Jeśli lubisz "Powolanie Zakonne" i chciałbyś wspomóc jego rozwój, rozważ darowiznę.

30.06.2015

Powolanie zakonne

[List z pism św. Alfonsa Marii di Liguori do panienki pragnącej poznać swe powołanie].

Droga siostro, rozmyślasz nad wyborem stanu życia. Widzę Cię niespokojną, gdyż świat chce Cię dla siebie, poślubiając Ciebie; także Jezus Chrystus chce Ciebie dla Siebie czyniąc Cię mniszką w jakimś ścisłym klasztorze. Zważ, że od tej decyzji, którą musisz podjąć, zależy Twoje wieczne zbawienie; zatem radzę Ci modlić się codziennie do Pana, i zacznij od teraz, gdy czytasz to pisemko, aby udzielił Ci światła i siły do wybrania owego stanu najkorzystniejszego dla Twego zbawienia, abyś nie żałowała potem wyboru dokonanego na całe życie i wieczność, kiedy to nie będzie można naprawić błędu. Zbadaj ponadto, co może bardziej przysłużyć się Tobie i uszczęśliwić: czy posiadanie za oblubieńca mężczyzny ziemskiego czy Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i króla nieba. Zobacz, który z nich wydaje Ci się lepszy i tego wybierz. Dziewica św. Agnieszka miała 13 lat, a ponieważ była piękna, wielu ją kochało: między innymi syn rzymskiego prefekta zapragnął ją pojąć za żonę. Ona jednakże patrząc na Jezusa Chrystusa, który pragnął jej dla Siebie, odpowiedziała rzymianinowi: Znalazłam oblubieńca lepszego od ciebie i wszystkich królów ziemskich. Nie mogę zatem zamienić Go na innego. I by Go nie zamienić rada była stracić swe życie w tak młodym wieku, i umarła szczęśliwa, męczennica Jezusa Chrystusa. To samo odpowiedziała święta dziewica Domicilia księciu Aureliuszowi, który był wielkim panem. I także ona umarła śmiercią męczeńską, spalona żywcem, by nie porzucić Jezusa Chrystusa. Och, jakże szczęśliwe są teraz w niebie te dziewczęta z dokonania owego dobrego wyboru, a ich szczęście będzie trwało na wieki! Ten sam szczęśliwy los będzie udziałem wszystkich tych dziewcząt, które zostawią świat, by oddać się Jezusowi Chrystusowi. Zbadaj konsekwencje wypływające ze stanu życia tego, kto wybiera świat i tego, kto wybiera Jezusa Chrystusa. Świat oferuje Ci dobra ziemskie, stroje, zaszczyty, rozrywki i przyjemności. Jezus Chrystus przeciwnie – pokazuje Ci bicze, ciernie i krzyże, gdyż takie były dobra, jakie wybrał dla siebie po wszystkie dni swego życia ziemskiego. Jednakże oferuje Ci ponadto dwa ogromne dobra, jakich nie może Ci dać świat, to jest pokój serca w doczesności i raj po śmierci. Poza tym, zanim zdecydujesz, jaki stan wybrać, koniecznym jest abyś pomyślała o tym, że dusza Twa jest wieczna, zatem po obecnym życiu, które szybko się skończy, w chwili śmierci będziesz musiała przejść do wieczności, w której dane Ci będzie miejsce kary lub nagrody, na którą sobie zasłużysz uczynkami w swoim życiu. Po śmierci zatem przyjdzie Ci mieszkać w domu życia wiecznego lub śmierci wiecznej, tam zostaniesz przez całą wieczność, zbawiona na zawsze i szczęśliwa pośród rajskich radości, albo stracona i zrozpaczona pośród piekielnych mąk. Pomyśl więc, że wszystkie rzeczy tego świata muszą szybko przeminąć. Szczęśliwy, kto się zbawi, nieszczęsny kto się potępi! Pamiętaj zawsze o tej wielkiej maksymie powiedzianej przez Jezusa Chrystusa: na cóż człowiekowi zyskać świat cały i duszę stracić? Maksyma ta skłaniała wielu chrześcijan do zamknięcia się w klasztorach czy osiedlenia się na pustyni, i wiele dziewcząt do zostawienia świata, by oddać się Bogu i umrzeć świętą śmiercią. I na odwrót: rozważ nieszczęsny los, jaki spotkał tyle dam, tyle księżniczek i królewien, którym w świecie służono, chwalono, czczono i niemalże uwielbiano. Ale jeśli nieszczęsne potępiły się, na cóż im w piekle te liczne bogactwa, rozkosze i zaszczyty, jakimi cieszyły się na ziemi, teraz wśród kar i wyrzutów sumienia, które je będą męczyć przez wieczność, będąc bez Boga i nie widząc ratunku dla swej wiecznej zguby? Spójrzmy jednakże na dobra, jakie świat daje w tym życiu tym, którzy za nim podążają, i na dobra, jakimi Bóg obdarza tych, którzy Go kochają i dla Niego porzucają świat. Świat obiecuje wielkie rzeczy swoim zwolennikom; lecz któż nie widzi tego, że świat jest zdrajcą, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa? Daje dobra ziemskie. Ale czy daje pokój, szczęśliwe życie jak obiecuje? Nie, ponieważ wszystkie jego dobra nęcą zmysły i ciało, ale nie zadowalają serca i duszy. Dusza nasza została stworzona przez Boga, by Go kochać w tym życiu i cieszyć się Nim w przyszłym. Toteż wszystkie dobra ziemskie, wszystkie rozkosze i wszystkie jego wspaniałości wychodzą z serca, ale nie wchodzą w to serce, które tylko Bóg może zaspokoić. Co więcej, Salomon nazywał wszystkie dobra światowe próżnością i kłamstwami nie zaspokającymi serca, lecz je dręczącymi: Vanitas vanitatum et afflictio spiritus. I rzeczywiście doświadczenie pokazuje, że ten, kto bardziej opływa w takie dobra, żyje bardziej niespokojny i udręczony. Gdyby świat zadowalał swymi dobrami księżniczki, królowe, którym nie brakuje zabaw, komedii, festynów, uczt, pałaców, karet, pięknych ubrań, radości, służących im dworzan, wszystkie te panie byłyby zadowolone. Ale nie, oszukują się ci, którzy uważają, że są takie. Spytajcie je, czy cieszą się pełnym pokojem, czy żyją w pełni zadowolone, co wam odpowiedzą? Jaki pokój, ja zadowolona? Każda z nich powie wam, że prowadzi nieszczęśliwe życie i nie wie, co to jest pokój. Złe traktowanie, jakiego doświadczają od mężów, przykrości, jakich doznają ze strony swych dzieci, zazdrość, lęki, potrzeby domowe sprawiają, że żyją wśród ciągłych obaw i goryczy. Każda kobieta zamężna może nazwać siebie męczennicą cierpliwości, jeśli jest cierpliwa. Inaczej cierpieć będzie mękę w tym świecie i boleśniejszą po śmierci. Jeśli nie byłoby innej męki, same wyrzuty sumienia starczą, by ją ciągle męczyć, gdyż żyjąc przywiązana do dóbr ziemskich, mało myśli o duszy, mało przystępuje do sakramentów, mało się poleca Bogu. I pozbawiona takiej pomocy by dobrze żyć, nie może żyć nie grzesząc i nie mając nieustannych wyrzutów sumienia. I oto jak wszystkie obietnice zabaw złożone przez świat stają się goryczą i lękami przed potępieniem. O ja biedna! – powie – co ze mną będzie w godzinie mojej śmierci po takim życiu, jakie prowadzę, z dala od Boga i z tyloma grzechami, stając się coraz bardziej gorszą? Chciałabym się wyciszyć, by pomodlić się trochę, ale sprawy rodzinne i domowe nie pozwalają mi na to. Chciałabym słuchać kazań, wyspowiadać się, przyjmować często Komunię świętą, chodzić do kościoła, ale mój mąż nie chce tego. Często brakuje mi potrzebnego wsparcia, i te ciągłe sprawy, opieka nad dziećmi, wizyty i intrygi, których nie brak, trzymają mnie zamkniętą w domu. Dopiero w dni świąteczne mogę uczestniczyć we Mszy św. Szalona byłam, że zechciałam wyjść za mąż! Mogłam była zostać świętą w klasztorze! Jednakże wszystkie te lamenty na cóż się zdają, jeśli nie po ty, by powiększyć jej mękę, widząc że jest już za późno i nie może zmienić mylnego wyboru pójścia w świat? I jeśli jej życie stanie się gorzkie, tym bardziej gorzką będzie jej śmierć. Wówczas ujrzy wokół łóżka służki, męża, płaczące dzieci; oni jednakże nie będą jej ukojeniem, lecz większą udręką; i tak udręczona, biedna w zasługi i pełna leków o swe zbawienie wieczne będzie musiała stawić się przed Jezusem Chrystusem, który ją osądzi. I odwrotnie – mniszka która zostawi świat dla Jezusa Chrystusa, jakże będzie szczęśliwa żyjąc pośród tylu oblubienic Bożych, w samotnej celi z dala od zgiełku świata i ciągłych niebezpieczeństw, z którymi stykają się ci, którzy żyją w świecie, z niebezpieczeństwem utraty Boga! I o ileż bardziej poczuje się pocieszona w chwili śmierci na myśl o swoich latach spędzonych na modlitwie, umartwieniach i wielu adoracjach, spowiedzi świętych, aktów pokory, nadziei, miłości do Jezusa Chrystusa. I jakkolwiek diabeł nie omieszka przerazić ją widokiem grzechów popełnionych w swej młodości, Niebieski Oblubieniec jednakże, dla którego zostawiła świat, będzie umiał ją pocieszyć. I tak pełna ufności umrze w objęciach Ukrzyżowanego, który ją zaprowadzi do nieba. Zatem, droga Siostro, ponieważ musisz wybrać stan swego życia, wybierz ten, w jakim chciałabyś być w chwili śmierci. W owej godzinie, każda, widząc kończący się dla niej świat, powie: O gdybym była została świętą! O gdybym była porzuciła świat i oddała się Bogu! Ale stało się co się stało; nie zostaje nic innego jak oddać ducha i wyjść naprzeciw Jezusa mówiącego: Chodź, szczęśliwa, by ze Mną na zawsze zażywać szczęśliwości, lub: Idź do piekła, oddzielona ode Mnie na zawsze. Do Ciebie należy wybór: albo świat albo Jezus Chrystus. Jeśli wybierzesz świat, wiedz, że wcześniej czy później będziesz tego żałować, zatem pomyśl dobrze. W świecie wiele jest kobiet, które się potępiają; w klasztorach mało jest takich. Poleć się Ukrzyżowanemu oraz Najświętszej Maryi Pannie, aby Ci pomogli wybrać to, co najlepsze dla Twego zbawienia wiecznego. Jeśli chcesz zostać zakonnicą, postanów również stać się świętą: albowiem jeśli myślisz żyć w klasztorze w luźny sposób oraz niedoskonała, jak żyją niektóre mniszki, na nic zda Ci się wstąpienie, gdyż będziesz prowadziła nieszczęśliwe życie, i nieszczęśliwa będzie także Twa śmierć. Jeśli natomiast odczuwasz niechęć do zamknięcia się w klasztorze, nie mogę polecić Tobie stanu małżeńskiego – podczas gdy św. Paweł nie poleca go nikomu, chyba że w przypadku czystej konieczności, której mam nadzieję nie ma u Ciebie. Zostań przynajmniej w swoim domu i tam postaraj się stać się świętą. Proszę Cię, abyś przez 9 dni prosiła Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby dał Ci światła i siły do wybrania tego stanu życia, jaki jest najlepszy dla Ciebie do zbawienia. Módl się także do Matki Bożej, aby wyjednała Ci tę łaskę za swoim potężnym wstawiennictwem.

