Jeśli lubisz "Powolanie Zakonne" i chciałbyś wspomóc jego rozwój, rozważ darowiznę.

25.05.2015

Zostać siostrą klauzurową

Pewna dziewczyna napisała do mnie list, w którym podzieliła się wrażeniami z odwiedzin u sióstr Córek Serca Jezusa założonych przez błogosławioną Marię Deluil-Martiny.

Drogi D.,
                nigdy nie znajdę odpowiednich słów, by podziękować Ci za polecenie mi Zgromadzenia Córek Serca Jezusa. Czas spędzony z siostrami był niezwykłym doświadczeniem, które zapaliło płomień w moim sercu. Siostry ze wspomnianego zgromadzenia wydają się być aniołami na ziemi. Okazały mi miłość i wielką dyspozycyjność. Widać, że prawdziwie kochają serce Jezusa i Maryi, a ich modlitwa jest jak nieprzerwany hymn chwały zanoszony bez oznak zmęczenia, za to z wielką radością.

W trakcie pobytu u sióstr modliłam się bardzo intensywnie i prosiłam Pana, by wskazał mi drogę, na której będę mogła kochać Go coraz bardziej. A dzisiaj, tuż przed odjazdem, w czasie Mszy św. podczas ostatniej pieśni dziękczynnej moje serce zaczęło silnie bić, a następnie zaczęłam płakać wbrew własnej woli. To było przeżycie, które trudno opisać. Jak bardzo kocha nas Jezus! Jak bardzo Jego serce płonie miłością do nas!!!

Jeszcze raz dziękuję za wszystko, a szczególnie za twoją pomoc!

Pozdrowienia w sercu Jezusa i Maryi.

(własnoręczny podpis)

15.05.2015

Trzeba kochać Jezusa Chrystusa

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny, heroicznej założycielki Córek Serca Jezusowego]

Celem szatana i ideałem sekt jest wyrzucenie Jezusa Chrystusa ze świata, usunięcie nawet pamięi o Jego nauce i wyrywanie Mu dusz; trzeba zatem, Siostry, kochać Jezusa Chrystusa, zjednoczyć się z Nim, naśladować Go oraz zdobywać Mu dusze. Trzeba kochać Jezusa Chrystusa i jednoczyć się z Nim. Kochajmy Go jako dziewice i oblubienice; rzucajmy do Jego najświętszych stóp nasze lilie, które dzięki Niemu samemu wzrosły, zanurzając je w Jego Krwi Najdroższej i których zapach tylko On będzie wdychał. Instytut jest przede wszystkim dziełem miłości, dlatego przyjmuje on tylko dusze pełne miłości wspaniałomyślnej, delikatnej, żarliwej. Oto dlaczego poświęciłyśmy się Sercu Jezusa, ośrodkowi miłości, oto dlaczego zgromadziłyśmy się wokół Eucharystii, arcydzieła Miłości. Eucharystia to Bóg z nami, daje nam spożywać Miłość, daje nam rzeczywiste zjednoczenie z Jezusem Chrystusem. Musimy chwalić Jezusa Chrystusa adoracją, ogromnym poszanowaniem, żywą wiarą oraz cnotą zakonną w jej najwyższym stopniu, otrzymaną od Jezusa, aby wznosiła się z naszych dusz do Niego oraz przez Niego do Trójcy Przenajświętszej. Poświęćmy nasze serca, aby ugasić – jak to tylko możliwe – palące pragnienie Jezusa bycia poznanym i kochanym przez swe stworzenia. Wobec wyrafinowanej nienawiści piekielnej chcemy dać Jezusowi wszystką delikatność miłości, która współczuje, wynagradza, wszystko dzieli i niczego nie odmawia; miłości, która wykrada Sercu Ukochanego sekrety Jego żarliwej miłości, trawiącego Go zapału, Jego agonii, cierpień, poświęceń; miłości, która daje życie za życie i dla chwały Bożej gotowa jest przelać swoją krew. Oto dlaczego staramy się spełnić pragnienia Serca Jezusowego. Oto dlaczego szukamy w Niepokalanym Sercu Maryi, źródle czułości i miłości oraz w Jej ostatnich latach ziemskiego życia naznaczonych męczeństwem miłości, wzoru dla naszych uczuć i naszego życia. Oto dlaczego ofiarujemy wszystko i nas same temu, co Serce Jezusa najbardziej ukochało.

10.05.2015

Miłość nie jest kochana

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny]

Najdroższe Siostry i Córki, chciałabym przedstawić wam niebieską Pasję Jezusa Chrystusa. Przyszedł On na ziemię, by przynieść ogień Miłości; czegóż mogę pragnąć, jeśli nie tego, by rozpalił wasze dusze? Chciałabym was widzieć spalane przez tę miłość; ale nie przez miłość pragnień czy bezowocnych uczuć, lecz przez miłość wyrażaną w czynach i prawdzie, zawierającej się w największym oddaniu oraz pozwalającej się prowadzić przez Ukochanego aż po największą ofiarę.

By dodać płomieni waszemu ogniowi miłości przypominam wam i uzmysławiam, jak bardzo nienawidzony jest w tym czasie Ten, którego kochamy; jak bardzo wzgardzany jest Ten, którego uwielbiamy; jak bardzo znieważany jest Ten, któremu służymy klęcząc.

Miłość nie jest znana, Miłość nie jest kochana, Siostry moje! Kiedy ujrzałam nienawiść świata do Boga będącego Miłością; wzgardę i zniewagi świata wobec Tego, który jest Panem wszelkiej władzy na niebie i ziemi; kiedy ujrzałam wojsko szatana niszczące szereg dusz, dla których mój Zbawiciel przelał swoją Krew, moje serce roztopiło się w mojej piersi jak wosk, i powodowana miłością pragnącą czynić tyle ile to w jej mocy oraz wierząc, że wszystko jest możliwe, odważyłam się poprosić Bożą Miłość, by utworzyła mały zastęp dziewic, które byłyby ziemskimi serafinami, duszami gotowymi na cierpienie, żarliwymi w swym oddaniu i nic, z wyjątkiem posłuszeństwa należnemu przełożonym, nie mogłoby zatrzymać ich na drodze ofiary; duszami całkowicie oddanymi Bożemu działaniu, w którym spełniłyby się w pełni plany miłosierdzia; duszami eucharystycznymi wynagradzającymi oraz apostolskimi; duszami-hostiami zjednoczonymi z Jezusem, przemienionymi w Niego, ofiarowanymi i złożonymi w ofierze przez Niego, które nie żyłyby już same, ale w których On żyłby, których życie byłoby ukryte z Nim w Bogu; Hostiami żywymi, w których w pewien sposób dopełniłby swej Męki, i którymi rozporządzałby według upodobania dla swej chwały.

Siostry, czy to tylko moje marzenie? Do was należy odpowiedź, do was udowodnienie Jezusowi waszym porywem oraz wspaniałomyślnością serca, że nie wezwał was na próżno do swego sanktuarium, wokół swego ołtarza! W pokoju waszych klasztorów ledwo dochodzi dalekie echo bluźnierstw świata. Nie ulega wątpliwości jednakże, że przed wstąpieniem do zakonu i również po, dostrzegłyście nieco z grzechów naszych czasów – na podstawie obrazu społeczeństwa, wydarzeń rozgrywających się na waszych oczach i dzięki chrześcijańskiemu instynktowi waszych dusz. Bolejące z powodu zniewag wyrządzonych Bogu zdecydowałyście poświęcić się całe Jemu modląc się i wynagradzając.

05.05.2015

Kapłan musi być gorliwy o dobro dusz nie myśląc o wzbogacaniu się

[Fragment z encykliki Piusa XI „Ad catholici sacerdotii”]

Biada kapłanowi, który nie pomny na obietnice Boże okaże się "chciwy zysku szkaradnego" (Tyt. I, 7) i zmiesza się z tłumem i upodobni się do świeckich ludzi, na których słowami Apostoła tak Kościół się użala: "Wszyscy swego szukają, a nie tego, co jest Jezusa Chrystusa" (Filip II, 21). W ten bowiem sposób nie tylko sprzeniewierzyłby się obowiązkom swoim, ale stałby się też przedmiotem pogardy dla powierzonego pieczy swej ludu; zauważyłby on bowiem niewątpliwie, że życie jego nie zgadza się z owymi zasadami Ewangelii, które Mistrz Boży jasno obwieścił, a on ludowi ma głosić: "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie sól i rdza niszczą i gdzie złodzieje wykopują i kradną, ale gromadźcie sobie skarby w niebie" (Mat. VI, 19, 20). Jeśli rozważymy, że niska chciwość, jak o tym z żalem opowiadają Ewangeliści, doprowadziła Judasza, jednego z apostołów Chrystusa, "jednego z dwunastu", do upadku i zguby, zrozumiemy łatwo, ile niezmiernych szkód wyrządziła ta chciwość Kościołowi w ciągu wieków. Chciwość bowiem, którą Duch Święty nazywa "korzeniem wszelkiego złego" (I Tym. VI. 10), może człowieka doprowadzić do najgorszej zbrodni; a chociażby kapłan nie posunął się tak daleko, jednak pod wpływem zgubnej tej namiętności stanie w jednym szeregu z wrogami Boga i Kościoła i świadomie czy nieświadomie dopomoże do urzeczywistnienia niecnych ich zamiarów.

Natomiast prawdziwa i szczera powściągliwość wobec dóbr ziemskich pozyska kapłanowi wszystkie serca; tym więcej, że serce kapłańskie, oderwane od świata i moc swą czerpiące z wiary, przepełnione jest wielkim miłosierdziem ku wszystkim nieszczęśliwym i cierpiącym. Miłosierdzie to czyni go naprawdę ojcem ubogich. Pamiętając na słowa Jezusa Chrystusa: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili" (Mat. XXV ,40), otacza ubogich i obejmuje miłością samego Zbawiciela.

30.04.2015

Zbawieniu dusz

Pewna młoda czytelniczka rozeznająca swe powołanie napisała mi długi list, w którym mówi o zbawieniu dusz.

