po chrześcijańsku, dlatego stara się oddalić Cię od Jezusa doprowadzając cię do smutku i obaw. Kiedy jakaś osoba jest zalękniona i zdemoralizowana, dla demona łatwo odciągnąć ją od modlitwy i od Komunii. Nie możesz wpadać w taką pułapkę.

Ty nie możesz już żyć bez Jezusa, ponieważ kiedy twoja miłość do Niego jest chłodna, bardzo cierpisz w swym sercu. Musisz bardzo kochać Jezusa, gdyż w świecie jest wiele rozproszeń i pokus; oto dlaczego mam wielką nadzieję, że będziesz mogła wstąpić do jakiegoś klasztoru. Tam będzie ci łatwiej żyć po chrześcijańsku w sposób żarliwy, tam będziesz mogła myśleć tylko o tym, by kochać Boga całym sercem, bez rozpraszania się niepotrzebnymi ziemskimi rzeczami.

Musisz spróbować żyć po chrześcijańsku w sposób radosny, musisz próbować oddalać od siebie niepotrzebne lęki. Musisz modlić się codziennie bez obaw, że modlisz się źle, ważne jest, że nie rozpraszasz się z własnej woli podczas modlitwy. Ponadto byłoby pięknie gdybyś dialogowała z Jezusem i Maryją. Tak, możesz rozmawiać po bratersku z nimi, opowiadając o swoich problemach, o swoich cierpieniach, o swoich pragnieniach, ale przede wszystkim mówiąc, że ich kochasz i że chcesz ich kochać przez resztę wieczności, itd. Święty Alfons Maria Liguori napisał piękną książeczkę, która wyjaśnia w jaki sposób należy rozmawiać z Bogiem.

Co się tyczy spowiedzi, nie bój się; istotne jest żałować popełnionych win, później wystarczy wyznanie grzechów śmiertelnych, ale jeśli chcesz możesz wyznać także te lekkie. Aby popełnić grzech ciężki musisz być w pełni świadoma, że to co czynisz bardzo Boga obraża i w pełni na to pozwalasz.jeśli zaś nie wiedziałaś, że coś było poważną materią lub nie miałaś pełnej świadomości, lub też nie było w tym pełnego przyzwolenia woli, możesz być pewna, że nie popełniłaś grzechu śmiertelnego. Jeśli nie możesz przysiąc, że jakiś czyn był z całą pewnością grechem ciężkim, nie jesteś zobowiązana, by go wyznawać. Poprzez rozgrzeszenie odpuszcza się wszystkie grzechy, także te których nie wyznałaś nie będąc pewna czy są śmiertelne. W każdym razie jeśli twój spowiednik jest dobrym kapłanem, możesz opowiedzieć mu o swoich wątpliwościach sumienia i on ci pomoże zrozumieć czy były to grzechy śmiertelne, lekkie czy też zwykłe skrupuły.

Diabeł nie chce, żebyś przyjmowała Komunię św. , ponieważ w ten sposób jednoczysz się z Jezusem: On staje się cały twój, a ty stajesz się cał Jego. Kiedy Jezus jest w Tobie, powinnaś mówić do niego słowa miłości, mów Mu, że Go kochasz i że chcesz kochać Go jeszcze bardziej, bo On na to zasługuje. Mów Mu, że jesteś gotowa oddać Mu swoje życie, że chcesz kochac tylko Jego, że chcesz, aby wszystkie dusze Go kochały, aby On królował nad wszystkimi sercami ludzkimi, aby wszystkie dusze się zbawiły i poszły do Nieba kochać Go na zawsze, że wolałabyś umrzeć niż popełnić choć jeden grzech w pełni świadomie, itd.

Masz delikatne sumienie, więc kiedy nie jesteś pewna czy popełniłaś grzech ciężki, powinnaś zakładać, że go nie popełniłaś. Osoby o wrażliwym sumieniu, gdy popełniają grzech ciężki nie mają wątpliwości, lecz są tego pewne . Po tym jak sięwyspowiadałaś, możesz kontynuowć przystępowanie do Komunii świętej aż do momentu, w którym będziesz pewna, że popełniłaś grzech ciężki. Teolodzy nauczają, że jeśli masz wątpliwości czy jesteś w stanie łaski uświęcającej czy też w grzechu, możesz nadal przyjmować Komunię św., ale dobrze wpierw odmówić ze skruszonym sercem akt żalu, czyli modlitwę, w której przepraszasz Boga za wszystkie Twoje winy, nie tyle przez wzgląd na kary, na które zasłużyłaś, ale przede wszystkim ponieważ obraziłaś Tego, który jest nieskończenie dobry i godny tego by być kochanym ponad wszystko, jednocząc się z Nim w Komunii św, oddalisz skrupuły, ale przede wszystkim oddalisz pokusę diabła, którychciałb Cię trzymać z daleka od Komunii św., tj. od Jezusa. Komunia św. da Ci siłę, by oprzeć się pokusom, da ci większy zapał do modlitwy i pozwoli Ci rozpalić się w miłości Boga i bliźniego.

Mam nadzieję, że pomocne Ci było moje dzielenie się, ale pozostaję zawsze do Twojej dyspozycji, gdybyś potrzebowała jeszcze jakichś wyjaśnień.

W Jezusie i Maryi,

Cordialiter

10.06.2014

Doświadczenie z życiem zakonnym

Przeprowadziłem wywiad z pewną dziewczyną mającą bogate doświadczenie z życiem zakonnym, spędziła ona kilka lat w klasztorze klauzurowym, z którego wyszła z powodów zdrowotnych. By zachować jej anonimowość nadałem jej pseudonim Gemma, z racji jej nabożeństwa do św. Gemmy Galgani.

Droga Gemmo, przede wszystkim dziękuję ci za twoją bezinteresowną przyjaźń. Tym razem chcę zadać ci parę pytań na temat wątpliwości dotyczących powołania.