25.06.2015

Życie poświęcone Bogu

Jakiś czas temu otrzymałem list od dziewczyny, która ze łzami w oczach chciała wystosować dramatyczny apel…

Drogi Bracie w Chrystusie, piszę do pana, aby moje świadectwo przydało się wszystkim tym dziewczynom, które czują wezwanie do życia zakonnego. Jestem 20-letnią dziewczyną i chociaż jestem w młodym wieku, minione lata przeżyłam bardzo intensywnie i gdybym mogła cofnąć się, przeżyłabym jeszcze raz każdą chwilę. W wieku zaledwie 12 lat zaczęłam jakby przez przypadek odwiedzać ścisły zakon, który sprawił, że ogromnie pokochałam Chrystusa i Jego Kościół. Od małego zawsze myślałam o tym, że kiedyś oddam się Chrystusowi w owym domu zakonnym, który określałam jako mój prawdziwy dom czy w innym domu mojego ukochanego zgromadzenia. Nie otrzymawszy nigdy pozwolenia rodziców, bym mogła wstąpić do zakonu, z drżeniem i lękiem oczekiwałam dnia moich osiemnastych urodzin, i podczas gdy wszyscy czynili przygotowania do moich urodzin, ja w wielkiej tajemnicy przygotowywałam moją duszę na oddanie się mojemu Oblubieńcowi.

Po kilku miesiącach od moich urodzin wyjechałam mówiąc moim rodzicom, że odbędę rekolekcje, ale nie takie jak zawsze, i że wcześniej czy później wrócę, może za kilka miesięcy. Rozpoczęłam swą drogę pod kierownictwem świątobliwych mniszek wiernych zakonowi i regule, osób, które oddałyby swe życie, by tylko dochować wierności swoim ślubom. Odczuwałam radość wypływającą z mego wnętrza i której nikt, jak myślałam, nie mógłby mi kiedykolwiek pozbawić. Oczywiście napotkałabym na trudności, ale takie są również i w miłości dwóch stworzeń, zwykłej pary. Dość szybko moi rodzice zdali sobie sprawę, że będą to rekolekcje bez powrotu i z wielkim bólem przybyli mnie odwiedzić, zrozpaczeni i z oczyma pełnymi łez błagali mnie, abym wróciła […]. Wróciłam do domu z nadzieją, że wkrótce wrócę do klasztoru. I tak też było, po kilku tygodniach powróciłam, ale tym razem do klasztoru klauzurowego, który został założony przez tę samą osobą (wcześniejszy zakon, gdzie byłam, był otwarty, czynny) i to o ścisłej klauzurze – Klaryski Niepokalanej, o których pan wspomina na swoim blogu. W całym moim życiu nigdy nie czułam i pewna jestem, że nie poczuję tak wielkiej radości. Mimo, że znajdowałam się za kratami, czułam się wolna, trudno w to uwierzyć, ale tak było. Dla mnie był to przedsionek nieba. Także i dziś dałabym wszystko, by tylko tam powrócić. Piszę do pana ze łzami w oczach i obumarłym sercem, proszę pana, aby przestrzegał każdego przed porzuceniem drogi poświęcenia się Chrystusowi gdyż, proszę mi wierzyć, naprawdę się umiera. Aktualnie jestem zaręczona, żyję w majętnej rodzinie, studiuję i nie brakuje mi niczego… Aczkolwiek brakuje mi wszystkiego, oddałabym życie me, by cofnąć się o parę lat, ale to niestety niemożliwe, i pewna tego staram się żyć w nadziei odzyskania przynajmniej najmniejszej cząstki szczęścia. Proszę pana w imię Chrystusa i Matki Bożej, niech uczyni wszystko co tylko możliwe, by zachęcać i pomagać tym, którzy mają pokusę porzucenia powołania, proszę im mówić, że szczęście jest tylko na tej drodze, którą Jezus wybrał dla nas. Dziękuję za pański blog.


Najdroższa siostro w Chrystusie,
mów mi na ‘ty’ (tak wolę). Dziękuję ci za twe świadectwo, które jak sądzę, będzie użyteczne dla osób niezdecydowanych w wyborze stanu swego życia.

W twoim liście zauważyłem jednakże trochę zniechęcenia. Najdroższa, każdy chrześcijanin musi pokładać nadzieję w Bogu, zatem nie musi się niczego obawiać, a w jego duszy musi zawsze panować duchowa radość. Zatem odwagi! Nawet jeśli sytuacja może ci się wydawać beznadziejna, musisz mieć nadzieję wbrew nadziei. Czy jesteś pewna, że nie możesz już obrać życia zakonnego u Klarysek Niepokalanej czy w innym dobrym zakonie? A jeśli Bóg chce, abyś była kolejną Zelią Guérin (mama św. Tereski)? Jakkolwiek by było, nie możesz żyć w żalu przez resztę swego życia, powierz się Maryi, Pośredniczce wszelkich łask a zobaczysz, że znajdzie się rozwiązanie.

Jeśli w przyszłości napiszesz jeszcze do mnie, ufam całym sercem, że tym razem dasz o sobie znać pogodna i pełna duchowej radości. Bardzo mi zależy na zbawieniu twej duszy, gdyż zostałaś okupiona wysoką ceną przez Chrystusa przybitego do krzyża. Ufaj zawsze Jezusowi i Maryi!

Zachęcam cię do pełnienia woli Bożej względem ciebie i pozdrawiam cię bratersko in Corde Matris

Cordialiter

20.06.2015

Oddać swoje życie Jezusowi

Przytaczam tekst interesującego listu o tytule ‘Odpowiedź młodzieńcowi proszącego o radę odnośnie stanu życia jaki musi wybrać’, napisany przez św. Alfonsa Marię di Liguori.