Dziękuję Ci [...] Stało się to już zdrowym przyzwyczajeniem zaglądać codziennie do Twojego bloga, pociesza mnie czytanie o wszystkich tych dziewczynach, które we współczesnych czasach zakochują się w Jezusie. Św. Tereska zawsze mnie fascynowała, ale nie czytałam jeszcze „Dziejów duszy”. Z „rozkazu” kierownika duchowego muszę najpierw skończyć czytać dzienniczek św. Faustyny (która mi się śni) a potem wezmę „Dzieje duszy”. […] Od paru dni mam taką myśl, że muszę ratować dusze. W ubiegłą niedzielę podczas adoracji mój kapłan przeczytał parę fragmentów napisanych przez siostrę Łucję odnośnie małej Hiacynty i jej pokut dla ratowania grzeszników. Wtedy poczułam się mniej niż nic, gdyż zrozumiałam, że mamy dziennie tysiące okazji, aby ofiarowywać pokuty, a nigdy się nie staramy tego czynić. Zbyt łatwo jest nam pływać w naszych wygodach. Zaczęłam czynić małe pokuty ofiarując je za dusze czyśćcowe (bardzo mi bliskie i w których intencji nie omieszkuję nigdy ofiarowywać codziennej Komunii świętej) oraz dla nawrócenia serc najbardziej zatwardziałych. Ale w ostatnich dniach poprosiłam także dobrego Jezusa, by zasugerował mi nowe formy pokuty, gdyż jestem zbyt przywiązana do siebie samej a mój umysł zbyt bardzo jest zdominowany przez miłość własną, by pozwolić się uniżać dla innych.
(podpis)

Najdroższa siostro w Chrystusie,
                                            dziękuję Ci za listy pełne duchowego namaszczenia, jakie mi piszesz. Naprawdę cieszę się, że pociąga Cię życie zakonne, proszę Boga, abyś mogła być wytrwała w okresie rozeznawania powołania, które rozpoczęłaś.

Raduję się wiedząc, że płoniesz pragnieniem ratowania dusz, ale serce me boleje stwierdzając, że dziś rzadko (bardzo rzadko) słyszy się o zbawieniu czy potępieniu wiecznym dusz. A przecież myśl o wieczności powinna być jednym z kluczowych tematów w życiu chrześcijanina. „In omnibus operibus tuis, memorare novissima tua, et in aeternum non peccabis (We wszystkich sprawach twoich pamiętaj na ostatnie rzeczy twoje, a na wieki nie zgrzeszysz [Ekli 7, 40]) Pismo Święte zachęca każdego do rozważania „rzeczy ostatecznych”, które są prawdami wiary otrząsającymi duszę z odrętwienia. Wielki św. Alfons Maria Liguori na ten temat napisał wiele budujących książek, między innymi „O tym, co w życiu najważniejsze”. Gdyby więcej rozważano śmierć, sąd, piekło i niebo rzeczy w świecie z pewnością lepiej by się potoczyły. Ach, mylą się pewne osoby łudząc się, że po śmierci wszyscy pójdą do nieba. Siostra Łucja z Fatimy powiedziała, że widziała dusze spadające do piekła, liczne niczym płatki śniegu.

13 sierpnia 1917 Matka Boża fatimska powiedziała, że wiele dusz idzie do piekła, ponieważ nie ma nikogo, kto by się poświęcał i modlił za nie. Ten, kto jest potępiony, jest już stracony na zawsze, ale trzeba modlić się za żywych, aby nikt więcej nie szedł do piekła, gdzie nie można już kochać Boga i żyje się na zawsze odłączonym od Niego pośród niewyobrażalnych mąk.

Czynisz zatem bardzo dobrze, że modlisz się i poświęcasz dla nawrócenia dusz. Czynisz to dla dobrego Jezusa, aby był kochany przez możliwie największą liczbę osób. Chrystus musi królować w naszych sercach!

Niektórzy myślą, że zakonnice są bezużyteczne. W rzeczywistości ich istnienie jest arcyważne dla życia Kościoła, gdyż bez ich modlitw i pokut byłoby o wiele mniej nawróceń. Ach, gdyby klasztory były tak liczne jak bary, świat byłby z pewnością lepszy, a dusze nie wpadałyby więcej do piekła niczym płatki śniegu. Zachęcam Cię do żarliwej kontynuacji Twego apostolatu modlitwy i pokuty dla dobra dusz i większej chwały Bożej.

W Sercu Matki
Cordialiter

25.04.2015

Kierownictwo duchowe

Pewna dziewczyna, śledząca blog z zagranicy, poprosiła mnie o kilka rad, jak wybrać kapłana do kierownictwa duchowego…

Droga Siostro w Chrystusie Panu,
co do kierownika duchowego, możesz uczynić tak: kiedy pójdziesz do spowiedzi i spostrzeżesz, że kapłan jest światły, miłosierny oraz rozważny, po wyznaniu grzechów możesz więc zacząć rozmawiać z nim (pozostając nadal w konfesjonale) na duchowe tematy, na których ci zależy i zwierzyć się mu z tego, co uważasz za stosowne. Jeżeli po kilku takich razach widzisz, że ów kapłan rozwiązał twoje problemy duchowe i udzielił ci dobrych rad, które pozwoliły Ci postąpić naprzód w życiu duchowym, możesz zatem oznajmić mu, iż chcesz go obrać za swego kierownika duchowego. Jeżeli natomiast zauważysz, że jego kierownictwo duchowe było bezużyteczne czy szkodliwe, możesz w takim razie spokojnie zastąpić tego kapłana nowym kierownikiem duchowym. Według mnie łatwiej jest znaleźć dobrego kierownika wśród kapłanów zakonnych, niż wśród księży diecezjalnych.

Odnośnie wyboru kierownika duchowego mogę powiedzieć ci, że podstawową rzeczą jest, aby był osobą wzbudzającą zaufanie, inaczej kierownictwo okaże się bezużyteczne. Nie można proponować natychmiast wybranemu kapłanowi, aby był kierownikiem. Należy wpierw sprawdzić go przez jakiś czas, by zobaczyć, czy słuchając jego rad czynimy postępy w naszym duchowym życiu.

Trzeba zmienić kierownika duchowego, jeśli spostrzegamy, że jego kierownictwo staje się bezużyteczne czy szkodliwe. Bez sensu jest, gdy nie ma się ufności wobec niego, lub gdy on nie poprawia naszych wad, nie pobudza nas na drodze doskonałości chrześcijańskiej, nie pomaga nam w rozwiązywaniu naszych problemów, nie udowadnia swego zainteresowania naszą świętością, itd.

Kierownictwo duchowe staje się wręcz szkodliwe, jeśli zdamy sobie sprawę, że kierownik nie jest dostatecznie uczony, rozważny i miłosierny; jeśli toleruje nasze braki lub postrzega rzeczy z zbyt ludzkiego punktu widzenia; jeśli w czasie kierownictwa traci czas rozmawiając o błahych rzeczach, zupełnie obcych życiu duchowemu; jeśli próbuje nałożyć ciężary zbyt ciężkie; jeśli jego rady uwsteczniają nas zamiast pomagać nam w postępowaniu naprzód po drodze doskonałości chrześcijańskiej.

Jest bardzo ważne zobaczyć, czy traktuje cię miłosiernie i po ojcowsku. Bez miłosierdzia trudno jest pokładać w takim kierowniku konieczną ufność, by zwierzać się mu i mówić ze szczerością.

Pozdrawiam cię serdecznie w Jezusie i Maryi
Cordialiter

20.04.2015

Powołanie

Pewna dziewczyna napisała mi list...

Szczęść Boże!
Mam 19 lat i za rok matura oraz wybór drogi życiowej. Od 6 lat tj. od śmierci Jana Pawła II czuję powołanie. Niewątpliwie Bóg dawał znaki już wcześniej, ale ja byłam na nie ślepa. Gdy byłam małą dziwczynką nie modliłam się wogóle nawet nie chodziłam do kościoła. Zmieniło się to gdy byłam w gimnazjum. Bóg postawił na mojej drodze kapłana, ktory zauroczył mnie swoją postawą. Ewidentnie widziałm w nim Boga. Zaczęłam się modlić i chodzić do kościoła. Moja przyjaźń z Bogiem się pogłębiała, jednak na powołanie do zakonu nie chciałam się zgodzić. Bałam się tego. Ksiądz, któremu mogłam o wszystkim powiedzieć odszedł na inną parafię. Pojawił się kolejny kapłan, który jest obecnie moim kierownikiem. Bóg zabrał tzw. cukierki i pojawiły się ciemne noce. Czasami są bardzo ciężkie i myślę, że nie dam już rady, że braknie mi sił...wydaję mi się, że stoję w miejscu. Chciałabym tak szczerze opowiedzieć o tym kierownikowi, ale nie potrafię się otworzyć, a on jest bardzo delikatny i nie nalega. […] Minęło już tyle lat a ja nadal nie wiem jakie jest moje powołanie i czasami lękam się, nie wiem też o czym tak dokładniej mówić kierownikowi i jak się nie bać życia zakonnego?

Ogarniam modlitwą i pozdrawiam w Chrystusie.