- Niektóre osoby po nawróceniu się czują pociąg do życia zakonnego, jednakże wątpią, czy mają powołanie, gdyż myślą, że nie są go godne z powodu grzechów w przeszłości. Ale czy Bóg może wzywać do życia konsekrowanego również takie dusze, które żałowały za grzechy śmiertelne popełnione w przeszłości?

- Założywszy, że nie ma świecie stworzenia godnego otrzymania daru powołania zakonnego, mówię ci, że nawet jeśli dana osoba popełniłaby grzechy śmiertelne w swoim życiu przed nawróceniem się, jeśli naprawdę wierzy w miłosierdzie Boże, dobrze wie, że poprzez szczerą skruchę z postanowieniem nie grzeszenia więcej, otrzymuje się przebaczenie grzechów w sakramencie pokuty i pojednania. Obmyta i oczyszczona przez Krew Chrystusa staje się czysta jak śnieg. To pokusa i także brak pokory wierzyć, że nie możemy otrzymać tego daru od Boga, czyżby Stworzyciel nie znał dobrze duszy, którą stworzył? Czyżby się pomylił? Jest wielką zarozumiałością z naszej strony sądzić, iż mamy słuszne kryteria oceny wyborów Bożych. Nie zapominajmy, że Jezus po całej nocy spędzonej na modlitwie wybrał dwunastu mężczyzn, o których nie możemy powiedzieć, jakoby byli wzorami świętości czy przykładami cnót! Uważam, że kiedy człowiek otrzymuje dar, powinien jedynie podziękować, a w przypadku powołania powiedziałabym, że nie starczy wieczności na podziękowanie. Oczywiście, kiedy było się dobrym, łatwo jest pozwolić się kochać, ale kiedy się było złym naprawdę upokarzającą rzeczą jest być kochanym mimo wszystko. Tak więc, wystarczy pomyśleć, spojrzeć na przeszłość, uczynić akt pokory i przyjąć z wiarą ów wielki dar, jakiego Pan udziela temu, komu chce, według swoich kryteriów a nie naszych, dzięki Bogu!

- Dobrze znasz życie klasztorne. Czy diabeł próbuje kusić osoby konsekrowane wątpliwościami wokół powołania? Dlaczego to czyni?

- Diabeł czyli ten, kto próbuje zawsze pozbawić dzieci Bożych szczęścia, nie znosi widoku stworzenia zażywającego radości z poświęcenia się Panu, i wiele da, by oderwać stworzenia od takiego zamiaru, siejąc w ich myślach i sercu wiele wątpliwości dotyczących powołania. On również dobrze wie, że osoby konsekrowane ofiarują całe swe życie na wyrywanie mu dusz, tak bardzo nienawidzi mniszek, że nazywa je pogardliwie ‘głowami w bandażach’!, wymyśliłby cokolwiek, by tylko skłonić je do porzucenia życia zakonnego. W szczególny sposób pracuje w nowicjatach, ponieważ wie, że brak doświadczenia i niepewność w pierwszych etapach życia zakonnego sprawia, że osoby są bardziej kruche i słabe, ale jeśli dobrze przylgnęły do Pana, ufają w Jego pomoc, dzięki nieustannej modlitwie wszystkie wątpliwości znikają, a dusza może iść dalej bez dezorientacji.

- Kiedy dana osoba ma wątpliwości do do powołania, wypada, aby zwierzyła się swojemu kierownikowi duchowemu lub przełożonej klasztoru, jeśli jest nowicjuszką?

- Jest rzeczą bardzo ważną, aby, gdy tylko pojawią się w umyśle wątpliwości odnośnie powołania, pomówić o tym czy to z kierownikiem duchowym, czy z przełożoną, którą w przypadku mniszki może być mistrzyni nowicjatu lub z przeoryszą, jeśli jest się już po profesji, gdyż ze względu na wspólnotę przełożeni muszą ocenić, czy powołanie jest prawdziwe czy nie. To bardzo ważne także dlatego, że jeśli to tylko pokusa, to poprzez rozmowę natychmiast jest demaskowana. Przypominam sobie istotnie, że wielu świętych, między innymi św. Tereska od Dzieciątka Jezus, mieli również w przeddzień profesji straszne wątpliwości co do powołania, ale gdy tylko porozmawiali o tym z osobami, które ich prowadzili, znikały! Niestety, nieprzyjaciel jest uparty w kuszeniu także i osób zakonnych po 50 latach życia zakonnego, niesamowita rzecz! Dlatego trzeba być zawsze czujnym, gdyż on nie robi sobie nigdy wakacji, na emeryturę niestety także nie przechodzi!

- Dziękuję ci za odpowiedzi. Cenię sobie bardzo twą serdeczną i braterską przyjaźń, którą odwzajemniam bardzo chętnie.

- Drogi bracie, mam nadzieję, że udzieliłam wyczerpujących odpowiedzi. Pragnę podziękować ci za cudowny przydomek, jaki mi dałeś nazywając mnie ‘Gemmą’, bardzo mi się spodobał, był to czuły gest od brata duchowego, który zrozumiał, jak bardzo cierpię. Pozdrawiam cię i dziękuję za twą przyjaźń. Niech Bóg cię błogosławi.

05.06.2014

Powolanie

Przytaczam parę fragmentów listu pewnej dziewczyny, którą pociąga życie zakonne i chciałaby zostać siostrą zakonną...


Szanowny Cordialiter,
                                     […] widzę, że udało Ci się bardzo dobrze odczytać myśli mojego serca. W istocie czuję pociąg do życia zakonnego, ale nie mogę pojąć, do jakiego zakonu Pan mnie wzywa. W pewnym sensie „sympatyzuję” z […], ale doceniam je – jak Ci już powiedziałam – ze względu na ich ubóstwo, regułę, rygor w życiu zakonnym oraz zaangażowanie dla Tradycji. Problem jest taki, że czasem nachodzą mnie wątpliwości, pytam się sama siebie, czy tylko te rzeczy wystarczają, by twierdzić, iż Pan wzywa mnie do tego zakonu.