Czytam w twym liście, że od dłuższego czasu czujesz natchnienie od Boga, by zostać zakonnikiem, ale zrodziły się w twych myślach liczne wątpliwości, a szczególnie taka, że mógłbyś zostać świętym również w świecie, nie zostając zakonnikiem. Odpowiadam pokrótce na twój list, ponieważ gdybyś życzył sobie dłuższy list, możesz przeczytać moją broszurę wydaną i zatytułowaną “Ostrzeżenia odnośnie powołania zakonnego” gdzie obszernie omówiłem tę materię. Zatem piszę tu jedynie w skrócie, iż wybór stanu życiowego jest ogromnie ważny, gdyż od niego zależy wieczne zbawienie. Ten kto wybiera stan, do którego go Bóg powołuje, łatwo się zbawi; a kto nie jest posłuszny Bożemu powołaniu, ciężko się zbawi, wręcz będzie moralnie rzeczą niemożliwą, by się zbawił. Większość tych, którzy się potępili, doprowadzili do tego, gdyż nie odpowiedzieli na Boże wezwanie.

Toteż abyś mógł wybrać ów stan, który ci będzie najpewniejszy do uzyskania życia wiecznego, ważnego dla nas wierzących, rozważ to, że twa dusza jest wieczna a jedynym celem, dla którego Bóg umieścił cię w tym świecie z pewnością nie było to, abyś zdobywał rzeczy i zaszczyty na tej ziemi, czyniąc w ten sposób życie wygodnym i przyjemnym, ale to, abyś świętymi cnotami zasłużył sobie na życie wieczne: finem vero vitam aeternam. W dniu sądu na nic zda ci się ulepszony dom czy uzyskana pozycja w świecie. Dobrem dla ciebie będzie to, że służyłeś i miłowałeś Jezusa Chrystusa, który będzie twoim sędzią.

Myślisz, że zostając w świecie również mógłbyś dojść do świętości. Tak, tak, mógłbyś, ale to trudne, i jeśli naprawdę zostałeś wezwany przez Boga do stanu zakonnego a chcesz pozostać w świecie, jest to moralnie niemożliwe, jak powiedziałem wyżej, gdyż braknie ci tych pomocy Bożych, jakie przygotował dla ciebie w zakonie. I pozbawiony ich nie zbawisz się. Ktoś, kto chce zostać świętym, wystarczy, że posłuży się duchowymi środkami, będzie unikał złych okazji, oderwie się od dóbr ziemskich, skupi swe życie w Bogu - dla podtrzymania którego trzeba uczęszczać do sakramentów i odprawiać codziennie modlitwę myślną, sięgać po lektury duchowe, stosować inne pobożne ćwiczenia, bez których nie możesz prowadzić duchowego życia. Tak więc wszystkie te rzeczy bardzo trudno jest, by nie powiedzieć niemożliwie, czynić pośród zgiełku i kłopotów świata. Sprawy rodzinne, potrzeby domu, narzekania rodziców, kłótnie, prześladowania, w jakie obfituje świat, zajmą ci umysł myślami i lękami, tak że roztargniony będziesz mógł dopiero wieczorem polecić się Bogu. Chciałbyś się modlić, przeczytać duchową książkę, często przystępować do Komunii św., nawiedzać codziennie Najświętszy Sakrament Ołtarza – lecz wszystko będzie ci uniemożliwione przez sprawy światowe, a ta mała cząstka, którą uczynisz, będzie zupełnie niedoskonała, gdyż uczyniona pośród tysiąca roztargnień i oschłości ducha. Zatem twe życie będzie zawsze niespokojne, a bardziej niespokojną będzie twa śmierć. Z jednej strony nie braknie przyjaciół wzbudzających w tobie lęk przed obraniem życia zakonnego, jawiące się jako ciężkie i męczące. Z drugiej strony świat zaoferuje ci zabawy, ubrania i zadowolone życie – bądź czujny i nie daj się oszukać. Bądź przekonany, że świat jest zdrajcą, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa. Oferuje ci wszystkie te dobra ziemskie; ale nawet jeśli dałby ci je, będzie mógł kiedykolwiek dać ci pokój duszy? Nie, tylko Bóg może dać ci prawdziwy pokój. Dusza jest stworzona tylko dla Boga, by kochała Go w doczesności i cieszyła się Nim w wieczności. Dlatego tylko Bóg może ją zadowolić. Wszystkie rozkosze i bogactwa ziemskie nie mogą dać prawdziwego pokoju, co więcej, kto bardziej opływa w takie dobra ziemskie, żyje bardziej udręczony, jak mawiał Salomon, który w nie opływał: Universa vanitas, et afflictio spiritus.

Gdyby świat zadowalał dobrami ziemskimi, bogaci, magnaci i monarchowie, którym nie brakuje pieniędzy ani zaszczytów ani zabaw, byliby w pełni zadowoleni; ale doświadczenie pokazuje, że u takich wielkich tego świata, im większa jest ich wielkość, tym większe są ich lęki, obawy i troski. Bardziej zadowolony będzie biedny mnich opasany liną i ubrany w wór, karmiący się czterema ziarnkami bobu i śpiący w celce na słomie, niż książę ze wszystkimi swoimi złotymi szatami i posiadanymi bogactwami. Codziennie będzie miał suto zastawiony stół, wieczorem spocznie w miekkim łóżku pod bogatym baldachimem, ale nie będzie mógł spać z powodu lęków, spędzajacych mu sen z oczu. Szalony, kto kocha świat a nie kocha Boga!, mówił św. Filip Neri. I jeśli ci światowcy prowadzą życie niespokojne, tym bardziej niespokojna będzie ich śmierć, kiedy kapłan nakaże opuścić ten świat słowami: Proficiscere, anima christiana, de hoc mundo: uściśnij krucyfiks, gdyż skończył się świat dla ciebie. Złem jest, że w świecie mało się myśli o Bogu i przyszłym życiu, gdzie będziemy przebywać na wieki. Wszystkie myśli lub prawie wszystkie dotyczą rzeczy ziemskich, a zatem dzieje się tak, że jak życie nieszczęśliwe to i bardziej nieszczęśliwa śmierć. Toteż przed zatwierdzeniem wyboru twojego stanu życiowego, wyobraź sobie chwilę śmierci i wybierz ten stan, jakiego wówczas chciałbyś być. Wtedy nie będzie już czasu na naprawę błędu, jeślibyś miał się pomylić, stawiając wyżej życie z większą wolnością nad Boże powołanie. Rozważ, że każda rzecz doczesna kończy się: Praeterit figura huius mundi; koniec będzie musiał nadejść dla każdego z nas. Każda rzecz przemija a śmierć się przybliża, a my, ile kroków uczynimy, tym bardziej się przybliżamy do śmierci a ze śmierci przejdziemy do wieczności. Po to się narodziliśmy: Ibit homo in domum aeternitatis suae. Śmierć nadejdzie, kiedy najmniej sobie to wyobrażamy. Ach, znajdując się więc w obliczu śmierci, czym nam się będą wydawać wszystkie te dobra ziemskie, jeśli nie przemijającymi dobrami, marnościami i szaleństwami? Na cóż zda się ostrzeżenie Jezusa Chrystusa przed zatraceniem własnej duszy po zyskaniu świata całego? Quid prodest homini, si mundum universum lucretur, animae vero suae detrimentum patiatur? Na nic się nie zda, tylko na to, by umrzeć nieszczęśliwą śmiercią po nieszczęśliwym życiu.