(podpis)

15.04.2015

Powołanie misyjne

[Z pism bł. Józefa Allamano]

Bóg myślał o was od wiek wieków. Wezwał was do apostolatu jedynie ze swej dobroci. Nie potrzebuje niczego i nikogo. Wam uczynił tę łaskę, zamiast tylu innym, którzy byli jej bardziej godni i którzy być może lepiej by na nią odpowiedzieli. A dlaczego właśnie wam? Ponieważ ukochał was szczególną miłością. Powołanie misyjne jest dla tych, którzy kochają Pana i pragną uczynić Go znanym, gotowi do jakiejkolwiek ofiary. Nie wymaga się niczego więcej. To powołanie jest aktem opatrzności, z jakim Bóg wybiera co niektórych i wyposaża ich w talenty odpowiednie dla ewangelizowania ludzi w pogańskich krajach. Każdy kapłan jest z natury misjonarzem. Powołanie kapłańskie i misyjne nie różnią się istotowo. Nie wymaga się niczego, powtarzam, jak wielkiej miłości ku Bogu i zamiłowania do dusz. Nie wszyscy będą mogli spełnić pragnienie udania się na misję, ale takie pragnienie powinno być udziałem wszystkich kapłanów. Apostolat na terenach misyjnych jest pod tym względem najwyższym stopniem kapłaństwa. […] Ach, nie sądźmy, że to my zaszczycamy Boga, jeśli odpowiadamy na Jego wezwanie! To On czyni nam wielki dar. Czasem przychodzi zwątpienie, czy jesteśmy wezwani do apostolatu. To bolesna szkoda, która sprawia, że przepadają liczne powołania czy przynajmniej osłabiany jest zapał do dobrego przygotowania się do apostolatu. Czy macie to powołanie? Odpowiadam, że niekoniecznie trzeba mieć nadzwyczajne znaki, ani też nie trzeba się ich domagać. Nawet jeśli przybyłby anioł z nieba, moglibyśmy i tak wątpić, czy nie chodzi tu o złudzenie. Wystarczy mieć specjalny znak, który może wydawał się przypadkowy, podczas gdy Bóg go dał: lektura jakiegoś periodyku czy książki misyjnej, kazania o misjach, przykład kolegi, słowo proboszcza czy spowiednika, może też pewne okoliczności rodzinne, itd. Takie znaki wystarczają. Są zwyczajną drogą, jaką Bóg się posługuje, by wzbudzić w wybranej przez Niego osobie powołanie misyjne. […] O szczęśliwi wy, którzy usłyszeliście zaproszenie Boga, i upewnieni dzięki modlitwie i mądrym radom, odważnie oderwaliście się od waszego otoczenia, od wygód życiowych i przezwyciężając osądy oraz ludzkie pobudki, wstąpiliście do Instytutu, by przygotować się do misji. […] Gdybyś znał wielki dar, jaki uczynił ci Bóg wzywając cię do tego misyjnego instytutu! Po tym darze nastąpi potok kolejnych łask, jakich udzieli wam Jezus w Tabernakulum, jeśli będziecie umieli docenić powołanie i odpowiedzieć na nie. […] Ale czy wytrwacie w otrzymanym powołaniu? Nie wystarcza bowiem tylko być wezwanym, nie wystarcza odpowiedzieć na wezwanie, ani wstąpić do instytutu ani też pójść na misje. Nie wszyscy wezwani są wytrwali, gdyż nie wszyscy [dobrze] odpowiadają. Bycie wytrwałym, nie zapomnijcie o tym, jest obowiązkiem, kiedy w wolności przyjęliśmy stan i z którym złączyliśmy się uroczystymi obietnicami. To obowiązek względem Boga, któremu się ślubowało, i obowiązek względem nas samych. Jedynie ten, kto wytrwa aż do końca, usłyszy Boże wezwanie: „Przyjdź sługo dobry i wierny!”

10.04.2015

Pociecha dla duszy

Napisała do mnie pewna miła czytelniczka bloga, cierpiąca obecnie i potrzebująca otuchy w swym życiu duchowym.

"Cześć, mam 38 lat, nazywam się [...] i szukam kogoś, kto dałby mi rady, wskazówki: tyle razy odrzucałam łaskę powołania z powodów rodzinnych a teraz czuję się zawstydzona, zmieszana, niespokojna i czasem odczuwam taki smutek!!!!!

Piszę właśnie z sercem zalanym smutkiem i nie wiem co robić, jak się zachować, także dlatego że przeżywam trudny okres, nie tylko ja odczuwam w sobie małą wiarę, ale także i moi bliscy przeżywają trudne chwile [...]

Niech Bóg udzieli nam siły do pokonania tego wszystkiego!!....

Proszę, czekam z ufnością na odpowiedź."


Najdroższa siostro w Chrystusie Panu,
prywatnie wysłałem Ci długi list pocieszający Twą duszę, gdyż przykro mi wiedzieć, że masz serce zalane smutkiem. Kiedy czujemy się przygnębieni, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić jest oddać się w ręce Boga, który jest w stanie w pełni nas pocieszyć. Święci pośród wielu udręczeń każdego rodzaju znajdowali pociechę oddając się miłosiernej miłości Trójcy Przenajświętszej.

Kiedy czujesz się smutna i potrzebujesz kogoś do rozmów na tematy duchowe, nie wahaj się napisać do mnie. Nie martw się, dla mnie to żaden kłopot, przeciwnie, jest radością móc porozmawiać o rzeczach zbożnych i poczciwych. Św. Franciszek Salezy doradzał świeckim pielęgnować duchowe przyjaźnie, ponieważ w ten sposób osoby zachęcają się wzajemnie do praktykowania cnót chrześcijańskich.

W chwilach przygnębienia musimy pamiętać, że w tej dolinie łez jesteśmy tylko przez pewien czas i nasze życie prędko się zakończy. Jeśli będziemy wierni dobremu Jezusowi, będziemy mogli ostatecznie żyć w radości przez wieczność. Św. Franciszek mawiał: ‘Tak wielką rzeczą jest to, na co czekam, że każdy ból jest mi miłym.’

Poza tym, jeżeli z radością czy przynajmniej z poddaniem przyjmujemy cierpienia każdego dnia, możemy ofiarować je Bogu dla nawrócenia dusz odkupionych Krwią Chrystusa. Odwagi, nie zniechęcaj się, Jezus i Maryja nigdy Cię nie opuszczą. Trwajmy zjednoczeni na modlitwie i jeśli chcesz także listownie.

Pozdrawiam Cię bratersko w Chrystusie Królu i Maryi Współodkupicielce rodzaju ludzkiego.

Cordialiter

05.04.2015

Klasztor powolanie

Pewna dziewczyna napisała do mnie list, który chętnie publikuję.


Drogi Bracie!

[...] W sobie odkryłam umiłowanie do modlitwy przede wszystkim myślnej i sama raczej skłaniałabym się do pójścia do zakonu kontemplacyjnego (może też kontemplacyjno- czynnego). Jakkolwiek osobiście myślę, że ostatecznie najlepiej zweryfikuje to żywa praktyka rekolekcyjna w zakonie, do czego często sam namawiasz.

[...] Chciałabym zapytać Ciebie jeszcze o lektury duchowe, które koncentrują się na tematyce powołań zakonnych (chodzi o konkretne wskazówki, rozeznawanie itp.). Czy podałbyś parę propozycji książkowych, które sam przeczytałeś (może Alfonsa di Liguori, z którego dziełami się jeszcze nie spotkałam), czy pism innych wybrańców Bożych (?)

Bardzo Ci dziękuję za dotychczasowe wskazówki i chęć pomocy tak wielu duszom. Jeśli masz, będziesz miał natchnienie Ducha Św. dotyczące duszy mojej, to oczywiście napisz. Niech Ci Dobry Bóg błogosławi w tej pięknej służbie bliźnim.

Dręczącym jest fakt, iż te wszystkie starania trzeba czynić w ukryciu, szczególnie przed najbliższymi. Poznałam już, że wyjawienie tej sprawy szczegolnie rodzicom, spowodowałoby nawet wrogość. Ostatecznie jednak i tak całą swą Ufność pokładam w Jezusie Panu. Bracie D., wspomnij czasem na mnie w swoich modlitwach...

„Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” /św. Augustyn/

(podpis)


Droga siostra w Chrystusie,
                                              ta która chcę zostać siostrą zakonną z tej szlachetej przyczyny że pragnie poświęcić się służbie Bogu na zbawienie dusz, żyjąc z gorliwością weług Reguły własnego Zakonu, otóż właśnie ta obiawia znaki typowe dla prawdziwego powołania.

Radzę Ci spróbować doświadczenia w jakimś dobrym zakonie, żeby sprawdzić czy czujesz się nadaną do życia zakonnego. 

Mam nadzieję że miałaś jakiś pożytek z mojego listu. Korzystam z okazji żeby poslać Ci najlepsze pozdrowienja z modlitwą do Jezusa i Maryi.

Cordialiter

30.03.2015

Powołanie kapłańskie

Pewna czytelniczka napisała do mnie następującą wiadomość, którą niniejszym publikuję:

Drogi D.,
                często przeglądam twój ciekawy blog! Chciałabym wiedzieć, czy wiele osób, także młodych, interesuje się sprawami duchowymi zwłaszcza, że to co nas otacza jest tak bardzo powierzchowne. Z góry dziękuję. Na twoim blogu często dotykasz tematu powołania, myślę, że potrzeba także świadectw o świętych kapłanach. Chciałabym wspomnieć księdza Angelo, który zmarł 21. listopada 2010r. Był on zawsze dostępny dla wszystkich, gotowy wesprzeć każdego, kto cierpiał, wystarczył jego wzrok czy słowo, aby przeciwności wydały się łatwiejsze do przezwyciężenia. Żył tak, jak nauczał. Cierpliwy, dyskretny, pokorny to cechy jakimi się odznaczał. Żył całkowicie charyzmatem św. Jana Bosko. Ks. Angelo potrafił zarażać entuzjazmem. Jego działania wypływały z głębokiej duchowości i miłości do Pana Jezusa, Maryi Wspomożycielki Wiernych, św. Jana Bosko i Kościoła.

Dziękuję za wszystko.
(podpis)

Droga siostro w Chrystusie,
                                               cieszę się, że odwiedzasz mój blog, to znak, że ciągle są ludzie, którzy interesują się duchowością. Św. Jan Bosko mawiał, że kapłan do nieba czy do piekła nie idzie sam: idzie za nim wielka rzesza dusz zbawionych dzięki jego posłudze i przykładowi życia lub też potępionych, gdyż źle wykonywał swoje obowiązki, czy też nie dawał dobrego przykładu. Zatem powinniśmy prosić Pana, aby przysłał nam wielu świętych kapłanów, gorliwych o dobro dusz.

Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami.

Cordialiter

27.03.2015


Drodzy czytelnicy i czytelniczki bloga,
pragnę podzielić się z Wami wspaniałą wiadomością, jaką otrzymałem kilka dni temu od sióstr zgromadzenia Córki Serca Jezusa: powstała polsko-języczna wersja biografii (pierwsza publikacja do tej pory po polsku) bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, przedstawiająca polskim wiernym życie i charyzmat tej niezwykłej postaci. Żywię głęboką nadzieję, że lektura ta przyniesie błogosławione owoce w duszach czytających, zapali serca jeszcze większą miłością do Jezusa Eucharystycznego, do Świętej Matki Kościoła oraz uzmysłowi, jak naglącą jest konieczność wspierania modlitwą kapłanów, szczególnie w czasach, w których dziś żyjemy.