[…] Bardzo mi przykro widzieć, jak wielu ludzi po wejściu do kościoła zwraca się do posągów świętych i nie zaszczyca nawet jednym spojrzeniem tabernakulum, gdzie realnie jest obecny Jezus.
[…] Ostatnio odkrywam św. Alfonsa Marię Liguori i coraz bardziej mnie zadziwia mnie, jak udało mu się połączyć nabożeństwo maryjne z eucharystycznym. Dziękuję Ci za cenną posługę, jaką spełniasz swoim blogiem.

W Jezusie i Maryi

(podpis)


Najdroższa w Chrystusie,
                                             bardzo się cieszę, że czujesz pociąg do życia zakonnego i chciałabyś zostać siostrą zakonną. Kiedy w październiku powiedziałaś mi, że jesteś 25-letnią dziewczyną, „obawiałem się”, że mogłabyś oddać swe serce jakiemuś biednemu stworzeniu ludzkiemu. Wyjść za mąż jest dozwoloną rzeczą, ale jak naucza św. Paweł, kobiety zamężne myślą głównie o podobaniu się swoim mężom. My natomiast wiemy, że naszym prawdziwym celem na tej ziemi jest zbawienie duszy i oddanie chwały Bogu. Wstępując do dobrego zakonu ma się wiele możliwości zbawienia i zostania świętym. Z tego powodu gorąco proszę Boskiego Odkupiciela, aby Cię obrał za swą czystą oblubienicę.

Odwagi, tak bardzo potrzebne są siostry zakonne, gorliwe o dobro dusz i większą chwałę Bożą. Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego zrobi wszystko, byś nie wybrała drogi życia, jaką chce Bóg dla Ciebie, ale musisz się stanowczo temu opierać i walczyć jak odważny żołnierz. Mam nadzieję, że będziesz mogła spędzić parę dni w zakonie, by móc wybrać drogę życia, do której Bóg Cię wzywa. By zostać siostrą zakonną trzeba pokonać wiele przeciwności, ale warto to uczynić. Przez trudy do celu!
Pozdrawiam Cię bratersko w najświętszych Sercach Jezusa i Maryi

Cordialiter

30.05.2014

Gorliwość błogosławionej Marii Deluil-Martiny o zbawienie dusz

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny, heroicznej założycielki Córek Serca Jezusowego]

Trzeba zdobywać dusze dla Jezusa Chrystusa. Wysiłkom piekielnym, by wyrywać dusze Jezusowi, przeciwstawimy gorliwość oraz oddanie miłości. Jakże myliłaby się dusza, która przyszłaby szukać w tym Instytucie wyłącznie własnej doskonałości! Córka Serca Jezusowego musi być nie tylko drugim Jezusem Ukrzyżowanym w duchu ofiary i dobrowolnej pokuty, czy drugim Jezusem-Hostią w duchu ofiarowania i nieustannego poświęcania się, lecz musi być również drugim Jezusem-Zbawicielem dopełniając w sobie samej tego, co Jezus Chrystus musi cierpieć w nas, dla kształtowania Swego Ciała, którym jest Kościół, w tych samych intencjach ofiary naszego Pana, jakimi są chwała Boża oraz zbawienie dusz. Owe pokorne Zgromadzenie nie zostało założone jedynie dla zbawienia i świętości jego członków, ale by ci jego członkowie zabiegali – z pomocą łaski i z całych swych sił – o zbawienie dusz oraz angażowali się w służbę sprawom Serca Jezusowego, Kościoła świętego oraz kapłaństwa katolickiego – za pomocą modlitwy, ofiary, szerzeniu nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusowego oraz do Maryi Niepokalanej, Królowej i wspomożycielki Kościoła.

A jak będziemy mogły wznieść się z głębi naszej nędzy do rzeczy tak wzniosłych? Siostry, uczynimy wszystko za pośrednictwem Jezusa Chrystusa; poprzez nasze zjednoczenie z Jego Sercem oraz Jego Ofiarą, poprzez ofiarowanie Jego nieskończonych zasług i kielicha Jego Krwi Przenajdroższej. Uczynimy wszystko przez Maryję, biorącą udział w Boskiej ofierze i będącą zawsze pomocą Kościołowi przeciwko swym nieprzyjaciołom, która po zniszczeniu wszystkich herezji, zniszczy także wielką apostazję społeczeństwa obecnych czasów.


25.05.2014

Zostać siostrą klauzurową

Pewna dziewczyna napisała do mnie list, w którym podzieliła się wrażeniami z odwiedzin u sióstr Córek Serca Jezusa założonych przez błogosławioną Marię Deluil-Martiny.

Drogi D.,
                nigdy nie znajdę odpowiednich słów, by podziękować Ci za polecenie mi Zgromadzenia Córek Serca Jezusa. Czas spędzony z siostrami był niezwykłym doświadczeniem, które zapaliło płomień w moim sercu. Siostry ze wspomnianego zgromadzenia wydają się być aniołami na ziemi. Okazały mi miłość i wielką dyspozycyjność. Widać, że prawdziwie kochają serce Jezusa i Maryi, a ich modlitwa jest jak nieprzerwany hymn chwały zanoszony bez oznak zmęczenia, za to z wielką radością.

W trakcie pobytu u sióstr modliłam się bardzo intensywnie i prosiłam Pana, by wskazał mi drogę, na której będę mogła kochać Go coraz bardziej. A dzisiaj, tuż przed odjazdem, w czasie Mszy św. podczas ostatniej pieśni dziękczynnej moje serce zaczęło silnie bić, a następnie zaczęłam płakać wbrew własnej woli. To było przeżycie, które trudno opisać. Jak bardzo kocha nas Jezus! Jak bardzo Jego serce płonie miłością do nas!!!

Jeszcze raz dziękuję za wszystko, a szczególnie za twoją pomoc!