I na odwrót – młodzieniec, który pozostawi świat, by oddać się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, jakże będzie się widział zadowolonym żyjąc w samotnej celi, z dala od zgiełku oraz częstych niebezpieczeństw, jakie są w świecie, niebezpieczeństw utraty Boga! W klasztorze nie będzie miał zabaw, muzyki, komedii i balów, lecz będzie miał Boga, który go będzie pokrzepiał i pozwalał mu cieszyć się pokojem. Mówię o pokoju, jaki można mieć w tej dolinie łez, gdzie każdy musi cierpieć swoje i może ze świętą cierpliwością zaskarbić sobie ów pełen pokój przygotowany w niebie. Żyjąc z dala od rozrywek światowych, miłosne spojrzenia kierowane od czasu do czasu na krucyfiks, [...] miłosne westchnienia [ku Bogu], pocieszą go bardziej niż wszystkie rozrywki i festyny świata, które pozostawiają gorycz. I jeżeli zadowolony przeżyje to życie, bardziej zadowolonym będzie się czuł w chwili śmierci, że wybrał stan zakonny. Jakże będzie pocieszony na myśl, że spędził swe lata życia na modlitwach, czytaniach duchowych, umartwieniach i innych pobożnych ćwiczeniach, a zwłaszcza jeśli w zakonie włączył się w zbawienie dusz swymi kazaniami i słuchaniem spowiedzi! To rzeczy, które w chwili śmierci powiększą w nim ufność wobec Jezusa Chrystusa, szczodrego w nagradzaniu tych, którzy trudzili się dla Jego chwały. Przejdźmy do konkuzji na temat twego wyboru. Ponieważ Pan wezwał cię do opuszczenia świata i bycia całkowicie dla Niego w życiu konsekrowanym, powiadam ci: raduj się i zarazem drżyj. Raduj się z jednej strony, dziękuj zawsze Panu, gdyż bycie wezwanym przez Boga do życia doskonałego jest łaską, której Bóg nie wszystkim udziela: Non fecit taliter omni nationi. Z drugiej strony drżyj, albowiem jeśli nie posłuchasz Bożego wezwania, wystawisz na wielkie niebezpieczeństwo swe zbawienie wieczne. Nie mam tu dość miejsca, by opowiedzieć ci o wielu przykładach młodzieńców, którzy zignorowali powołanie, przeżyli życie nieszczęśliwie i tak samo nieszczęśliwie umarli. Bądź pewien tego, że jeśli twe powołanie okaże się prawdziwe, a pozostaniesz w świecie, nie zaznasz pokoju i twa śmierć będzie bardzo niespokojną z powodu wyrzutu sumienia, jakie będzie cię wtedy męczyło, że nie usłuchałeś się Boga powołującego cię do stanu zakonnego. Na końcu twego listu chciałeś, abym ci powiedział, czy w przypadku nie odczuwania pociągu do życia zakonnego, lepiej by było ożenić się, jak tego chcą rodzice, lub zostać księdzem diecezjalnym. Odpowiadam ci: stanu małżeńskiego nie mogę ci poradzić, podczas gdy św. Paweł nikomu go nie zaleca, chyba że byłaby taka konieczność z powodu niepohamowanej zmysłowości cielesnej, której braku jestem pewien w twoim przypadku.

Co do bycia kapłanem diecezjalnym zważ, że takowy ma kapłańskie obowiązki pośród rozproszeń oraz niebezpieczeństw właściwych dla osób świeckich, gdyż żyjąc w świecie nie jest w stanie uniknąć problemów we własnym domu, z powodu krewnych, oraz niebezpieczeństw dla duszy. Będzie miał pokusy we własnym domu, nie mogąc zapobiec temu, by nie było w nim kobiet, krewnych, osób pomagających lub obcych. Powinieneś tam zaszyć się w osobnym pokoju i nie zajmować się niczym innym jak sprawami Bożymi. To jednakże jest bardzo trudne w praktyce i toteż mało jest kapłanów, którzy we własnym domu dążą do świętości. I odwrotnie – wstępując do zakonu o ścisłej regule będziesz wolny od męczących myśli o jedzeniu i ubraniu, gdyż tam we wszystko zaopatrzy cię klasztor. Nie będziesz miał tam krewnych, którzy by cię niepokoili; nie wejdą tam kobiety mącące myśli. I tak daleki od zgiełku świata nie będziesz miał nikogo, kto by ci przeszkadzał w modlitwach i skupieniu. Powiedziałem klasztor o ścisłej regule, ponieważ jeśli chciałbyś wstąpić do innego, gdzie żyje się w luźny sposób, lepiej jest, abyś został we własnym domu i starał się zbawić duszę, jak tylko możesz. Wstępując bowiem do wspólnoty, gdzie panuje luźna atmosfera, naraziłbyś się na niebezpieczeństwo zatracenia się. Jakkolwiek wstąpiłbyś z postanowieniem modlenia się i myślenia jedynie o Bogu, mimo to, pociągany złym przykładem współtowarzyszy oraz wyśmiewany i nawet prześladowany – jeśli nie będziesz chciał żyć tak jak oni – zaniechasz wszystkich nabożeństw i będziesz postępował tak, jak inni. Jeśli więc Bóg raczy udzielić ci łaski powołania, uważaj, by zachować je, polecając się często Jezusowi i Maryi w swych modlitwach. I wiedz, że jeśli postanowisz oddać się cały Bogu, demon odtąd zwiększy swe wysiłki kusząc cię, abyś popadł w grzech a zwłaszcza abyś stracił powołanie. Pozdrawiam Cię i proszę Pana, aby uczynił cię całego swoim.

15.06.2015

Spowiedź

Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego stara się oddalić dusze od Jezusa, wpajając w nie obawy takie jak wyolbrzymiony lęk złego wyspowiadania się. Oto fragment listu jednej dziewczyny:

Jednym z mioch podstawowych problemów jest to, że nie wiem czy robię różne rzeczy dobrze: czy się dobrze spowiadam, czy dobrze przyjmuję Komunię św. , czy dobrze się modlę... i ta niepewność sprawia, że unikam Komunii św., modlitwy, itd. Gdybym tylko była pewna z uprzedzeniem, że Pan będzie zadowolony z mojej spowiedzi, natychmiast bym pobiegła. Niestety zatrzymuję się przed Bogiem, który jest Miłością, który może wzywa mnie, żebym się Jemu poświęciła, ale boję się do Niego zbliżyć. Módl się za mnie, aby Pan dał mi odwagę do czynienia tego, czego On ode mnie oczekuje!

Droga Siostro w Chrystusie,
                                              Od wielu miesięcy piszemy do siebie maile, cieszę się, że w tym czasie kontynuowałaś trwanie w drodze duchowej i w rozeznawaniu powołania. Nie powinnaś się zatrzymywać, lecz postępować na drodze doskonalenia chrześcijańskiego. Nie martw się zbytnio popełnionymi grzechami, bo Pan jest dobry i chętnie nam przebacza, gdy spowiadamy się ze szczerą skruchą. Żadna dziewczyna nie jest godna, aby zostać Oblubienicą Jezusa, ponieważ On jest Bogiem, podczas gdy my, synowie Ewy, wszyscy jesteśmy grzesznikami. Kiedy Pan udziela jakiejś osobie łaskę powołania do życia konsekrowanego, nie czyni tego na podstawie zasług, lecz z czystej miłości. Jeśli zostaniesz siostrą zakonną (ma wielka nadzieję, że tak się stanie!), nie będzie to dzięki Twoim zasługom, ale tylko dlatego, że Jezus tak chciał, bo On jest dobry. Diabeł nie chce, abyś żyła po chrześcijańsku, dlatego stara się oddalić Cię od Jezusa doprowadzając cię do smutku i obaw. Kiedy jakaś osoba jest zalękniona i zdemoralizowana, dla demona łatwo odciągnąć ją od modlitwy i od Komunii. Nie możesz wpadać w taką pułapkę.

Ty nie możesz już żyć bez Jezusa, ponieważ kiedy twoja miłość do Niego jest chłodna, bardzo cierpisz w swym sercu. Musisz bardzo kochać Jezusa, gdyż w świecie jest wiele rozproszeń i pokus; oto dlaczego mam wielką nadzieję, że będziesz mogła wstąpić do jakiegoś klasztoru. Tam będzie ci łatwiej żyć po chrześcijańsku w sposób żarliwy, tam będziesz mogła myśleć tylko o tym, by kochać Boga całym sercem, bez rozpraszania się niepotrzebnymi ziemskimi rzeczami.

Musisz spróbować żyć po chrześcijańsku w sposób radosny, musisz próbować oddalać od siebie niepotrzebne lęki. Musisz modlić się codziennie bez obaw, że modlisz się źle, ważne jest, że nie rozpraszasz się z własnej woli podczas modlitwy. Ponadto byłoby pięknie gdybyś dialogowała z Jezusem i Maryją. Tak, możesz rozmawiać po bratersku z nimi, opowiadając o swoich problemach, o swoich cierpieniach, o swoich pragnieniach, ale przede wszystkim mówiąc, że ich kochasz i że chcesz ich kochać przez resztę wieczności, itd. Święty Alfons Maria Liguori napisał piękną książeczkę, która wyjaśnia w jaki sposób należy rozmawiać z Bogiem.

Co się tyczy spowiedzi, nie bój się; istotne jest żałować popełnionych win, później wystarczy wyznanie grzechów śmiertelnych, ale jeśli chcesz możesz wyznać także te lekkie. Aby popełnić grzech ciężki musisz być w pełni świadoma, że to co czynisz bardzo Boga obraża i w pełni na to pozwalasz.jeśli zaś nie wiedziałaś, że coś było poważną materią lub nie miałaś pełnej świadomości, lub też nie było w tym pełnego przyzwolenia woli, możesz być pewna, że nie popełniłaś grzechu śmiertelnego. Jeśli nie możesz przysiąc, że jakiś czyn był z całą pewnością grechem ciężkim, nie jesteś zobowiązana, by go wyznawać. Poprzez rozgrzeszenie odpuszcza się wszystkie grzechy, także te których nie wyznałaś nie będąc pewna czy są śmiertelne. W każdym razie jeśli twój spowiednik jest dobrym kapłanem, możesz opowiedzieć mu o swoich wątpliwościach sumienia i on ci pomoże zrozumieć czy były to grzechy śmiertelne, lekkie czy też zwykłe skrupuły.