Oto fragment z poczatkowych stron:
„(...) Postać Matki Marii od Jezusa zasługuje na uznanie. Życzę wam, abyście zgłębiały jej przesłanie zawarte w zapiskach duchowych i we wskazaniach dotyczących Zgromadzenia zakonnego. Nabożeństwo Matki Marii od Jezusa do Eucharystii jest dla nas przykładem; zrozumiała ona w najgłębszy sposób ofiarę, jaką Chrystus składa Ojcu dla zbawienia świata. Chrześcijanie wszystkich pokoleń są powołani, aby w zjednoczeniu z Chrystusem uczestniczyć w Jego zbawczej misji. Matka Maria od Jezusa wspaniale ukazuje sens dobrze zrozumiałej pobożności eucharystycznej, łącząc w adoracji dziękczynienie, błaganie i szczerą ofiarę własnego życia” (św. Jan Paweł II, z homilii Mszy św. beatyfikacyjnej).

Zainteresowani nabyciem tej bezpłatnej książki mogą skontaktować się bezpośrednio z klasztorem w Wenecji (można pisać po polsku): fcjvenezialido@gmail.com





xzx

25.03.2015

List od młodej dziewczyny

Pewna dziewczyna napisała mi piękny list...

[..] Mam na imię [...] od 4 miesięcy jestem postulantką u Sióstr [...] - jest to zakon konemplacyjno czynny. Siostry prowadzą klinikę, ale najwarzniejsza jest modlitwa wspólnotowa jak i osobista. To nie jest czynny monaster, jest stałość miejsca. [...] Ja swoje powołanie odkryłam z 8 lat temu, a dopiero co nie dawno zrozumiałam swoje powołanie. I tak znalazłam się tu we Francji... Długo szukałam swojego miejsca, poznałam wiele zgromadzeń, zakonów. I łatwo mi nie było... To pięknie czytać świadectwo dziewczyn, które zamykają się na stała za kratami, gdzie jest niebo, ale też toczą walkę z samą sobą. Takie życie nie jest proste, wciąż te same twarze, widzimy wady naszych współsióstr i staramy się iść z uśmiechem przez życie. Uczymy się pokory, uczymy zaufanie Bogu... Nie modlimy się wyłącznie za siebie, ale za dusze, które są zagubione i nie chcą kochać Boga.

Oczywiście nie idziemy dla siebie idziemy dla jedynego Oblubieńca " Jezusa". Tu we Francji nie ma za wielu katolików, dziwne zwyczeje panują na Liturgii, dlatego ja z jedną siostrą też Polką, dajemy przykład i uczymy jak kochać Jezusa w Eucharystii. Gdyby nie Jezus to dawno bym stąd wyjechała, bo w zakonie są same starsze siostry i jedna młoda. To jest ubóstwo serca.

Pozdrawiam
(list podpisany)
--
P. S. Bóg nas nigdy nie opuszcza, choć czasem nam się to wydaje. św. Augustyn

20.03.2015

Przyjacielska rozmowa z dziewczyną, która zostaje siostrą zakonną

Przytaczam kilka fragmentów interesującego dzieła Świętego Alfonsa Maria Liguoriego noszącego tytuł Przyjacielska rozmowa z dziewczyną, która zostaje siostrą zakonną. Lekturę tekstu polecam przede wszystkim dziewczynom zastanawiającym się na tym, jaką drogę wybrać w życiu. 


Oddana Bogu panienko, pamiętaj mieć zawsze w sercu ten dzień, w którym oddałaś siebie Panu Jezusowi i Go poślubiłaś, by móc mu dziękować za tak wielką łaskę. Nie utwierdzaj się w przekonaniu, że Jezus Chrystus powinien być twoim dłużnikiem, bo zostawiłaś dla Jego Miłości cały świat. Właśnie Ty powinnaś okazywać Mu dozgonną wdzięczność za to, że wzbudził w tobie łaskę pragnienia bycia bliżej Niego - wstąpienie do zakonu.

Dziś zostawiasz świat i wszystko to, co oferuje: myślisz może, że zostawisz tak wiele? Czym  jest ten świat? Ten świat jest miejscem cierni, udręk, łez i cierpienia. Obiecuje wiele; rozrywki, uciechy, pokój: a jednak wszystko sprowadza się do złudzenia, oszustwa, goryczy i marności. Te same bogactwa, zaszczyty i rozrywki przynoszą w końcu cierpienie, żałobę: Ostatecznie w miejsce największych uciech wkrada się smutek. Bóg sprawia, że dla wielu zaślepionych, kochających ten świat, smutek nie będzie wieczny, Bóg wie, jak wiele jest czyhających na nas niebezpieczeństw, wielkich i nieuniknionych; takich jak utracenie duszy, raju i Boga.

Biedne dziewczyny,  zwiedzione obietnicami świata, zostawiają Pana Jezusa oraz pokładają swe nadzieje w dobrach życia doczesnego! Mają nadzieję odnaleźć tam radość i uciechy. Są biedne, a mówię to, bo potem nie znajdują tam nic prócz goryczy i cierpienia - jak pokazuje doświadczenie. Pytajcie, pytajcie wszystkich zamężnych kobiet, a znajdziecie wśród nich niewiele naprawdę szczęśliwych.

Te, które spotkałem i zapytałem o szczęście - uznałem, że brak w nich zadowolenia. A tymczasem, zapytajmy sióstr zakonnych, które pozostawiły świat dla Boga i nie pragną nic prócz Niego; jeśli żyją w szczęściu, odpowiedzą nam, że dziękują zawsze Bogu za to, że przybliżył je do siebie.

Słowem – gdybyś została na tym świecie, czy mogłabyś żywić nadzieję na bycie żoną kogoś przewyższającego swą miłością i dobrem np. rycerza, szlachcica czy władcę jednego z królestw? Ale teraz bierzesz za małżonka Króla Niebios i całej ziemi. Ile świętych dziewic zrezygnowało z poślubienia posiadaczy ziem, by mogły stać się żonami Jezusa! Nie zważaj, córko moja, na młode niewiasty, które znalazły swoje upodobanie w świecie, w jego rozrywkach, marności, pięknych ubraniach, komediach, bankietach, balach, a ciesz się Panem Jezusem. On, w twojej celi, da ci szczęście, którego nie zapewni ci przyjemność, przepych i bogactwo wielkich możnych tego świata. Tam, w twojej odosobnionej celi będziesz cieszyć się rajem i nieprzerwanym pokojem. Jeśli kochasz Jezusa Chrystusa, pokochasz samotność, którą tam znajdziesz . A w tym miejscu, twój ukrzyżowany małżonek będzie mówił serdecznie do twego serca; z tego krzyża będzie posyłał twoim myślom promienie słońca i rozpalone strzały świętej miłości do twojego serca. A ty, sama w swojej celi ukażesz mu swoje uczucie i je Mu dasz, będziesz dawać Mu dar z siebie samej i tego, co masz; poprosisz Go o łaski, które są ci potrzebne; powiesz Mu o swoich zmartwieniach, lękach, co cię trapią; a On cię pocieszy. Nie wątp w to, że boski małżonek zawsze cię pocieszy w życiu i w to, że szczególnie w godzinie śmierci będzie przy tobie.

Powiedziałem, że siostry zakonne, które oddały się całe Bogu cieszą się nieprzerwanym pokojem; mam tu na myśli pokój, którym można się cieszyć na tej ziemi - padole płaczu. W niebie, Bóg, przygotuje dla nas doskonały i pełenpokój, wolny od wszelkich cierpień. Ta ziemia jest natomiast miejscem zasług i dlatego też miejscem bólu, gdzie dzięki cierpieniu możemy osiągnąć  rajską radość.

Tego ranka, panienko, bierzesz za swojego małżonka najszlachetniejszego, najwspanialszego i największego, jakiego możesz mieć, a mimo to jest małżonkiem z krwi i kości […], który utracił całą swą krew na wskutek biczowania, cierni i gwoździ, by ocalić twą duszę i wszystkich ludzi. Oto idzie naprzód ciebie kochający Jezus i woła cię, byś szła z Nim jako Oblubienica. Patrz, więc jak idzie: nie jest opasany kwiatami, lecz cierniami; nie jest ubrany w złoto i klejnoty, ale w krew i rany; spójrz na tron królewski, gdzie się znajduje, który nie jest niczym innym jak twardym krzyżem, na którym umiera i gdzie w obliczu bólu i hańby – umiera z miłości do ciebie.

[…] Proszę cię, kiedy zostaniesz siostrą zakonną, byś każdego dnia odnawiała przysięgę złożoną Bogu, by być mu wierną. Miłość i wierność są głównymi przymiotami Oblubienicy. W tym celu, wiedz, że będzie ci dana obrączka -  znak wierności twej miłości, którą przysięgłaś Jezusowi Chrystusowi. Lecz, by być wierną nie ufaj swojej przysiędze; koniecznym jest, byś zawsze prosiła Chrystusa i Jego Matkę, by Ci dali wytrwałość; dbaj się też o swoje zaufanie we wstawiennictwo Maryi, która jest Matką wytrwałości. Jeśli poczujesz, że stajesz się chłodna w miłości i zaczynasz kochać to, co nie jest Bogiem, pamiętaj o moim ostrzeżeniu; byś nie oddała się oziębłości, obojętności lub dobrom ziemskim, powiedz sobie tak: Czemu pozostawiłam świat, mój dom i moich rodziców? By szkodzić sobie? Tą myśl rozwijał święty Bernard. Obierał drogę umacniania, gdy czuł swoją obojętność[...]. Trzeba, bym skończył mówić, bo prosi mnie o to twój Oblubieniec. On chce cię widzieć w swoim domu. Dąż do niego z radością, On czeka na ciebie. Słuchaj, z jaką miłością cię woła, byś szybko wstąpiła do jego królewskiego pałacu, którym jest ten klasztor.  Idź, więc i wejdź tam radośnie,  a przyjęcie ciebie dziś przez Pana; w jego domu, będzie dla ciebie gwarancją, że Pan  przyjmie cię w swoim rajskim królestwie w chwili twojej śmierci.