Pozdrowienia w sercu Jezusa i Maryi.

(własnoręczny podpis)

20.05.2014

List od młodej dziewczyny


Pewna dziewczyna napisała mi piękny list...


Witam! Mam na imię [...] i niedługo skończę 21 lat. Od kilku lat przychodzą do mnie myśli jakoby miałabym poświęcić się życiu zakonnemu. Odkąd pamiętam miałam problemy z odnalezieniem się we współczesnym świecie. Buntowałam się też przeciw Bogu, chociaż to w Nim miałam zawsze pociechę. Dzięki przecudownej łasce Bożej, chociaż odwracałam się od Boga, to coś wciąż przyciągało mnie na nowo do Jego Miłosierdzia. Gdy ponownie zaczęłam się modlić do Naszego Boga to z początku było mi bardzo ciężko. Przeżywałam różne wątpliwości i moja wiara wciąż była chwiejna. Muszę nadmienić, że od Naszego Stwórcy otrzymałam bardzo wiele i często z tego powodu czułam się źle. Od Boga odwracałam się z powodu mojego tchórzostwa i lęku przeogromnego jak myślę, gdyż na siłę próbowałam odgonić myśli o życiu zakonnym. Teraz  dzięki Bożemu Miłosierdziu oczy mojej duszy są na nowo otwarte. Ojciec Nasz znowu zlitował się nade mną i pomógł mi wrócić na drogę Światłości. Odczuwam Jego wielką Miłość do nas, grzeszników. Im bliżej mi do Jezusa Chrystusa Miłosiernego tym dalej mi do tego świata.  Powróciły do mnie te myśli, które towarzyszyły mi zawsze, gdy starałam się wypełniać Wolę Bożą a moje serce radowało się w Naszym Zbawicielu. Od dłuższego już czasu wydaję mi się, że prawdziwą Jedność z Bogiem mogłabym osiągnąć tylko poprzez zakon. Myśli te jednak już nie przysparzają mi żadnej udręki, a wręcz przeciwnie. Czuję się prawdziwie szczęśliwa, gdy myślę o spełnianiu Świętej Woli Naszego Ojca w Niebie i to Jej chcę się poddać całkowicie. Teraz, gdy duch mój jest ożywiony ciężko mi się znosi zwykłą codzienność wśród mojej rodziny i najbliższych. Czuję się jakbym była tu obca. Chciałabym bardzo, aby duch wszystkich moich bliskich był także ożywiony, aby mieli świadomość Bożej Miłości i Obecności w naszym życiu. Pragnę być bliżej Jezusa, bo czuję, że wciąż robię za mało. Teraz czuję jednak obecność Naszego Pana w moim życiu bardziej niż kiedykolwiek. Raduję mnie już tylko bliskość z Bogiem. Pragnę się uczyć i poznawać Prawdę coraz głębiej, tak abym mogła wierniej służyć Naszemu Ojcu. Ufam Jezusowi, że w odpowiednim czasie rozpoznam   Wolę Boga względem ścieżki, którą mam obrać. Modlę się cały czas do Ducha Świętego, do Najświętszej Maryi, a także do Naszego Ojca i Naszego Zbawiciela Jezusa o światłość, która oświetli mi drogę do świętości i która pozwoli mi rozpoznać właściwie Wolę Bożą. Boję się jednak o to jak powiem moim najbliższym, gdy już zdecyduję się porzucić wszystko i opuścić moją rodzinę, aby pójść za Jezusem Chrystusem. Kilka lat temu podjęłam z nimi o tym rozmowę, ale oni jak sądzę nie brali tego na poważnie. Boli mnie to, że ich duch jest stłumiony tak jak niegdyś mój. Moi najbliżsi prawdopodobnie próbowaliby mnie odwieść od tej decyzji. Moja rodzina zawsze miała na mnie duży wpływ i kocham ich, lecz Boga kocham i pragnę kochać bardziej całym swoim sercem, całą duszą i całym swym umysłem. Czekam więc, aż będę gotowa na podjęcie tej dojrzałej decyzji. Kolejną moją obawą jest to, czy odnalazłabym się wśród innych sióstr zakonnych, które zapewne lepiej znają cały Kościół i wszystkie prawa, które się nim rządzą, a przez to lepiej znają Boga Naszego. Wiedzy mi brakuje, ale Boga w sercu noszę. 

Pozdrawiam serdecznie i Bogu niech będą dzięki za Twą odpowiedź! ;)

15.05.2014

Trzeba kochać Jezusa Chrystusa

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny, heroicznej założycielki Córek Serca Jezusowego]

Celem szatana i ideałem sekt jest wyrzucenie Jezusa Chrystusa ze świata, usunięcie nawet pamięi o Jego nauce i wyrywanie Mu dusz; trzeba zatem, Siostry, kochać Jezusa Chrystusa, zjednoczyć się z Nim, naśladować Go oraz zdobywać Mu dusze. Trzeba kochać Jezusa Chrystusa i jednoczyć się z Nim. Kochajmy Go jako dziewice i oblubienice; rzucajmy do Jego najświętszych stóp nasze lilie, które dzięki Niemu samemu wzrosły, zanurzając je w Jego Krwi Najdroższej i których zapach tylko On będzie wdychał. Instytut jest przede wszystkim dziełem miłości, dlatego przyjmuje on tylko dusze pełne miłości wspaniałomyślnej, delikatnej, żarliwej. Oto dlaczego poświęciłyśmy się Sercu Jezusa, ośrodkowi miłości, oto dlaczego zgromadziłyśmy się wokół Eucharystii, arcydzieła Miłości. Eucharystia to Bóg z nami, daje nam spożywać Miłość, daje nam rzeczywiste zjednoczenie z Jezusem Chrystusem. Musimy chwalić Jezusa Chrystusa adoracją, ogromnym poszanowaniem, żywą wiarą oraz cnotą zakonną w jej najwyższym stopniu, otrzymaną od Jezusa, aby wznosiła się z naszych dusz do Niego oraz przez Niego do Trójcy Przenajświętszej. Poświęćmy nasze serca, aby ugasić – jak to tylko możliwe – palące pragnienie Jezusa bycia poznanym i kochanym przez swe stworzenia. Wobec wyrafinowanej nienawiści piekielnej chcemy dać Jezusowi wszystką delikatność miłości, która współczuje, wynagradza, wszystko dzieli i niczego nie odmawia; miłości, która wykrada Sercu Ukochanego sekrety Jego żarliwej miłości, trawiącego Go zapału, Jego agonii, cierpień, poświęceń; miłości, która daje życie za życie i dla chwały Bożej gotowa jest przelać swoją krew. Oto dlaczego staramy się spełnić pragnienia Serca Jezusowego. Oto dlaczego szukamy w Niepokalanym Sercu Maryi, źródle czułości i miłości oraz w Jej ostatnich latach ziemskiego życia naznaczonych męczeństwem miłości, wzoru dla naszych uczuć i naszego życia. Oto dlaczego ofiarujemy wszystko i nas same temu, co Serce Jezusa najbardziej ukochało.