Diabeł nie chce, żebyś przyjmowała Komunię św. , ponieważ w ten sposób jednoczysz się z Jezusem: On staje się cały twój, a ty stajesz się cał Jego. Kiedy Jezus jest w Tobie, powinnaś mówić do niego słowa miłości, mów Mu, że Go kochasz i że chcesz kochać Go jeszcze bardziej, bo On na to zasługuje. Mów Mu, że jesteś gotowa oddać Mu swoje życie, że chcesz kochac tylko Jego, że chcesz, aby wszystkie dusze Go kochały, aby On królował nad wszystkimi sercami ludzkimi, aby wszystkie dusze się zbawiły i poszły do Nieba kochać Go na zawsze, że wolałabyś umrzeć niż popełnić choć jeden grzech w pełni świadomie, itd.

Masz delikatne sumienie, więc kiedy nie jesteś pewna czy popełniłaś grzech ciężki, powinnaś zakładać, że go nie popełniłaś. Osoby o wrażliwym sumieniu, gdy popełniają grzech ciężki nie mają wątpliwości, lecz są tego pewne . Po tym jak sięwyspowiadałaś, możesz kontynuowć przystępowanie do Komunii świętej aż do momentu, w którym będziesz pewna, że popełniłaś grzech ciężki. Teolodzy nauczają, że jeśli masz wątpliwości czy jesteś w stanie łaski uświęcającej czy też w grzechu, możesz nadal przyjmować Komunię św., ale dobrze wpierw odmówić ze skruszonym sercem akt żalu, czyli modlitwę, w której przepraszasz Boga za wszystkie Twoje winy, nie tyle przez wzgląd na kary, na które zasłużyłaś, ale przede wszystkim ponieważ obraziłaś Tego, który jest nieskończenie dobry i godny tego by być kochanym ponad wszystko, jednocząc się z Nim w Komunii św, oddalisz skrupuły, ale przede wszystkim oddalisz pokusę diabła, którychciałb Cię trzymać z daleka od Komunii św., tj. od Jezusa. Komunia św. da Ci siłę, by oprzeć się pokusom, da ci większy zapał do modlitwy i pozwoli Ci rozpalić się w miłości Boga i bliźniego.

Mam nadzieję, że pomocne Ci było moje dzielenie się, ale pozostaję zawsze do Twojej dyspozycji, gdybyś potrzebowała jeszcze jakichś wyjaśnień.

W Jezusie i Maryi,

Cordialiter

10.06.2015

Doświadczenie z życiem zakonnym

Przeprowadziłem wywiad z pewną dziewczyną mającą bogate doświadczenie z życiem zakonnym, spędziła ona kilka lat w klasztorze klauzurowym, z którego wyszła z powodów zdrowotnych. By zachować jej anonimowość nadałem jej pseudonim Gemma, z racji jej nabożeństwa do św. Gemmy Galgani.

Droga Gemmo, przede wszystkim dziękuję ci za twoją bezinteresowną przyjaźń. Tym razem chcę zadać ci parę pytań na temat wątpliwości dotyczących powołania.

- Niektóre osoby po nawróceniu się czują pociąg do życia zakonnego, jednakże wątpią, czy mają powołanie, gdyż myślą, że nie są go godne z powodu grzechów w przeszłości. Ale czy Bóg może wzywać do życia konsekrowanego również takie dusze, które żałowały za grzechy śmiertelne popełnione w przeszłości?

- Założywszy, że nie ma świecie stworzenia godnego otrzymania daru powołania zakonnego, mówię ci, że nawet jeśli dana osoba popełniłaby grzechy śmiertelne w swoim życiu przed nawróceniem się, jeśli naprawdę wierzy w miłosierdzie Boże, dobrze wie, że poprzez szczerą skruchę z postanowieniem nie grzeszenia więcej, otrzymuje się przebaczenie grzechów w sakramencie pokuty i pojednania. Obmyta i oczyszczona przez Krew Chrystusa staje się czysta jak śnieg. To pokusa i także brak pokory wierzyć, że nie możemy otrzymać tego daru od Boga, czyżby Stworzyciel nie znał dobrze duszy, którą stworzył? Czyżby się pomylił? Jest wielką zarozumiałością z naszej strony sądzić, iż mamy słuszne kryteria oceny wyborów Bożych. Nie zapominajmy, że Jezus po całej nocy spędzonej na modlitwie wybrał dwunastu mężczyzn, o których nie możemy powiedzieć, jakoby byli wzorami świętości czy przykładami cnót! Uważam, że kiedy człowiek otrzymuje dar, powinien jedynie podziękować, a w przypadku powołania powiedziałabym, że nie starczy wieczności na podziękowanie. Oczywiście, kiedy było się dobrym, łatwo jest pozwolić się kochać, ale kiedy się było złym naprawdę upokarzającą rzeczą jest być kochanym mimo wszystko. Tak więc, wystarczy pomyśleć, spojrzeć na przeszłość, uczynić akt pokory i przyjąć z wiarą ów wielki dar, jakiego Pan udziela temu, komu chce, według swoich kryteriów a nie naszych, dzięki Bogu!

- Dobrze znasz życie klasztorne. Czy diabeł próbuje kusić osoby konsekrowane wątpliwościami wokół powołania? Dlaczego to czyni?

- Diabeł czyli ten, kto próbuje zawsze pozbawić dzieci Bożych szczęścia, nie znosi widoku stworzenia zażywającego radości z poświęcenia się Panu, i wiele da, by oderwać stworzenia od takiego zamiaru, siejąc w ich myślach i sercu wiele wątpliwości dotyczących powołania. On również dobrze wie, że osoby konsekrowane ofiarują całe swe życie na wyrywanie mu dusz, tak bardzo nienawidzi mniszek, że nazywa je pogardliwie ‘głowami w bandażach’!, wymyśliłby cokolwiek, by tylko skłonić je do porzucenia życia zakonnego. W szczególny sposób pracuje w nowicjatach, ponieważ wie, że brak doświadczenia i niepewność w pierwszych etapach życia zakonnego sprawia, że osoby są bardziej kruche i słabe, ale jeśli dobrze przylgnęły do Pana, ufają w Jego pomoc, dzięki nieustannej modlitwie wszystkie wątpliwości znikają, a dusza może iść dalej bez dezorientacji.

- Kiedy dana osoba ma wątpliwości do do powołania, wypada, aby zwierzyła się swojemu kierownikowi duchowemu lub przełożonej klasztoru, jeśli jest nowicjuszką?

- Jest rzeczą bardzo ważną, aby, gdy tylko pojawią się w umyśle wątpliwości odnośnie powołania, pomówić o tym czy to z kierownikiem duchowym, czy z przełożoną, którą w przypadku mniszki może być mistrzyni nowicjatu lub z przeoryszą, jeśli jest się już po profesji, gdyż ze względu na wspólnotę przełożeni muszą ocenić, czy powołanie jest prawdziwe czy nie. To bardzo ważne także dlatego, że jeśli to tylko pokusa, to poprzez rozmowę natychmiast jest demaskowana. Przypominam sobie istotnie, że wielu świętych, między innymi św. Tereska od Dzieciątka Jezus, mieli również w przeddzień profesji straszne wątpliwości co do powołania, ale gdy tylko porozmawiali o tym z osobami, które ich prowadzili, znikały! Niestety, nieprzyjaciel jest uparty w kuszeniu także i osób zakonnych po 50 latach życia zakonnego, niesamowita rzecz! Dlatego trzeba być zawsze czujnym, gdyż on nie robi sobie nigdy wakacji, na emeryturę niestety także nie przechodzi!

- Dziękuję ci za odpowiedzi. Cenię sobie bardzo twą serdeczną i braterską przyjaźń, którą odwzajemniam bardzo chętnie.

- Drogi bracie, mam nadzieję, że udzieliłam wyczerpujących odpowiedzi. Pragnę podziękować ci za cudowny przydomek, jaki mi dałeś nazywając mnie ‘Gemmą’, bardzo mi się spodobał, był to czuły gest od brata duchowego, który zrozumiał, jak bardzo cierpię. Pozdrawiam cię i dziękuję za twą przyjaźń. Niech Bóg cię błogosławi.

05.06.2015

Powolanie

Przytaczam parę fragmentów listu pewnej dziewczyny, którą pociąga życie zakonne i chciałaby zostać siostrą zakonną...