15.03.2015

Najświętsza Maryja Panna

Św. Alfons Maria di Liguori przytacza w “Uwielbienia Maryi” następujące zdarzenie, które zasługuje na rozsławianie w najbardziej możliwy sposób. Pewnego dnia podczas gdy św. Dominik prawił kazanie we francuskim miasteczku, przyprowadzono do niego heretyka, który był opętany przez demony, ponieważ publicznie kwestionował modlitwę różańcową. Wtedy św. Dominik w imię Boże rozkazał demonom, by powiedziały, czy rzeczy, jakich nauczał odnośnie różańca w swych kazaniach są prawdziwe. Duchy piekielne odpowiedziały wrzeszcząc, że wszystko to, co św. Dominik powiedział o Matce Bożej i różańcu jest prawdą. I dodały ponadto, że nie mają żadnej mocy nad sługami Maryi i że w chwili śmierci wiele dusz grzesznych zbawia się wzywając Błogosławionej Dziewicy. Na koniec rzekły, że były zmuszone powiedzieć, że nikt nie idzie na potępienie, jeśli trwa w nabożeństwie do Maryi i wiernie odmawia różaniec, gdyż Maryja uzyskuje dla grzeszników przed śmiercią szczerą skruchę. Toteż św. Dominik kazał ludowi odmówić różaniec i jakiż cud! Przy każdym wezwaniu Matki Bożej wychodziło z ciała heretyka wiele demonów w formie żarzących się węgli, aż po odmówieniu różańca pozostał on całkowicie uwolniony. Wobec tego cudownego faktu nawróciło się wiele heretyków.

10.03.2015

Z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny

Hostia swięta stała się czymś nieodzownym w moim życiu i nie chcę się nigdy oddalać od niej ...Nasz Pan samotny w Tabernakulum wzywa was, aby dzielić z nim Jego życie samotności i cichej adoracji. O jeśli byłybyśmy liczne u stóp naszego Skarbu eucharystycznego... Bardzo tego pragnę!

(wybrane myśli z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, z książki "Gesù deve regnare”, pod redakcją Paola Risso, LEV)

05.03.2015

Odpowiedź czytelniczce

Drogi Cordialiterze,
                                 odkryłam Twój blog kilka miesięcy temu i czytam prawie codziennie to, co piszesz. Potrzeba takiego rodzaju stron, ponieważ ludzie nie znajdują na innych stronach tylu świadectw o poszukiwaniu prawdziwego powołania. Jest tyle stron, które mówią o powołaniu, tyle świadectw kapłanów i zakonnic, ale nikt nie mówi o pytaniach, o trudzie odkrywania samego siebie, o problemach i trudnościach, jakie można spotkać na tej drodze rozpoznawania swego powołania.

Ale to, co mi się nie podoba, to fakt, że nie napisałeś niczego o sobie. […] Napisz coś o sobie, historię Twego życia. Kim jesteś, Cordialiterze?

Jeśli znajdziesz błędy gramatyczne, możesz je poprawić. Jestem z zagranicy i nie nauczyłam się jeszcze poprawnie pisać.
Życzę Ci pokoju i dobra!
(podpis)


Najdroższa siostro w Chrystusie,
                                                     powiedziałem już kiedyś, że nie jestem ani księdzem, ani bratem zakonnym; jestem tylko zwykłym wiernym świeckim o wielkim nabożeństwie do św. Alfonsa Marii Liguoriego. Mam 34 lat i kocham Kościół Katolicki, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. Chciałbym, aby nasza religia była szerzona i wszędzie przestrzegana, cierpię jednakże potwierdzając poważny kryzys, jaki dotknął Kościół wskutek błędów szerzonych przez modernistycznych teologów. Św. Pius X w pamiętnej encyklice „Pascendi Dominici gregis” powiedział, iż niedaleko od prawdy są ci, którzy twierdzą, że moderniści są najgorszymi wrogami Kościoła, gdyż ci szerzą swe błędy w jego obrębie. Ponadto powiedział, że wśród modernistów jest niestety też niemało księży. Jaki jest główny cel tego bloga? Jest nim udzielanie osobom rozeznającym swe powołanie dobrych rad, które im pomogą obrać drogę życia, do której Pan ich wzywa. Rzeczy, które piszę, w większości przypadków wziąłem z książek światłych autorów jak św. Alfons Maria Liguori, św. Franciszek Salezy, czcigodny ks. Józef Frassinetti, kardynał Józef Siri, ks. Dolindo Ruotolo, ks. Józef Tomaselli, o. Adolfo Tanquerey i inni wiarygodni pisarze.

Inny ważny cel, jaki sobie postawiłem, to “reklamowanie” zakonów, w których prowadzi się żarliwe życie zakonne. Jak prawdopodobnie sama zauważyłaś, wiele zgromadzeń zakonnych nie żyje już tak, jak ich święci założyciele, ale żyje w sposób luźny i zeświecczony. Te osoby zakonne sprawiają duszom masę kłopotów, ponieważ swym stylem życia sprawiają, iż ludzie odczuwają niesmak wobec zakonów. Ja na ten przykład odkryłem, że w pewnym zakonie było parę zakonników homoseksualnych, którzy molestowali chłopca. Te rzeczy mogą sprawić, że młodzi utracą powołanie, gdyż są rozczarowani i zgorzkniali przez samopas, jaki zastają w klasztorach, kiedy próbują tam rozeznać swe powołanie. Z tego powodu próbuję zapoznawać innych z dobrymi zakonami, które swym apostolatem czy tylko swoim dobrym przykładem są podbudowaniem dla dusz wiernych.

Wolę nie mówić publicznie o sobie, także dlatego, że blog może być czytany przez ateistów, masonów, modernistów czy innych wrogów Kościoła, którzy mogliby się w jakiś sposób zemścić na mnie. Uważam za nierozważne zamieszczanie na blogu mojego adresu i numeru telefonu, jednakże niektórzy czytelnicy znają te informacje. Z niektórymi z nich wymieniłem się także książkami i innymi materiałami religijnymi. Podsumowując, nie jestem tajemniczą osobą, staram się tylko zachowywać trochę ostrożności. Ze względów na anonimowość, kiedy publikuję Wasze listy, pomijam przytaczanie Waszych imion, ograniczając się tylko do pisania na końcu „(podpis)”, nawet jeśli nie prosiliście o to. Jestem gotów także zamieszczać listy anonimowe, byleby nie zawierały obraz, oszczerstw, przekleństw czy innych rzeczy moralnie niedozwolonych. W prywatnym liście opowiedziałem Ci parę innych rzeczy o mnie, mam nadzieję, że tym odpowiedziałem Ci na pytanie, jakie mi zadałaś: „Kim jesteś, Cordialiterze?” :-)

Przy tej okazji przesyłam Ci braterskie pozdrowienia w Jezusie Dobrym Pasterzu i Maryi Współodkupicielce rodzaju ludzkiego.

Cordialiter

28.02.2015

O życiu zakonnym

Pewna dziewczyna napisała mi list...


Szanowny Panie,
                             bardzo dziękuję za pański blog. Postanowiłam do pana napisać, bo chciałabym żeby pomógł mi Pan w pewnej sprawie. Otóż od jakiegoś czasu silnie coś w swoim sercu czuję wydaje mi się że jest to  powołanie do Zakonu. Na  początku chciałam oddalić od Siebie pojawiające się podczas Adoracji myśli o życiu zakonnym, początkowo reagowałam na to z trudem i płaczem. Dziś czuję, że Jezus staje mi się coraz bliższy. [...]

Bardzo pragnę poświęcić swoje życie Bogu, czuję że poprzez Eucharystię i Adorację Bóg staje mi się coraz bliższy:) . Jestem we wspólnocie.   Często po nocach śnią mi się święci i błogosławieni.  Chciałam Pana poprosić o jakąś radę wskazówkę, bo to mi jest potrzebne, tak czuję. 

Z wyrazami szacunku
(podpis)

25.02.2015

Kiedy trzeba odpowiedzieć na powołanie Boże?

Ten, kto odczuwa powołanie do życia zakonnego musi odpowiedzieć na nie jak najszybciej, jak nauczają święci. Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego, tj. diabeł, kiedy spostrzega, że dana osoba czuje pociąg do życia zakonnego, próbuje na wszelki sposób zmusić ją do zmiany zdania, postanowienia. Jedną z głównych jego pokus jest przekonanie młodej osoby, wezwanej przez Boga, aby opóźniła wstąpienie do zakonu, a w międzyczasie kusi ją bez przerwy, by popadła w grzech, kusząc tak długo aż utraci powołanie.

Jeśli osoba ma poważną przeszkodę (np. musi opiekować się chorymi rodzicami), w takim przypadku usprawiedliwione jest jej opóźnione wstąpienie do zakonu. Ale jeśli nie ma dobrego usprawiedliwienia, po co ma nadal zostawać w świecie? Słynni Doktorzy Kościoła jak św. Tomasz z Akwinu czy św. Alfons Mari di Liguori twierdzą, iż trzeba odpowiedzieć z gotowością na Boże wezwanie, gdyż inaczej Pan może cofnąć powołanie osoby, która zwleka. Biada temu, kto traci powołanie! Św. Teresa z Lisieux wolała zrezygnować z podróży do Ziemi Świętej niż przełożyć o kilka tygodni wstąpienie do klasztoru klauzurowego. Kto wie, nie możemy wykluczyć, że gdyby podjęła ową podróż, może utraciłaby powołanie i potępiłaby się. Iluż młodych utraciło powołanie przekładając na później wstąpienie do zakonu, aż ostatecznie pozostali w świecie i nikczemnie przeżyli resztę swego życia!

Jeśli chłopaka lub dziewczynę pociąga życie konsekrowane, powinien/powinna napisać czy w inny sposób nawiązać kontakt z zakonem o ścisłej regule, by przeprowadzić prywatne rekolekcje celem potwierdzenia swego powołania. Gdy tylko wezwanie Boże zostanie potwierdzone, nie mogą zwlekać, ale iść za powołaniem, gdy tylko będzie to możliwe. Czemu przysparzać sobie kłopotów zwlekając bez uzasadnionego powodu? W świecie jest tyle niebezpieczeństw dla duszy, byłoby rzeczą szaloną pozostać w nim mając powołanie. Kto wie, może to ostatni apel skierowany do tych, którzy zwlekają już zbyt długo.

20.02.2015

List od młodej dziewczyny

Pewna czytelniczka napisała do mnie następującą wiadomość, którą niniejszym publikuję.