10.05.2014

Miłość nie jest kochana

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny]

Najdroższe Siostry i Córki, chciałabym przedstawić wam niebieską Pasję Jezusa Chrystusa. Przyszedł On na ziemię, by przynieść ogień Miłości; czegóż mogę pragnąć, jeśli nie tego, by rozpalił wasze dusze? Chciałabym was widzieć spalane przez tę miłość; ale nie przez miłość pragnień czy bezowocnych uczuć, lecz przez miłość wyrażaną w czynach i prawdzie, zawierającej się w największym oddaniu oraz pozwalającej się prowadzić przez Ukochanego aż po największą ofiarę.

By dodać płomieni waszemu ogniowi miłości przypominam wam i uzmysławiam, jak bardzo nienawidzony jest w tym czasie Ten, którego kochamy; jak bardzo wzgardzany jest Ten, którego uwielbiamy; jak bardzo znieważany jest Ten, któremu służymy klęcząc.

Miłość nie jest znana, Miłość nie jest kochana, Siostry moje! Kiedy ujrzałam nienawiść świata do Boga będącego Miłością; wzgardę i zniewagi świata wobec Tego, który jest Panem wszelkiej władzy na niebie i ziemi; kiedy ujrzałam wojsko szatana niszczące szereg dusz, dla których mój Zbawiciel przelał swoją Krew, moje serce roztopiło się w mojej piersi jak wosk, i powodowana miłością pragnącą czynić tyle ile to w jej mocy oraz wierząc, że wszystko jest możliwe, odważyłam się poprosić Bożą Miłość, by utworzyła mały zastęp dziewic, które byłyby ziemskimi serafinami, duszami gotowymi na cierpienie, żarliwymi w swym oddaniu i nic, z wyjątkiem posłuszeństwa należnemu przełożonym, nie mogłoby zatrzymać ich na drodze ofiary; duszami całkowicie oddanymi Bożemu działaniu, w którym spełniłyby się w pełni plany miłosierdzia; duszami eucharystycznymi wynagradzającymi oraz apostolskimi; duszami-hostiami zjednoczonymi z Jezusem, przemienionymi w Niego, ofiarowanymi i złożonymi w ofierze przez Niego, które nie żyłyby już same, ale w których On żyłby, których życie byłoby ukryte z Nim w Bogu; Hostiami żywymi, w których w pewien sposób dopełniłby swej Męki, i którymi rozporządzałby według upodobania dla swej chwały.

Siostry, czy to tylko moje marzenie? Do was należy odpowiedź, do was udowodnienie Jezusowi waszym porywem oraz wspaniałomyślnością serca, że nie wezwał was na próżno do swego sanktuarium, wokół swego ołtarza! W pokoju waszych klasztorów ledwo dochodzi dalekie echo bluźnierstw świata. Nie ulega wątpliwości jednakże, że przed wstąpieniem do zakonu i również po, dostrzegłyście nieco z grzechów naszych czasów – na podstawie obrazu społeczeństwa, wydarzeń rozgrywających się na waszych oczach i dzięki chrześcijańskiemu instynktowi waszych dusz. Bolejące z powodu zniewag wyrządzonych Bogu zdecydowałyście poświęcić się całe Jemu modląc się i wynagradzając.

05.05.2014

Kapłan musi być gorliwy o dobro dusz nie myśląc o wzbogacaniu się

[Fragment z encykliki Piusa XI „Ad catholici sacerdotii”]

Biada kapłanowi, który nie pomny na obietnice Boże okaże się "chciwy zysku szkaradnego" (Tyt. I, 7) i zmiesza się z tłumem i upodobni się do świeckich ludzi, na których słowami Apostoła tak Kościół się użala: "Wszyscy swego szukają, a nie tego, co jest Jezusa Chrystusa" (Filip II, 21). W ten bowiem sposób nie tylko sprzeniewierzyłby się obowiązkom swoim, ale stałby się też przedmiotem pogardy dla powierzonego pieczy swej ludu; zauważyłby on bowiem niewątpliwie, że życie jego nie zgadza się z owymi zasadami Ewangelii, które Mistrz Boży jasno obwieścił, a on ludowi ma głosić: "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie sól i rdza niszczą i gdzie złodzieje wykopują i kradną, ale gromadźcie sobie skarby w niebie" (Mat. VI, 19, 20). Jeśli rozważymy, że niska chciwość, jak o tym z żalem opowiadają Ewangeliści, doprowadziła Judasza, jednego z apostołów Chrystusa, "jednego z dwunastu", do upadku i zguby, zrozumiemy łatwo, ile niezmiernych szkód wyrządziła ta chciwość Kościołowi w ciągu wieków. Chciwość bowiem, którą Duch Święty nazywa "korzeniem wszelkiego złego" (I Tym. VI. 10), może człowieka doprowadzić do najgorszej zbrodni; a chociażby kapłan nie posunął się tak daleko, jednak pod wpływem zgubnej tej namiętności stanie w jednym szeregu z wrogami Boga i Kościoła i świadomie czy nieświadomie dopomoże do urzeczywistnienia niecnych ich zamiarów.