Szanowny Cordialiter,
                                     […] widzę, że udało Ci się bardzo dobrze odczytać myśli mojego serca. W istocie czuję pociąg do życia zakonnego, ale nie mogę pojąć, do jakiego zakonu Pan mnie wzywa. W pewnym sensie „sympatyzuję” z […], ale doceniam je – jak Ci już powiedziałam – ze względu na ich ubóstwo, regułę, rygor w życiu zakonnym oraz zaangażowanie dla Tradycji. Problem jest taki, że czasem nachodzą mnie wątpliwości, pytam się sama siebie, czy tylko te rzeczy wystarczają, by twierdzić, iż Pan wzywa mnie do tego zakonu.

[…] Bardzo mi przykro widzieć, jak wielu ludzi po wejściu do kościoła zwraca się do posągów świętych i nie zaszczyca nawet jednym spojrzeniem tabernakulum, gdzie realnie jest obecny Jezus.
[…] Ostatnio odkrywam św. Alfonsa Marię Liguori i coraz bardziej mnie zadziwia mnie, jak udało mu się połączyć nabożeństwo maryjne z eucharystycznym. Dziękuję Ci za cenną posługę, jaką spełniasz swoim blogiem.

W Jezusie i Maryi

(podpis)


Najdroższa w Chrystusie,
                                             bardzo się cieszę, że czujesz pociąg do życia zakonnego i chciałabyś zostać siostrą zakonną. Kiedy w październiku powiedziałaś mi, że jesteś 25-letnią dziewczyną, „obawiałem się”, że mogłabyś oddać swe serce jakiemuś biednemu stworzeniu ludzkiemu. Wyjść za mąż jest dozwoloną rzeczą, ale jak naucza św. Paweł, kobiety zamężne myślą głównie o podobaniu się swoim mężom. My natomiast wiemy, że naszym prawdziwym celem na tej ziemi jest zbawienie duszy i oddanie chwały Bogu. Wstępując do dobrego zakonu ma się wiele możliwości zbawienia i zostania świętym. Z tego powodu gorąco proszę Boskiego Odkupiciela, aby Cię obrał za swą czystą oblubienicę.

Odwagi, tak bardzo potrzebne są siostry zakonne, gorliwe o dobro dusz i większą chwałę Bożą. Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego zrobi wszystko, byś nie wybrała drogi życia, jaką chce Bóg dla Ciebie, ale musisz się stanowczo temu opierać i walczyć jak odważny żołnierz. Mam nadzieję, że będziesz mogła spędzić parę dni w zakonie, by móc wybrać drogę życia, do której Bóg Cię wzywa. By zostać siostrą zakonną trzeba pokonać wiele przeciwności, ale warto to uczynić. Przez trudy do celu!
Pozdrawiam Cię bratersko w najświętszych Sercach Jezusa i Maryi

Cordialiter

30.05.2015

Gorliwość błogosławionej Marii Deluil-Martiny o zbawienie dusz

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny, heroicznej założycielki Córek Serca Jezusowego]

Trzeba zdobywać dusze dla Jezusa Chrystusa. Wysiłkom piekielnym, by wyrywać dusze Jezusowi, przeciwstawimy gorliwość oraz oddanie miłości. Jakże myliłaby się dusza, która przyszłaby szukać w tym Instytucie wyłącznie własnej doskonałości! Córka Serca Jezusowego musi być nie tylko drugim Jezusem Ukrzyżowanym w duchu ofiary i dobrowolnej pokuty, czy drugim Jezusem-Hostią w duchu ofiarowania i nieustannego poświęcania się, lecz musi być również drugim Jezusem-Zbawicielem dopełniając w sobie samej tego, co Jezus Chrystus musi cierpieć w nas, dla kształtowania Swego Ciała, którym jest Kościół, w tych samych intencjach ofiary naszego Pana, jakimi są chwała Boża oraz zbawienie dusz. Owe pokorne Zgromadzenie nie zostało założone jedynie dla zbawienia i świętości jego członków, ale by ci jego członkowie zabiegali – z pomocą łaski i z całych swych sił – o zbawienie dusz oraz angażowali się w służbę sprawom Serca Jezusowego, Kościoła świętego oraz kapłaństwa katolickiego – za pomocą modlitwy, ofiary, szerzeniu nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusowego oraz do Maryi Niepokalanej, Królowej i wspomożycielki Kościoła.

A jak będziemy mogły wznieść się z głębi naszej nędzy do rzeczy tak wzniosłych? Siostry, uczynimy wszystko za pośrednictwem Jezusa Chrystusa; poprzez nasze zjednoczenie z Jego Sercem oraz Jego Ofiarą, poprzez ofiarowanie Jego nieskończonych zasług i kielicha Jego Krwi Przenajdroższej. Uczynimy wszystko przez Maryję, biorącą udział w Boskiej ofierze i będącą zawsze pomocą Kościołowi przeciwko swym nieprzyjaciołom, która po zniszczeniu wszystkich herezji, zniszczy także wielką apostazję społeczeństwa obecnych czasów.


25.05.2015

Zostać siostrą klauzurową

Pewna dziewczyna napisała do mnie list, w którym podzieliła się wrażeniami z odwiedzin u sióstr Córek Serca Jezusa założonych przez błogosławioną Marię Deluil-Martiny.

Drogi D.,
                nigdy nie znajdę odpowiednich słów, by podziękować Ci za polecenie mi Zgromadzenia Córek Serca Jezusa. Czas spędzony z siostrami był niezwykłym doświadczeniem, które zapaliło płomień w moim sercu. Siostry ze wspomnianego zgromadzenia wydają się być aniołami na ziemi. Okazały mi miłość i wielką dyspozycyjność. Widać, że prawdziwie kochają serce Jezusa i Maryi, a ich modlitwa jest jak nieprzerwany hymn chwały zanoszony bez oznak zmęczenia, za to z wielką radością.

W trakcie pobytu u sióstr modliłam się bardzo intensywnie i prosiłam Pana, by wskazał mi drogę, na której będę mogła kochać Go coraz bardziej. A dzisiaj, tuż przed odjazdem, w czasie Mszy św. podczas ostatniej pieśni dziękczynnej moje serce zaczęło silnie bić, a następnie zaczęłam płakać wbrew własnej woli. To było przeżycie, które trudno opisać. Jak bardzo kocha nas Jezus! Jak bardzo Jego serce płonie miłością do nas!!!

Jeszcze raz dziękuję za wszystko, a szczególnie za twoją pomoc!

Pozdrowienia w sercu Jezusa i Maryi.

(własnoręczny podpis)

15.05.2015

Trzeba kochać Jezusa Chrystusa

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny, heroicznej założycielki Córek Serca Jezusowego]

Celem szatana i ideałem sekt jest wyrzucenie Jezusa Chrystusa ze świata, usunięcie nawet pamięi o Jego nauce i wyrywanie Mu dusz; trzeba zatem, Siostry, kochać Jezusa Chrystusa, zjednoczyć się z Nim, naśladować Go oraz zdobywać Mu dusze. Trzeba kochać Jezusa Chrystusa i jednoczyć się z Nim. Kochajmy Go jako dziewice i oblubienice; rzucajmy do Jego najświętszych stóp nasze lilie, które dzięki Niemu samemu wzrosły, zanurzając je w Jego Krwi Najdroższej i których zapach tylko On będzie wdychał. Instytut jest przede wszystkim dziełem miłości, dlatego przyjmuje on tylko dusze pełne miłości wspaniałomyślnej, delikatnej, żarliwej. Oto dlaczego poświęciłyśmy się Sercu Jezusa, ośrodkowi miłości, oto dlaczego zgromadziłyśmy się wokół Eucharystii, arcydzieła Miłości. Eucharystia to Bóg z nami, daje nam spożywać Miłość, daje nam rzeczywiste zjednoczenie z Jezusem Chrystusem. Musimy chwalić Jezusa Chrystusa adoracją, ogromnym poszanowaniem, żywą wiarą oraz cnotą zakonną w jej najwyższym stopniu, otrzymaną od Jezusa, aby wznosiła się z naszych dusz do Niego oraz przez Niego do Trójcy Przenajświętszej. Poświęćmy nasze serca, aby ugasić – jak to tylko możliwe – palące pragnienie Jezusa bycia poznanym i kochanym przez swe stworzenia. Wobec wyrafinowanej nienawiści piekielnej chcemy dać Jezusowi wszystką delikatność miłości, która współczuje, wynagradza, wszystko dzieli i niczego nie odmawia; miłości, która wykrada Sercu Ukochanego sekrety Jego żarliwej miłości, trawiącego Go zapału, Jego agonii, cierpień, poświęceń; miłości, która daje życie za życie i dla chwały Bożej gotowa jest przelać swoją krew. Oto dlaczego staramy się spełnić pragnienia Serca Jezusowego. Oto dlaczego szukamy w Niepokalanym Sercu Maryi, źródle czułości i miłości oraz w Jej ostatnich latach ziemskiego życia naznaczonych męczeństwem miłości, wzoru dla naszych uczuć i naszego życia. Oto dlaczego ofiarujemy wszystko i nas same temu, co Serce Jezusa najbardziej ukochało.