Drogi Bracie,
                        Trafiłam na ten blog i po namyśle zdecydowałam się napisać. Mam ponad 30 lat. Jeszcze wiele lat wcześniej, po studiach wybralam się na pielgrzymkę i tam spotkałam Siostrę zakonną. Jezus był mi zawsze drogi, mimo ciężkich przeżyć uleczył i opatrzył rany, zajął się mną najczulej i z ogromną Miłością. Patrząc na tą wspaniałą Siostrę sama zapragnęłam zostawić świat i pójść tą drogą. Po rekolekcjach, spotkaniach u Sióstr zdecydowałam się na wstąpienie. Nie wiem, czy to było, aż tak wielkie zafascynowanie, czy światło Boże. Jednak kiedy przyjechałam do Sióstr w dzień wstąpienia, ogarnął mnie taki paraliż i strach, że wycofałam się i wróciłam do domu. Przez następnych wiele lat cierpiałam na depresję. Myśli o zakonie wciąż wracały. Jednak patrząc na taką dolegliwość można mieć wątpliwości, czy były one prawdziwe. Ostatnio jednak powiedziałam, iż tym razem zrobię wszystko i nie zrezygnuję, ale też chciałam przedstawić szczerze moją sytuację Siostrom. Był to inny zakon. I w zasadzie pojechałam do Sióstr by potwierdzić moje przypuszczenie, że nie zostanę przyjęta. Szczerze się nie dziwię, że tak się stało. Dziś mam własną firmę. Cieszę się niezmiernie i dziękuję za to Bogu, bo dał mi możliwość robienia tego co lubię. A jednak pragnienie, by oddać Mu wszystko, pozostać o jednej "sukni" i być dla Niego, jest wciąż odczuwalne w sercu. Mam oddanego Bogu Kierownika Duchowego oraz zaprzyjaźnionego Kapłana, którzy nie widzą dla mnie takiej drogi, a bardziej w Rodzinie. Czemu zatem wciąż w człowieku, mimo chęci pozostawienia tych myśli, pozostaje takie pragnienie? Nie wiem jak je od siebie odsunąć i przetłumaczyć sobie, tym bardziej w moim przypadku, że dla Boga można żyć też w pełni, pozostając w świecie. Wiem też, że w zakonach tak jak w świecie są różni ludzie, nie wiem, czy umiałabym wytrwać. Nie chcę okazywać również nieposłuszeństwa względem Kierownika i sprawiać Mu przykrość brakiem zaufania, bo przecież ile można pytać o to samo. Wiem, że mnie dobrze zna i umie spojrzeć z perspektywy. Modlę się, aby Pan pozostawił prawdziwe pragnienia, które są Jego. Modlę się również o pokój w Duszy. I ufam Bogu, że ukoi to skołatane serce.

Dziękuję za świadectwa. Pozdrawiam w Bogu i jeśli Pan Bóg pozwoli, proszę o słowo spojrzenia.

15.02.2015

Potrzebuję pomocy, rady.


Pewna dziewczyna napisała mi list...

Szczęść Boże!
                        Mam na imię [...] i mam 17 lat. Mam problem, który ciągnie się za mną już od ponad 5 lat. Postanowiłam wreszcie z odwagą stanąć naprzeciw temu, jednak potrzebuję pomocy. Na ten blog natknęłam się przypadkowo. Pisałam już do różnych osób jednak nie dostałam odpowiedzi, dlatego mam nadzieję, że tutaj ktoś mi pomoże. Ale zacznę od początku...

Pochodzę z wierzącej i praktykującej osoby. Ja od małego chodziłam do kościoła, zawsze interesowałam się wiarą. Często zadawałam trudne pytania na lekcjach religii. Kiedy miałam około 10-12 lat poczułam coś co pchało mnie do kościoła i wzbudziło we mnie ogromną ciekawość dotyczącą życia zakonnego. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl aby wstąpić do zakonu. Ta myśl nie opuściła mnie. W wieku dojrzewania zaczęłam się nieco buntować tzn. uważałam że życie w zakonie nie jest dla mnie. Odsuwałam tą myśl i w żaden sposób nie chciałam się z nią zgodzić. Kiedyś jak u mnie w kościele były misje lub rekolekcje (dokładnie nie pamiętam) pojechałam z rodzicami na wieczorną mszę. Było wcześnie więc zatrzymaliśmy się na placu przed kościołem przy budce gdzie sprzedawała siostra loretanka różne dewocjonalia i prasę. Ja u niej kupowałam mnóstwo książek dlatego znałam się z siostrą i lubiła z nami rozmawiać. Podczas rozmowy dołączył się do nas ksiądz rekolekcjonista który wyszedł przed kościół aby rozdawać obrazki. Siostra wtedy w pewnym momencie przytuliła mnie i powiedziała: "Ty to chyba zostaniesz zakonnicą". Ja nieco się zdziwiłam i lekko przestraszyłam. siostra widząc to, powiedziała żebym się nie bała i nie chciała mnie przestraszyć. Ksiądz wtedy powiedział, że powołania nie muszę się bać. Od tamtej pory pamiętam to wydarzenie. Na początku Wielkiego Postu zaciągnęłam się do Ruchu Światło-Życie (oaza). To było niespodziewane. Po prostu powiedziałam, ze idę i już. Widzę w tym ogromną zasługę Pana Boga, bo wtedy miałam problemy z swoją wiarą. Brakowało mi silnego płomienia w sercu. Wstąpienia do tej grupy nie żałuję. Ona przywróciła mi życie, życie z Bogiem. Kocham teraz Boga całym sercem, staram się jak mogę, aby nie grzeszyć, czytam Pismo Święte, inaczej przeżywam Eucharystię. Myśl o wstąpieniu do zakonu przybrała już pełne stadium. Ta myśl towarzyszy mi na każdym kroku. Modlę się codziennie, aby Bóg pomógł mi w wyborze właściwej drogi i z każdym dniem coraz bardziej jestem przekonana, że zakon to dobry wybór. Jednak boję się nieco. Nie chcę zawieść Boga. Boję się też, ze to co ja nazywam powołaniem okaże się czymś innym. Nie chcę rozczarowania. Chcę o tym tez porozmawiać z siostrą, która uczy mnie religii. Nawet nauka nie daje mi już żadnej satysfakcji, ponieważ czuję radość tylko wtedy kiedy jestem w kościele. Nikt nie wierzy w moje "nawrócenie" (nie wiem czy pogłębienie swojej wiary mogę tak nazwać, ale tak to nazywam). Zawsze byłam wyśmiewana za to, że wierzę i chodzę do kościoła. Ktoś, kto mnie nie zna powiedziałby, że chcę iść do zakonu tylko dlatego że nie chcę iść na studia. A to nie prawda! W szkole mam średnią wysoką, zawsze czerwony pasek. Lubię się uczyć. Nie boję się studiów i pracy, jednak nie czuję, abym była do tego powołana. Płaczę nocami, bo nie wiem co mam myśleć, co mam robić. Niedługo będę musiała wybrać swoją życiową drogę. Chcę aby ten wybór był mądry i dojrzały. Chcę aby Bóg ze mnie był dumny.

Trochę długi wyszedł ten list, ale chciałam powiedzieć wszystko. Potrzebuję pomocy, rady. Chciałam porozmawiać o tym z kapłanem po spowiedzi, ale u mnie niektórzy kapłani preferują spowiedź w pół minuty...Dlatego stwierdziłam, że może dobrze będzie poszukać pomocy u kogoś obcego, kto ma obiektywne spojrzenie i kto się tym zajmuje. Z góry wielkie Bóg zapłać! :) 

(Podpis)

10.02.2015

Kobiety najszczęśliwsze na świecie

Świat myśli, że zakonnice klauzurowe to kobiety, które mają życie smutne i nieszczęśliwe. Świat nie rozumie nic z rzeczy duchowych, oto dlaczego prowadzi te błędne dyskusje.

Jakiś czas temu odwiedziłem siostry z gałęzi klauzurowej Servidoras (Służebnic). Było to doświadczenie bardzo poruszające, móc wejść do rozmównicy i widzieć siostry poza kratami. Prawie wszystkie były młode, aich oblicza promieniały ogromną radością wewnętrzną. Możliwość rozmowy z nimi była bardzo interesująca, a czas uciekał bardzo szybko. Były bardzo uprzejme i serdeczne, ale miłość braterską względem dusz praktykują przede wszystkim poprzez modlitwę i pokutę. Choć w ukryciu, ich apostolat jest bardzo ważny dla Kościoła, Mistycznego Ciala Chrystusa.

Jestem pewien, że siostry należące do zakonów żarliwych i pobożnych są najszczęśliwszymi kobietami na ziemi. Niestety, świat nie może tego zrozumieć...

05.02.2015

Z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny

Jedno serce więcej, które będzie kochać Jezusa, jedna dusza więcej, która Go będzie wielbić poświęcając się Jemu, jedne usta więcej, które Go będą wyznawać i chwalić, jeden duch więcej, który Go będzie kontemplował i wypełniał się Nim a kiedyś jeden serafin więcej, który będzie płonął w niebie na wieki miłością do Niego: dla tego wszystkiego warto przelać własną krew aż do ostatniej kropli. A jeżeli świat uważa to za szaleństwo, zauważ, że Jezus Chrystus pierwszy dał tego przykład: to to samo szaleństwo, dla którego Słowo zstąpiło na ziemię, które Go upokorzyło w Nazarecie, pokryło Krwią w Getsemani, spaliło w ofierze na Kalwarii i które po Jego śmierci zraniło Jego Serce, by wydobyć ostatnią kroplę Krwi, jakby wyczerpując Jego miłość.

(wybrane myśli z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, z książki "Gesù deve regnare”, pod redakcją Paola Risso, LEV)

30.01.2015

Oblubienica Jezusa Chrystusa

Jakiś czas temu odbyłem długą rozmowę telefoniczną z pewną miłą czytelniczką bloga, która ma nadzieję zostać oblubienicą Jezusa Chrystusa. Zachowując dyskrecję nie mogę nikomu powiedzieć, z czego mi się zwierzyła, ale proszę Was o modlitwę w jej intencji, gdyż bardzo potrzebuje pomocy z nieba. Ta nasza siostra w wierze cierpi tak bardzo w swym sercu, toteż pragnę skierować do niej list otwarty, stanowiący pociechę dla ducha.