Natomiast prawdziwa i szczera powściągliwość wobec dóbr ziemskich pozyska kapłanowi wszystkie serca; tym więcej, że serce kapłańskie, oderwane od świata i moc swą czerpiące z wiary, przepełnione jest wielkim miłosierdziem ku wszystkim nieszczęśliwym i cierpiącym. Miłosierdzie to czyni go naprawdę ojcem ubogich. Pamiętając na słowa Jezusa Chrystusa: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili" (Mat. XXV ,40), otacza ubogich i obejmuje miłością samego Zbawiciela.

30.04.2014

Zbawieniu dusz

Pewna młoda czytelniczka rozeznająca swe powołanie napisała mi długi list, w którym mówi o zbawieniu dusz.

Dziękuję Ci [...] Stało się to już zdrowym przyzwyczajeniem zaglądać codziennie do Twojego bloga, pociesza mnie czytanie o wszystkich tych dziewczynach, które we współczesnych czasach zakochują się w Jezusie. Św. Tereska zawsze mnie fascynowała, ale nie czytałam jeszcze „Dziejów duszy”. Z „rozkazu” kierownika duchowego muszę najpierw skończyć czytać dzienniczek św. Faustyny (która mi się śni) a potem wezmę „Dzieje duszy”. […] Od paru dni mam taką myśl, że muszę ratować dusze. W ubiegłą niedzielę podczas adoracji mój kapłan przeczytał parę fragmentów napisanych przez siostrę Łucję odnośnie małej Hiacynty i jej pokut dla ratowania grzeszników. Wtedy poczułam się mniej niż nic, gdyż zrozumiałam, że mamy dziennie tysiące okazji, aby ofiarowywać pokuty, a nigdy się nie staramy tego czynić. Zbyt łatwo jest nam pływać w naszych wygodach. Zaczęłam czynić małe pokuty ofiarując je za dusze czyśćcowe (bardzo mi bliskie i w których intencji nie omieszkuję nigdy ofiarowywać codziennej Komunii świętej) oraz dla nawrócenia serc najbardziej zatwardziałych. Ale w ostatnich dniach poprosiłam także dobrego Jezusa, by zasugerował mi nowe formy pokuty, gdyż jestem zbyt przywiązana do siebie samej a mój umysł zbyt bardzo jest zdominowany przez miłość własną, by pozwolić się uniżać dla innych.
(podpis)

Najdroższa siostro w Chrystusie,
                                            dziękuję Ci za listy pełne duchowego namaszczenia, jakie mi piszesz. Naprawdę cieszę się, że pociąga Cię życie zakonne, proszę Boga, abyś mogła być wytrwała w okresie rozeznawania powołania, które rozpoczęłaś.

Raduję się wiedząc, że płoniesz pragnieniem ratowania dusz, ale serce me boleje stwierdzając, że dziś rzadko (bardzo rzadko) słyszy się o zbawieniu czy potępieniu wiecznym dusz. A przecież myśl o wieczności powinna być jednym z kluczowych tematów w życiu chrześcijanina. „In omnibus operibus tuis, memorare novissima tua, et in aeternum non peccabis (We wszystkich sprawach twoich pamiętaj na ostatnie rzeczy twoje, a na wieki nie zgrzeszysz [Ekli 7, 40]) Pismo Święte zachęca każdego do rozważania „rzeczy ostatecznych”, które są prawdami wiary otrząsającymi duszę z odrętwienia. Wielki św. Alfons Maria Liguori na ten temat napisał wiele budujących książek, między innymi „O tym, co w życiu najważniejsze”. Gdyby więcej rozważano śmierć, sąd, piekło i niebo rzeczy w świecie z pewnością lepiej by się potoczyły. Ach, mylą się pewne osoby łudząc się, że po śmierci wszyscy pójdą do nieba. Siostra Łucja z Fatimy powiedziała, że widziała dusze spadające do piekła, liczne niczym płatki śniegu.

13 sierpnia 1917 Matka Boża fatimska powiedziała, że wiele dusz idzie do piekła, ponieważ nie ma nikogo, kto by się poświęcał i modlił za nie. Ten, kto jest potępiony, jest już stracony na zawsze, ale trzeba modlić się za żywych, aby nikt więcej nie szedł do piekła, gdzie nie można już kochać Boga i żyje się na zawsze odłączonym od Niego pośród niewyobrażalnych mąk.

Czynisz zatem bardzo dobrze, że modlisz się i poświęcasz dla nawrócenia dusz. Czynisz to dla dobrego Jezusa, aby był kochany przez możliwie największą liczbę osób. Chrystus musi królować w naszych sercach!

Niektórzy myślą, że zakonnice są bezużyteczne. W rzeczywistości ich istnienie jest arcyważne dla życia Kościoła, gdyż bez ich modlitw i pokut byłoby o wiele mniej nawróceń. Ach, gdyby klasztory były tak liczne jak bary, świat byłby z pewnością lepszy, a dusze nie wpadałyby więcej do piekła niczym płatki śniegu. Zachęcam Cię do żarliwej kontynuacji Twego apostolatu modlitwy i pokuty dla dobra dusz i większej chwały Bożej.

W Sercu Matki
Cordialiter

27.04.2014

Traduttori per il blog "Powolanie zakonne"

Il blog „Powołanie zakonne” è sorto grazie alla collaborazione tra me e una ragazza polacca interessata alla vita religiosa. Il merito principale è suo, poiché traduceva in polacco i post presenti sul mio sito italiano „Vocazione religiosa blog”.