10.05.2015

Miłość nie jest kochana

[Z pism błogosławionej Marii Deluil-Martiny]

Najdroższe Siostry i Córki, chciałabym przedstawić wam niebieską Pasję Jezusa Chrystusa. Przyszedł On na ziemię, by przynieść ogień Miłości; czegóż mogę pragnąć, jeśli nie tego, by rozpalił wasze dusze? Chciałabym was widzieć spalane przez tę miłość; ale nie przez miłość pragnień czy bezowocnych uczuć, lecz przez miłość wyrażaną w czynach i prawdzie, zawierającej się w największym oddaniu oraz pozwalającej się prowadzić przez Ukochanego aż po największą ofiarę.

By dodać płomieni waszemu ogniowi miłości przypominam wam i uzmysławiam, jak bardzo nienawidzony jest w tym czasie Ten, którego kochamy; jak bardzo wzgardzany jest Ten, którego uwielbiamy; jak bardzo znieważany jest Ten, któremu służymy klęcząc.

Miłość nie jest znana, Miłość nie jest kochana, Siostry moje! Kiedy ujrzałam nienawiść świata do Boga będącego Miłością; wzgardę i zniewagi świata wobec Tego, który jest Panem wszelkiej władzy na niebie i ziemi; kiedy ujrzałam wojsko szatana niszczące szereg dusz, dla których mój Zbawiciel przelał swoją Krew, moje serce roztopiło się w mojej piersi jak wosk, i powodowana miłością pragnącą czynić tyle ile to w jej mocy oraz wierząc, że wszystko jest możliwe, odważyłam się poprosić Bożą Miłość, by utworzyła mały zastęp dziewic, które byłyby ziemskimi serafinami, duszami gotowymi na cierpienie, żarliwymi w swym oddaniu i nic, z wyjątkiem posłuszeństwa należnemu przełożonym, nie mogłoby zatrzymać ich na drodze ofiary; duszami całkowicie oddanymi Bożemu działaniu, w którym spełniłyby się w pełni plany miłosierdzia; duszami eucharystycznymi wynagradzającymi oraz apostolskimi; duszami-hostiami zjednoczonymi z Jezusem, przemienionymi w Niego, ofiarowanymi i złożonymi w ofierze przez Niego, które nie żyłyby już same, ale w których On żyłby, których życie byłoby ukryte z Nim w Bogu; Hostiami żywymi, w których w pewien sposób dopełniłby swej Męki, i którymi rozporządzałby według upodobania dla swej chwały.

Siostry, czy to tylko moje marzenie? Do was należy odpowiedź, do was udowodnienie Jezusowi waszym porywem oraz wspaniałomyślnością serca, że nie wezwał was na próżno do swego sanktuarium, wokół swego ołtarza! W pokoju waszych klasztorów ledwo dochodzi dalekie echo bluźnierstw świata. Nie ulega wątpliwości jednakże, że przed wstąpieniem do zakonu i również po, dostrzegłyście nieco z grzechów naszych czasów – na podstawie obrazu społeczeństwa, wydarzeń rozgrywających się na waszych oczach i dzięki chrześcijańskiemu instynktowi waszych dusz. Bolejące z powodu zniewag wyrządzonych Bogu zdecydowałyście poświęcić się całe Jemu modląc się i wynagradzając.

05.05.2015

Kapłan musi być gorliwy o dobro dusz nie myśląc o wzbogacaniu się

[Fragment z encykliki Piusa XI „Ad catholici sacerdotii”]

Biada kapłanowi, który nie pomny na obietnice Boże okaże się "chciwy zysku szkaradnego" (Tyt. I, 7) i zmiesza się z tłumem i upodobni się do świeckich ludzi, na których słowami Apostoła tak Kościół się użala: "Wszyscy swego szukają, a nie tego, co jest Jezusa Chrystusa" (Filip II, 21). W ten bowiem sposób nie tylko sprzeniewierzyłby się obowiązkom swoim, ale stałby się też przedmiotem pogardy dla powierzonego pieczy swej ludu; zauważyłby on bowiem niewątpliwie, że życie jego nie zgadza się z owymi zasadami Ewangelii, które Mistrz Boży jasno obwieścił, a on ludowi ma głosić: "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie sól i rdza niszczą i gdzie złodzieje wykopują i kradną, ale gromadźcie sobie skarby w niebie" (Mat. VI, 19, 20). Jeśli rozważymy, że niska chciwość, jak o tym z żalem opowiadają Ewangeliści, doprowadziła Judasza, jednego z apostołów Chrystusa, "jednego z dwunastu", do upadku i zguby, zrozumiemy łatwo, ile niezmiernych szkód wyrządziła ta chciwość Kościołowi w ciągu wieków. Chciwość bowiem, którą Duch Święty nazywa "korzeniem wszelkiego złego" (I Tym. VI. 10), może człowieka doprowadzić do najgorszej zbrodni; a chociażby kapłan nie posunął się tak daleko, jednak pod wpływem zgubnej tej namiętności stanie w jednym szeregu z wrogami Boga i Kościoła i świadomie czy nieświadomie dopomoże do urzeczywistnienia niecnych ich zamiarów.

Natomiast prawdziwa i szczera powściągliwość wobec dóbr ziemskich pozyska kapłanowi wszystkie serca; tym więcej, że serce kapłańskie, oderwane od świata i moc swą czerpiące z wiary, przepełnione jest wielkim miłosierdziem ku wszystkim nieszczęśliwym i cierpiącym. Miłosierdzie to czyni go naprawdę ojcem ubogich. Pamiętając na słowa Jezusa Chrystusa: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili" (Mat. XXV ,40), otacza ubogich i obejmuje miłością samego Zbawiciela.

30.04.2015

Zbawieniu dusz

Pewna młoda czytelniczka rozeznająca swe powołanie napisała mi długi list, w którym mówi o zbawieniu dusz.

Dziękuję Ci [...] Stało się to już zdrowym przyzwyczajeniem zaglądać codziennie do Twojego bloga, pociesza mnie czytanie o wszystkich tych dziewczynach, które we współczesnych czasach zakochują się w Jezusie. Św. Tereska zawsze mnie fascynowała, ale nie czytałam jeszcze „Dziejów duszy”. Z „rozkazu” kierownika duchowego muszę najpierw skończyć czytać dzienniczek św. Faustyny (która mi się śni) a potem wezmę „Dzieje duszy”. […] Od paru dni mam taką myśl, że muszę ratować dusze. W ubiegłą niedzielę podczas adoracji mój kapłan przeczytał parę fragmentów napisanych przez siostrę Łucję odnośnie małej Hiacynty i jej pokut dla ratowania grzeszników. Wtedy poczułam się mniej niż nic, gdyż zrozumiałam, że mamy dziennie tysiące okazji, aby ofiarowywać pokuty, a nigdy się nie staramy tego czynić. Zbyt łatwo jest nam pływać w naszych wygodach. Zaczęłam czynić małe pokuty ofiarując je za dusze czyśćcowe (bardzo mi bliskie i w których intencji nie omieszkuję nigdy ofiarowywać codziennej Komunii świętej) oraz dla nawrócenia serc najbardziej zatwardziałych. Ale w ostatnich dniach poprosiłam także dobrego Jezusa, by zasugerował mi nowe formy pokuty, gdyż jestem zbyt przywiązana do siebie samej a mój umysł zbyt bardzo jest zdominowany przez miłość własną, by pozwolić się uniżać dla innych.
(podpis)

Najdroższa siostro w Chrystusie,
                                            dziękuję Ci za listy pełne duchowego namaszczenia, jakie mi piszesz. Naprawdę cieszę się, że pociąga Cię życie zakonne, proszę Boga, abyś mogła być wytrwała w okresie rozeznawania powołania, które rozpoczęłaś.

Raduję się wiedząc, że płoniesz pragnieniem ratowania dusz, ale serce me boleje stwierdzając, że dziś rzadko (bardzo rzadko) słyszy się o zbawieniu czy potępieniu wiecznym dusz. A przecież myśl o wieczności powinna być jednym z kluczowych tematów w życiu chrześcijanina. „In omnibus operibus tuis, memorare novissima tua, et in aeternum non peccabis (We wszystkich sprawach twoich pamiętaj na ostatnie rzeczy twoje, a na wieki nie zgrzeszysz [Ekli 7, 40]) Pismo Święte zachęca każdego do rozważania „rzeczy ostatecznych”, które są prawdami wiary otrząsającymi duszę z odrętwienia. Wielki św. Alfons Maria Liguori na ten temat napisał wiele budujących książek, między innymi „O tym, co w życiu najważniejsze”. Gdyby więcej rozważano śmierć, sąd, piekło i niebo rzeczy w świecie z pewnością lepiej by się potoczyły. Ach, mylą się pewne osoby łudząc się, że po śmierci wszyscy pójdą do nieba. Siostra Łucja z Fatimy powiedziała, że widziała dusze spadające do piekła, liczne niczym płatki śniegu.