Najdroższa siostro w Chrystusie,
cieszę się, że usłyszałem Cię przez telefon, współczułem Ci odczuwając w Twym sercu udrękę z powodu różnych przeciwności, które Cię nękają. Bardzo mnie poruszyłaś, gdy w pewnym momencie rozmowy westchnęłaś chcąc wstąpić szybko do klasztoru o definitywnie opuścić świat. Wyraźnie odczułem, że masz spłakane serce. Przykro jest zawsze słyszeć osobę, która cierpi, ale gdy cierpi osoba taka, jak Ty, która pragnie jedynie kochać dobrego Jezusa przez resztę swojego życia, bardziej się takiej współczuje. Nie zniechęcaj się, powierz się rękom Pośredniczki wszystkich łask a zobaczysz, że wszystko lepiej się ułoży.

Bardzo mi się spodobała historia Twego powołania i cenię bardzo siłę ducha, z jaką chciałaś pozostawić wszystko, by oddać się Bogu. Mało osób miałoby odwagę zrezygnować z tego, z czego Ty zrezygnowałaś, by podjąć życie zakonne. Jezus naprawdę sobie wybrał szczodrobliwą i odważną oblubienicę, cieszę się, że tylko On będzie mógł posiadać Twe serce.

Kto wie, ile łez wylałaś z powodu Twej miłości do Boskiego Zbawiciela, ale kto sieje płacząc z radością zbierze owoce w Ojczyźnie Niebieskiej. Na tej ziemi jesteśmy tylko przelotnie, musimy zasłużyć sobie na niebo nosząc krzyż, udowadniając tym naszą miłość do Boga. Te cierpienia oczyszczają Ciebie w oczekiwaniu na zaślubiny z Twoim ukochanym Oblubieńcem. W swych modlitwach wzywaj również pomocy bohaterskiej założycielki zakonu, do którego pragniesz wstąpić, zobaczysz, że będzie szczęśliwa przyjmując Cię do grona swych następczyń. Diabeł próbuje Cię zmieszać, byś popadła w zniechęcenie i popełniła jakiś błąd; istotnie, św. Luigi Gonzaga mawiał, iż demonowi udaje się zawsze złowić coś w mętach. Bądź radosna i pogodna, ufaj Matce Bożej i bądź gotowa przyjąć cokolwiek się zdarzy. Nie bój się, w całej historii Kościoła nie zdarzyło się nigdy, by ktoś, kto uciekł się z ufnością do Maryi, został przez Nią opuszczony. Nigdy! Pamiętaj prosić o pomoc również św. Józefa, przeczystego oblubieńca Błogosławionej Dziewicy i stróża św. Rodziny. Ileż korzyści otrzymuje się dzięki jego wstawiennictwu!

Powtarzam Ci, nie bój się. Jezus jest bardzo blisko Ciebie w tym momencie, w którym odczuwasz ciężar krzyża, czegoż chcesz więcej? On Cię kocha i pragnie, abyś była szczęśliwa. Jeśli dopuszcza, abyś teraz cierpiała, czyni to tylko po to, by wydobyć z tego większe dobro. W Ojczyźnie Niebieskiej wszystko zrozumiesz w sposób jasny i chwalić będziesz Bożą Opatrzność, że Ci zesłała ten krzyż, abyś mogła zasłużyć sobie na większe dobra. Jeśli będziesz wierna Jego woli, otrzymasz nagrodę od Jego Serca na wieki wieków. Amen.
Twój brat w Chrystusie

Cordialiter

25.01.2015

Jezus Eucharystyczny

Publikuję parę fragmentów z kilku listów, napisanych do mnie przez miłą czytelniczkę z Rumunii.

Cześć D.,
nie skończyłam jeszcze czytać “Dziejów duszy”, jestem jeszcze w rozdziale o odbytej podróży św. Tereski do Rzymu. Nie mam tyle czasu na czytanie w ciągu dni roboczych. To był naprawdę bardzo męczący tydzień i nie udało mi się jeszcze odsłuchać medytacji w formacie mp3 św. Alfonsa Liguori, gdyż muszę być wypoczęta, by móc się skoncentrować; nie chcę ich słuchać roztargniona. Chcę “spożyć” całą dobrą lekturę, która może karmić moją duszę i uczyć mnie lepiej żyć w miłości Bożej. Szukałam w Internecie w tym tygodniu, ale nie mogę znaleźć żadnej książki o św. Alfonsie Liguori w języku rumuńskim. Rozumiem włoski, nie mam z nim problemów, ale to nie to samo, co czytanie we własnym języku. Potem przeczytałam na Twoim blogu, że jedna dziewczyna przeczytała „Dzienniczek św. Siostry Faustyny”. Znalazłam tę książkę w moim języku i kupiłam ją. Liczy 600 stron, ale gdy skończę “Dzieje duszy”, wezmę się za nią. Jestem ciekawa, jak ci święci odkryli swoje powołanie, jak powiedzieli to swoje ‘tak’, jakie mieli trudności, pokusy, itd. Dzienniczek świętej czy świętego to najlepszy sposób, by się tego dowiedzieć.

Obejrzałam też parę filmów religijnych i zdaję sobie sprawę ze znaczenia, jakie miała Eucharystia sto lat temu. Jakie przygotowania czynili chłopcy i dziewczęta, by przyjąć Jezusa, jakie pragnienia mieli w swych sercach… I jakiż przywilej to był dla nich przyjąć Chrystusa w Komunii św. z okazji wielkich świąt. A my, którzy mamy możliwość przyjmowania Go codziennie… Jak przeżywamy tę chwilę? Z ogniem w sercu , które pragnie i oczekuje Jezusa, czy jest to tylko przyzwyczajeniem? Musimy wziąć bardziej na serio ten Sakrament. Lepiej jest przyjmować Go raz na tydzień, czy raz w miesiącu, ale uczynić to dobrze, niż przyjmować Jezusa z plamami grzechu… Jesteśmy tak ułomni…. Jest tyle osób, które idą do kościoła i modlą się przed statuami czy ikonami i zapominają o patrzeniu na tabernakulum, gdzie Jezus czeka na nas. Nie pamiętam, gdzie to przeczytałam, ale była osoba, która chodziła codziennie do kościoła i patrzyła na tabernakulum, nic nie mówiąc. Ktoś zapytał ją, co robi, a ona odpowiedziała: patrzę na Niego a On patrzy na mnie. Jaka prosta odpowiedź, pełna wiary. To prawda, musimy być bardziej świadomi Jego obecności w naszym życiu. Obecnie próbuję przypominać sobie o modlitwie przed jedzeniem, wyobrażając sobie, że Jezus jest blisko mnie i czeka, abym Go poprosiła o pobłogosławienie tego, co mi dał z taką miłością. Tyle mam myśli….

Posłuchaj, co Ci powiem. Kto wpisuje do googla wyraz “powołanie” oznacza to, że chce wiedzieć, co to jest. Tak znalazłam Ciebie… Na razie nie wiem, jakie jest moje powołanie i staram się wzrastać w wierze, ulepszać mój czas modlitwy, bardziej poznawać Jezusa, i…. Kto wie?

Myślę nad utworzeniem bloga w j. rumuńskim podobnego do Twojego, gdyż jeśli się chce dowiedzieć czegoś o powołaniu w moim języku, nie znajduje się prawie niczego. Jestem niezdecydowana, to wielka odpowiedzialność.

Dzięki za pozdrowienia. [...] Byłam trochę ostra dla Ciebie w moim pierwszym liście. ;)

Niech Cię Bóg błogosławi w swej nieskończonej miłości!
(podpis)

20.01.2015

Siostra Zakonna

Pewna dziewczyna napisała mi piękny list, żeby opowiedzieć historję swego powołania.

Szczęść Boże !

...wczoraj niemal jednym tchem przeczytałam listy na Twoim blogu- rzecz to piękna, bowiem od samego Boga pochodzi. Jestem Ci wdzięczna za blog o tematyce powołań, gdyż szczególnie w dzisiejszym świecie trudna to sprawa rozeznać powołanie, które jest Darem Bożym. Piszę więc do Ciebie, abyś i mi choć troszkę dopomógł w tym rozeznawaniu... jeśli taka Wola Boża. Skoro trafiłam na ten blog, to zdaje się, nie przez „przypadek”. Jestem już ponad 5 lat po studiach, „nawrócona” ok. 3 lat temu. Zupełnie niespodziewanie przywrocił mi Pan wzrok na sprawy Boże i dał Światło a także pozwolił zaznać Zdroju Wody Żywej przy której piciu marności świata tego bledną i stają się bez smaku. Od momentu mojego nawrócenia (na obczyźnie) Pan jakby zarzucił kotwicę na serce moje i pociągnął je ku sobie, dając tym samym poznać, że nie zaznam już spokoju w niczym innym, jak tylko w Nim samym i tak jest po dzień dzisiejszy. Aktualnie pracuję w szkole jako nauczyciel muzyki. Jak wspomnę, jeszcze na studiach, muzyka była dla mnie najważniejsza, nawet czasem bardziej ważna niż drugi człowiek. Miałam ogromne plany i pragnienia związane z zawodem muzyka, aż tu nagle... coś się zmieniło po tej jednej Mszy Św. a szczególnie po wysłuchaniu (a nawet już w trakcie słuchania) Ewangelii wg św. Jana (8, 1-11)... Jak już wspomniałam obecnie pracuję w wyuczonym zawodzie, ale emocje już dawno opadły i ta sama muzyka, która niegdyś mnie „paraliżowała” swym pięknem, brzmi dziś zwyczajnie... Kilka lat temu, jak większość młodych kobiet, myślałam również o małżenstwie, rodzinie, chętnie umawiałam się na randki. Tymczasem od tamtego momentu, kiedy Słowo Boże poruszyło me serce dogłębnie, aż do łez, to pragnienie odeszło również. Niemal każdą wolną chwilę poświęcam na lektury duchowe, lubię przebywać z dala od zgiełku, sama w zaciszu choćby czterech ścian.... W Kościele doznaję ukojenia, spokoju, jakiego ten świat dać nie może, czasami słyszę te słowa: „Pójdź za mną”, jakieś dziwne, nie dokońca zrozumiałe dla mnie przyciąganie Chrystusa i do Sacrum. Tematyka powołań zakonnych jakby sama „rzuca” mi się w oczy i pociąga serce, ale jak mam poznać czy to rzeczywiście powołanie Boże, czy też może mój wymysł ? Dostałam już niejeden znak, choć wydają mi się one takie niewielkie (nieznaczące), dopóki nie będę miała pewności, poddaję to wszystko w wątpliwość. Nie mam kierownika duchowego a samemu tak trudno odczytać prawdę o powołaniu... Kiedyś ktoś mi powiedział, że widocznie nie trafiłam na właściwego kandydata na męża i być może szukam ucieczki a ja w głębi serca czuję, iż choćbym znalazła wspaniałego mężczyznę, miałabym wątpliwości, gdyż od jakiegoś czasu tak trudno wyobrazić mi siebie w roli żony i matki, coś wygasło... natomiast gdzieś w wyobraźni widzę siebie w habicie... koloru czarnego...