La mia amica polacca ha abbandonato il mondo ed è entrata in un monastero di clausura, dunque ho bisogno che qualcuno di lingua polacca mi aiuti. Attualmente c'è qualche altra persona che traduce i post, però per aumentare gli aggiornamenti spero che tra di voi lettori ci sia qualche altro che comprenda l'italiano e sia disposto a tradurre nella vostra lingua qualche post. Per contattarmi scrivete all'indirizzo: cordialiter@gmail.com

Ad majorem Dei gloriam!

25.04.2014

Kierownictwo duchowe

Pewna dziewczyna, śledząca blog z zagranicy, poprosiła mnie o kilka rad, jak wybrać kapłana do kierownictwa duchowego…

Droga Siostro w Chrystusie Panu,
co do kierownika duchowego, możesz uczynić tak: kiedy pójdziesz do spowiedzi i spostrzeżesz, że kapłan jest światły, miłosierny oraz rozważny, po wyznaniu grzechów możesz więc zacząć rozmawiać z nim (pozostając nadal w konfesjonale) na duchowe tematy, na których ci zależy i zwierzyć się mu z tego, co uważasz za stosowne. Jeżeli po kilku takich razach widzisz, że ów kapłan rozwiązał twoje problemy duchowe i udzielił ci dobrych rad, które pozwoliły Ci postąpić naprzód w życiu duchowym, możesz zatem oznajmić mu, iż chcesz go obrać za swego kierownika duchowego. Jeżeli natomiast zauważysz, że jego kierownictwo duchowe było bezużyteczne czy szkodliwe, możesz w takim razie spokojnie zastąpić tego kapłana nowym kierownikiem duchowym. Według mnie łatwiej jest znaleźć dobrego kierownika wśród kapłanów zakonnych, niż wśród księży diecezjalnych.

Odnośnie wyboru kierownika duchowego mogę powiedzieć ci, że podstawową rzeczą jest, aby był osobą wzbudzającą zaufanie, inaczej kierownictwo okaże się bezużyteczne. Nie można proponować natychmiast wybranemu kapłanowi, aby był kierownikiem. Należy wpierw sprawdzić go przez jakiś czas, by zobaczyć, czy słuchając jego rad czynimy postępy w naszym duchowym życiu.

Trzeba zmienić kierownika duchowego, jeśli spostrzegamy, że jego kierownictwo staje się bezużyteczne czy szkodliwe. Bez sensu jest, gdy nie ma się ufności wobec niego, lub gdy on nie poprawia naszych wad, nie pobudza nas na drodze doskonałości chrześcijańskiej, nie pomaga nam w rozwiązywaniu naszych problemów, nie udowadnia swego zainteresowania naszą świętością, itd.

Kierownictwo duchowe staje się wręcz szkodliwe, jeśli zdamy sobie sprawę, że kierownik nie jest dostatecznie uczony, rozważny i miłosierny; jeśli toleruje nasze braki lub postrzega rzeczy z zbyt ludzkiego punktu widzenia; jeśli w czasie kierownictwa traci czas rozmawiając o błahych rzeczach, zupełnie obcych życiu duchowemu; jeśli próbuje nałożyć ciężary zbyt ciężkie; jeśli jego rady uwsteczniają nas zamiast pomagać nam w postępowaniu naprzód po drodze doskonałości chrześcijańskiej.

Jest bardzo ważne zobaczyć, czy traktuje cię miłosiernie i po ojcowsku. Bez miłosierdzia trudno jest pokładać w takim kierowniku konieczną ufność, by zwierzać się mu i mówić ze szczerością.

Pozdrawiam cię serdecznie w Jezusie i Maryi
Cordialiter

20.04.2014

Powołanie

Pewna dziewczyna napisała mi list...

Szczęść Boże!
Mam 19 lat i za rok matura oraz wybór drogi życiowej. Od 6 lat tj. od śmierci Jana Pawła II czuję powołanie. Niewątpliwie Bóg dawał znaki już wcześniej, ale ja byłam na nie ślepa. Gdy byłam małą dziwczynką nie modliłam się wogóle nawet nie chodziłam do kościoła. Zmieniło się to gdy byłam w gimnazjum. Bóg postawił na mojej drodze kapłana, ktory zauroczył mnie swoją postawą. Ewidentnie widziałm w nim Boga. Zaczęłam się modlić i chodzić do kościoła. Moja przyjaźń z Bogiem się pogłębiała, jednak na powołanie do zakonu nie chciałam się zgodzić. Bałam się tego. Ksiądz, któremu mogłam o wszystkim powiedzieć odszedł na inną parafię. Pojawił się kolejny kapłan, który jest obecnie moim kierownikiem. Bóg zabrał tzw. cukierki i pojawiły się ciemne noce. Czasami są bardzo ciężkie i myślę, że nie dam już rady, że braknie mi sił...wydaję mi się, że stoję w miejscu. Chciałabym tak szczerze opowiedzieć o tym kierownikowi, ale nie potrafię się otworzyć, a on jest bardzo delikatny i nie nalega. […] Minęło już tyle lat a ja nadal nie wiem jakie jest moje powołanie i czasami lękam się, nie wiem też o czym tak dokładniej mówić kierownikowi i jak się nie bać życia zakonnego?

Ogarniam modlitwą i pozdrawiam w Chrystusie.

(podpis)

15.04.2014

Powołanie misyjne

[Z pism bł. Józefa Allamano]

Bóg myślał o was od wiek wieków. Wezwał was do apostolatu jedynie ze swej dobroci. Nie potrzebuje niczego i nikogo. Wam uczynił tę łaskę, zamiast tylu innym, którzy byli jej bardziej godni i którzy być może lepiej by na nią odpowiedzieli. A dlaczego właśnie wam? Ponieważ ukochał was szczególną miłością. Powołanie misyjne jest dla tych, którzy kochają Pana i pragną uczynić Go znanym, gotowi do jakiejkolwiek ofiary. Nie wymaga się niczego więcej. To powołanie jest aktem opatrzności, z jakim Bóg wybiera co niektórych i wyposaża ich w talenty odpowiednie dla ewangelizowania ludzi w pogańskich krajach. Każdy kapłan jest z natury misjonarzem. Powołanie kapłańskie i misyjne nie różnią się istotowo. Nie wymaga się niczego, powtarzam, jak wielkiej miłości ku Bogu i zamiłowania do dusz. Nie wszyscy będą mogli spełnić pragnienie udania się na misję, ale takie pragnienie powinno być udziałem wszystkich kapłanów. Apostolat na terenach misyjnych jest pod tym względem najwyższym stopniem kapłaństwa. […] Ach, nie sądźmy, że to my zaszczycamy Boga, jeśli odpowiadamy na Jego wezwanie! To On czyni nam wielki dar. Czasem przychodzi zwątpienie, czy jesteśmy wezwani do apostolatu. To bolesna szkoda, która sprawia, że przepadają liczne powołania czy przynajmniej osłabiany jest zapał do dobrego przygotowania się do apostolatu. Czy macie to powołanie? Odpowiadam, że niekoniecznie trzeba mieć nadzwyczajne znaki, ani też nie trzeba się ich domagać. Nawet jeśli przybyłby anioł z nieba, moglibyśmy i tak wątpić, czy nie chodzi tu o złudzenie. Wystarczy mieć specjalny znak, który może wydawał się przypadkowy, podczas gdy Bóg go dał: lektura jakiegoś periodyku czy książki misyjnej, kazania o misjach, przykład kolegi, słowo proboszcza czy spowiednika, może też pewne okoliczności rodzinne, itd. Takie znaki wystarczają. Są zwyczajną drogą, jaką Bóg się posługuje, by wzbudzić w wybranej przez Niego osobie powołanie misyjne. […] O szczęśliwi wy, którzy usłyszeliście zaproszenie Boga, i upewnieni dzięki modlitwie i mądrym radom, odważnie oderwaliście się od waszego otoczenia, od wygód życiowych i przezwyciężając osądy oraz ludzkie pobudki, wstąpiliście do Instytutu, by przygotować się do misji. […] Gdybyś znał wielki dar, jaki uczynił ci Bóg wzywając cię do tego misyjnego instytutu! Po tym darze nastąpi potok kolejnych łask, jakich udzieli wam Jezus w Tabernakulum, jeśli będziecie umieli docenić powołanie i odpowiedzieć na nie. […] Ale czy wytrwacie w otrzymanym powołaniu? Nie wystarcza bowiem tylko być wezwanym, nie wystarcza odpowiedzieć na wezwanie, ani wstąpić do instytutu ani też pójść na misje. Nie wszyscy wezwani są wytrwali, gdyż nie wszyscy [dobrze] odpowiadają. Bycie wytrwałym, nie zapomnijcie o tym, jest obowiązkiem, kiedy w wolności przyjęliśmy stan i z którym złączyliśmy się uroczystymi obietnicami. To obowiązek względem Boga, któremu się ślubowało, i obowiązek względem nas samych. Jedynie ten, kto wytrwa aż do końca, usłyszy Boże wezwanie: „Przyjdź sługo dobry i wierny!”

10.04.2014

Pociecha dla duszy

Napisała do mnie pewna miła czytelniczka bloga, cierpiąca obecnie i potrzebująca otuchy w swym życiu duchowym.

"Cześć, mam 38 lat, nazywam się [...] i szukam kogoś, kto dałby mi rady, wskazówki: tyle razy odrzucałam łaskę powołania z powodów rodzinnych a teraz czuję się zawstydzona, zmieszana, niespokojna i czasem odczuwam taki smutek!!!!!

Piszę właśnie z sercem zalanym smutkiem i nie wiem co robić, jak się zachować, także dlatego że przeżywam trudny okres, nie tylko ja odczuwam w sobie małą wiarę, ale także i moi bliscy przeżywają trudne chwile [...]

Niech Bóg udzieli nam siły do pokonania tego wszystkiego!!....

Proszę, czekam z ufnością na odpowiedź."


Najdroższa siostro w Chrystusie Panu,
prywatnie wysłałem Ci długi list pocieszający Twą duszę, gdyż przykro mi wiedzieć, że masz serce zalane smutkiem. Kiedy czujemy się przygnębieni, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić jest oddać się w ręce Boga, który jest w stanie w pełni nas pocieszyć. Święci pośród wielu udręczeń każdego rodzaju znajdowali pociechę oddając się miłosiernej miłości Trójcy Przenajświętszej.

Kiedy czujesz się smutna i potrzebujesz kogoś do rozmów na tematy duchowe, nie wahaj się napisać do mnie. Nie martw się, dla mnie to żaden kłopot, przeciwnie, jest radością móc porozmawiać o rzeczach zbożnych i poczciwych. Św. Franciszek Salezy doradzał świeckim pielęgnować duchowe przyjaźnie, ponieważ w ten sposób osoby zachęcają się wzajemnie do praktykowania cnót chrześcijańskich.

W chwilach przygnębienia musimy pamiętać, że w tej dolinie łez jesteśmy tylko przez pewien czas i nasze życie prędko się zakończy. Jeśli będziemy wierni dobremu Jezusowi, będziemy mogli ostatecznie żyć w radości przez wieczność. Św. Franciszek mawiał: ‘Tak wielką rzeczą jest to, na co czekam, że każdy ból jest mi miłym.’

Poza tym, jeżeli z radością czy przynajmniej z poddaniem przyjmujemy cierpienia każdego dnia, możemy ofiarować je Bogu dla nawrócenia dusz odkupionych Krwią Chrystusa. Odwagi, nie zniechęcaj się, Jezus i Maryja nigdy Cię nie opuszczą. Trwajmy zjednoczeni na modlitwie i jeśli chcesz także listownie.

Pozdrawiam Cię bratersko w Chrystusie Królu i Maryi Współodkupicielce rodzaju ludzkiego.

Cordialiter