Może udzielilbyś kilku wskazówek, jakichś porad, może jakaś szczególna modlitwa, rekolekcje rozeznaniowe ? Co mam czynić?

Jezu, Ufam Tobie!

Z Panem Bogiem.
(podpis)


Droga Siostro w Chrystusie!

Bardzo mi się spodobał Twój piękny list. Jestem Włochem i nie znam polskiego, ale przeczytałem Twój list dzięki automatycznemu tłumaczowi. Ta odpowiedź została przetłumaczona przez polkę, która mi pomaga.

Mam ogromną nadzieję, że będziesz mogła stać się Oblubienicą Jezusa Chrystusa, wstępując do dobrego zakonu. Powołanie sprawdzić można przede wszystkim przez intencję, jaką kandydatka ma, pragnąc życia zakonnego. Kobieta, która chce stać się siostrą, aby poświęcić się służbie Bożej i zbawieniu dusz, żyjąc z chrześcijańską gorliwością Regułą swojego zakonu, uciec od pokus tego świata, żyć bardziej zjednoczona z Dobrym Jezusem, pokazuje, według świętego Alfonsa, że ma typowe oznaki prawdziwego powołania.

Radzę Ci spróbować życia zakonnego na krótki czas w jakimś dobrym zakonie. Musi być istotnie dobry. Niestety, są zakony, które są rozluźnione i zsekularyzowane, i gdzie nie żyje się już w prawdziwie zakonny sposób.

Co się tyczy kierownika duchownego, nie jest prosto znaleźć kogoś zdatnego do tego zadania. Mówił św. Franciszek Salezy, że jeśli kierownictwu duchownemu brakuje wiedzy, bogactwa miłości nadprzyrodzonej i roztropności, to istnieje niebezpieczeństwo dla duszy.

Jakie obce języki znasz? Czy czujesz się bardziej pociągnięta przez zakony życia czynnego, czy kontemplacyjnego?

pozdrawiam Cię serdeczne w Jezusie i Maryi,

Cordialiter

15.01.2015

Wybieram Jezusa jako jedyny przedmiot mojej miłości

[Jedno ze świadectw z książki „Oto jestem. Siostry o powołaniu”]

„Tak, mój Jezu Oblubieńcze, wybrałam i każdego dnia a wielką radością wybieram Cię na nowo”. Słowa św. Franciszka Salezego, które umieściłam na obrazku z okazji moich wieczystych zaślubin w Roku Eucharystii, są moim dziękczynieniem Tobie za tę wielką łaskę powołania. Sam wiesz, o Panie, że nic nie wskazywało na wybór takiego życia, bowiem od dziecka marzyłam tylko o jednym – zostać kochającą matką gromadki dzieci i mieć własny domek pod lasem, najlepiej w górach… Mój Jezu, przypominam sobie, że gdy spotykałam siostrę zakonną, idącą naprzeciw – natychmiast przechodziłam na drugą stronę… Dlaczego, nie wiem do dziś. Bardzo lubiłam słuchać w młodości fragmentu Ewangelii: „Siewcą jest Jezus – ziarnem słowo Boże”. Był taki dzień, Ty sam wiesz najlepiej, gdy ziarno słowa wpadło w glebę mojego życia i cichutko wzrastało, a ja – natura pełna życia – niczego się nie domyślałam. To, co najważniejsze – jest niewidoczne dla oczu… Mój Jezu, kochając mnie bezgranicznie, troszczyłeś się o wszystko, aż do najmniejszych szczegółów w moim życiu. Tymczasem mijały lata, byłam w dalszym ciągu żywiołowa, pełna energii, aktywna. I choć zdarzały się chwile dziwnej tęsknoty, poczucie niespełnienia do końca, ja nie zdawałam sobie sprawy a ich przyczyny. Organizowałam kolejną wyprawę w góry…

Panie mój, tyloma łaskami mnie obdarzyłeś, cierpliwie czekając, aż moje własne pragnienia przestaną być na pierwszym miejscu… I nagle w moje zwyczajne życie – gdy marzenia zostania żoną nabierały kształtu – Ty wszedłeś i przemówiłeś… To było zbyt wielkie dla mnie, a jednak – podobnie jak Maryja – przeżyłam swoje zwiastowanie, chwilę, gdy zrozumiałam, że chcesz mnie mieć wyłącznie dla siebie, że mam być Twoją szczególną Oblubienicą… Boże! zwyciężyłeś! Chwała Ci za to, teraz widzę, ile zyskałam, ile otrzymałam, dzięki takiej zamianie darów. I wiem, że nie mogę tego daru zatrzymać tylko dla siebie. Jak Ci dziękować, żeś mi dał tak wiele, żeś mi dał wszystko – SIEBIE! A potem? Potem już musiałam zmienić wszystko, bo uległa zamianie moja dotychczasowa hierarchia wartości. Bo w sercu i w życiu wewnętrznym rosło jedynie pragnienie oddania Bogu swojego życia. „Każda miłość, jeżeli jest prawdziwa, któregoś dnia da ci Krzyż”, i ja, mój Boski Mistrzu, krzyżem cierpienia, doświadczeniem ciężkiej choroby oczyściłam swe serce - by umiłować Cię całkowicie – bo Ty pierwszy mnie umiłowałeś. Wielu przyjaciół dziwiło się, że wybrałam zakon kontemplacyjny, dla mnie to prawdziwy dowód, że to Ty, Boże, pociągnąłeś mnie ku sobie, obdarzając powołaniem nie tylko silniejszym niż młodzieńcze uczucia, ale również silniejszym niż moja otwarta i aktywna natura. Panie Jezu, kto Ciebie naprawdę pokocha – ten przyjmuje Twą wolę z miłością i radością. Najtrudniej było mi powiedzieć kochanym Rodzicom, więc wyjechałam z domu – mówiąc tylko, że za miesiąc wrócę… Chciałam, Panie, sprawdzić, czy z moją żywiołowością mogę żyć z dala od świata, w zamkniętym klasztorze. Pamiętam, Jezu, że minęło pięć lat, zanim Rodzice uwierzyli, że chcę tu zostać – błogosław im, bo oni byli pierwszymi mistrzami nowicjatu i nauczycielami wiary, zawsze ogarniam ich wdzięcznym sercem. Jakim jesteś, Boże, kiedy się Ciebie poznaje bez zasłon, kiedy się doświadcza Twojej miłości, Twojego miłosierdzia, Twojego przebaczenia? Tylko Ty mnie rozumiesz, Ty mi współczujesz, jakim wielkim szczęściem jest być przy Tobie! Dawniej milczałam, Jezu, na temat mojej drogi do klasztoru, ale gdy się podzieliłam – to Ty mnie przynagliłeś do powtarzania tego – moje rozmówczynie zaczęły inaczej do nas podchodzić. Zrozumiały, że nie jesteśmy odludkami, które nie znają świata, że będąc z tej strony kraty również potrafimy się śmiać i tańczyć. Dziękuję Ci, Panie, za moją przeszłość, która jest wielkim bogactwem, dzięki niemu łatwiej mi zrozumieć dziewczęta, które przychodzą do nas ze swoimi problemami, a dzięki temu, że się nim dzielę – łatwiej do nich dotrzeć. Istotą mojego powołania jako adoratorki Jezusa-Hostii jest miłość dziękczynna, bo „miłość zakrywa wiele grzechów…”. Uczę się każdego dnia na nowo kochać Ciebie i drugiego człowieka, na wzór Maryi ze sceny zwiastowania staram się być wierną uczennicą Pańską.

… To dla Ciebie tu się spalam, Jezu w tej Hostii białej, Tobie dziękczynnie składam, Tobie oddaję chwałę…

Adoratorka Jezusa-Hostii

Info o książce: Książka pod redakcją Kajetana Rajskiego zawiera świadectwa 37 sióstr z różnych zgromadzeń zakonnych. Przy każdej wypowiedzi znajdziemy wzmiankę o charyzmacie zgromadzenia, w którym żyją i adresy do kontaktu.
Książkę można zamawiać pod adresem:
Kajetan Rajski
skr. poczt. 325
30-950 Kraków 61
email: kajetan94@interia.pl



xzx

10.01.2015

Chwała Bogu!

I otrzymałem list

Chwała Bogu!!!

Drogi Cordialiterze.
Zupełnie przez przypadek trafiłem na twój blog, ale nie przez przypadek piszę do ciebie. Sprawa moja odnosi się powołania do życia zakonnego. Po moim nawróceniu postanowiłem Jezusowi oddać życie w akcie zawierzenia, jednak pewne okoliczności mojego życia sprawiają, że cierpię... Cierpię dlatego, że chcę całym sobą oddawać cześć i chwałę Jedynemu Bogu, a nie mogę tego czynić. Cierpię, bo szukam już tylko Jego woli, lecz jej nie znajduję Cierpię, bo muszę żyć w świecie [...]. Czuję, że jestem jego dzieckiem lecz nie doświadczyłem pełni Jego miłości. Czuję, że wzywa mnie do służby lecz nie wiem gdzie i kiedy. Czuję, że w końcu w Nim zatonę i jestem niecierpliwy. Błogosławię Go bo jest Dobrym Ojcem. Wielbię Go bo kocha mnie bardziej od siebie samego. Przepraszam go nieustannie za każdą myśl, słowo i czyn przeciwny Jemu.

Bracie Cardialiterze, módl się za mnie i za wszystkimi, którzy jak ja szukają Pana w ciszy serca, w burzy namiętności, w wietrze nieznanego. Módl się za wszystkimi, którzy Pana nie znają. Módl się z tymi, którzy cierpią w samotności...