13 sierpnia 1917 Matka Boża fatimska powiedziała, że wiele dusz idzie do piekła, ponieważ nie ma nikogo, kto by się poświęcał i modlił za nie. Ten, kto jest potępiony, jest już stracony na zawsze, ale trzeba modlić się za żywych, aby nikt więcej nie szedł do piekła, gdzie nie można już kochać Boga i żyje się na zawsze odłączonym od Niego pośród niewyobrażalnych mąk.

Czynisz zatem bardzo dobrze, że modlisz się i poświęcasz dla nawrócenia dusz. Czynisz to dla dobrego Jezusa, aby był kochany przez możliwie największą liczbę osób. Chrystus musi królować w naszych sercach!

Niektórzy myślą, że zakonnice są bezużyteczne. W rzeczywistości ich istnienie jest arcyważne dla życia Kościoła, gdyż bez ich modlitw i pokut byłoby o wiele mniej nawróceń. Ach, gdyby klasztory były tak liczne jak bary, świat byłby z pewnością lepszy, a dusze nie wpadałyby więcej do piekła niczym płatki śniegu. Zachęcam Cię do żarliwej kontynuacji Twego apostolatu modlitwy i pokuty dla dobra dusz i większej chwały Bożej.

W Sercu Matki
Cordialiter

25.04.2015

Kierownictwo duchowe

Pewna dziewczyna, śledząca blog z zagranicy, poprosiła mnie o kilka rad, jak wybrać kapłana do kierownictwa duchowego…

Droga Siostro w Chrystusie Panu,
co do kierownika duchowego, możesz uczynić tak: kiedy pójdziesz do spowiedzi i spostrzeżesz, że kapłan jest światły, miłosierny oraz rozważny, po wyznaniu grzechów możesz więc zacząć rozmawiać z nim (pozostając nadal w konfesjonale) na duchowe tematy, na których ci zależy i zwierzyć się mu z tego, co uważasz za stosowne. Jeżeli po kilku takich razach widzisz, że ów kapłan rozwiązał twoje problemy duchowe i udzielił ci dobrych rad, które pozwoliły Ci postąpić naprzód w życiu duchowym, możesz zatem oznajmić mu, iż chcesz go obrać za swego kierownika duchowego. Jeżeli natomiast zauważysz, że jego kierownictwo duchowe było bezużyteczne czy szkodliwe, możesz w takim razie spokojnie zastąpić tego kapłana nowym kierownikiem duchowym. Według mnie łatwiej jest znaleźć dobrego kierownika wśród kapłanów zakonnych, niż wśród księży diecezjalnych.

Odnośnie wyboru kierownika duchowego mogę powiedzieć ci, że podstawową rzeczą jest, aby był osobą wzbudzającą zaufanie, inaczej kierownictwo okaże się bezużyteczne. Nie można proponować natychmiast wybranemu kapłanowi, aby był kierownikiem. Należy wpierw sprawdzić go przez jakiś czas, by zobaczyć, czy słuchając jego rad czynimy postępy w naszym duchowym życiu.

Trzeba zmienić kierownika duchowego, jeśli spostrzegamy, że jego kierownictwo staje się bezużyteczne czy szkodliwe. Bez sensu jest, gdy nie ma się ufności wobec niego, lub gdy on nie poprawia naszych wad, nie pobudza nas na drodze doskonałości chrześcijańskiej, nie pomaga nam w rozwiązywaniu naszych problemów, nie udowadnia swego zainteresowania naszą świętością, itd.

Kierownictwo duchowe staje się wręcz szkodliwe, jeśli zdamy sobie sprawę, że kierownik nie jest dostatecznie uczony, rozważny i miłosierny; jeśli toleruje nasze braki lub postrzega rzeczy z zbyt ludzkiego punktu widzenia; jeśli w czasie kierownictwa traci czas rozmawiając o błahych rzeczach, zupełnie obcych życiu duchowemu; jeśli próbuje nałożyć ciężary zbyt ciężkie; jeśli jego rady uwsteczniają nas zamiast pomagać nam w postępowaniu naprzód po drodze doskonałości chrześcijańskiej.

Jest bardzo ważne zobaczyć, czy traktuje cię miłosiernie i po ojcowsku. Bez miłosierdzia trudno jest pokładać w takim kierowniku konieczną ufność, by zwierzać się mu i mówić ze szczerością.

Pozdrawiam cię serdecznie w Jezusie i Maryi
Cordialiter

20.04.2015

Powołanie

Pewna dziewczyna napisała mi list...

Szczęść Boże!
Mam 19 lat i za rok matura oraz wybór drogi życiowej. Od 6 lat tj. od śmierci Jana Pawła II czuję powołanie. Niewątpliwie Bóg dawał znaki już wcześniej, ale ja byłam na nie ślepa. Gdy byłam małą dziwczynką nie modliłam się wogóle nawet nie chodziłam do kościoła. Zmieniło się to gdy byłam w gimnazjum. Bóg postawił na mojej drodze kapłana, ktory zauroczył mnie swoją postawą. Ewidentnie widziałm w nim Boga. Zaczęłam się modlić i chodzić do kościoła. Moja przyjaźń z Bogiem się pogłębiała, jednak na powołanie do zakonu nie chciałam się zgodzić. Bałam się tego. Ksiądz, któremu mogłam o wszystkim powiedzieć odszedł na inną parafię. Pojawił się kolejny kapłan, który jest obecnie moim kierownikiem. Bóg zabrał tzw. cukierki i pojawiły się ciemne noce. Czasami są bardzo ciężkie i myślę, że nie dam już rady, że braknie mi sił...wydaję mi się, że stoję w miejscu. Chciałabym tak szczerze opowiedzieć o tym kierownikowi, ale nie potrafię się otworzyć, a on jest bardzo delikatny i nie nalega. […] Minęło już tyle lat a ja nadal nie wiem jakie jest moje powołanie i czasami lękam się, nie wiem też o czym tak dokładniej mówić kierownikowi i jak się nie bać życia zakonnego?

Ogarniam modlitwą i pozdrawiam w Chrystusie.

(podpis)

15.04.2015

Powołanie misyjne

[Z pism bł. Józefa Allamano]

Bóg myślał o was od wiek wieków. Wezwał was do apostolatu jedynie ze swej dobroci. Nie potrzebuje niczego i nikogo. Wam uczynił tę łaskę, zamiast tylu innym, którzy byli jej bardziej godni i którzy być może lepiej by na nią odpowiedzieli. A dlaczego właśnie wam? Ponieważ ukochał was szczególną miłością. Powołanie misyjne jest dla tych, którzy kochają Pana i pragną uczynić Go znanym, gotowi do jakiejkolwiek ofiary. Nie wymaga się niczego więcej. To powołanie jest aktem opatrzności, z jakim Bóg wybiera co niektórych i wyposaża ich w talenty odpowiednie dla ewangelizowania ludzi w pogańskich krajach. Każdy kapłan jest z natury misjonarzem. Powołanie kapłańskie i misyjne nie różnią się istotowo. Nie wymaga się niczego, powtarzam, jak wielkiej miłości ku Bogu i zamiłowania do dusz. Nie wszyscy będą mogli spełnić pragnienie udania się na misję, ale takie pragnienie powinno być udziałem wszystkich kapłanów. Apostolat na terenach misyjnych jest pod tym względem najwyższym stopniem kapłaństwa. […] Ach, nie sądźmy, że to my zaszczycamy Boga, jeśli odpowiadamy na Jego wezwanie! To On czyni nam wielki dar. Czasem przychodzi zwątpienie, czy jesteśmy wezwani do apostolatu. To bolesna szkoda, która sprawia, że przepadają liczne powołania czy przynajmniej osłabiany jest zapał do dobrego przygotowania się do apostolatu. Czy macie to powołanie? Odpowiadam, że niekoniecznie trzeba mieć nadzwyczajne znaki, ani też nie trzeba się ich domagać. Nawet jeśli przybyłby anioł z nieba, moglibyśmy i tak wątpić, czy nie chodzi tu o złudzenie. Wystarczy mieć specjalny znak, który może wydawał się przypadkowy, podczas gdy Bóg go dał: lektura jakiegoś periodyku czy książki misyjnej, kazania o misjach, przykład kolegi, słowo proboszcza czy spowiednika, może też pewne okoliczności rodzinne, itd. Takie znaki wystarczają. Są zwyczajną drogą, jaką Bóg się posługuje, by wzbudzić w wybranej przez Niego osobie powołanie misyjne. […] O szczęśliwi wy, którzy usłyszeliście zaproszenie Boga, i upewnieni dzięki modlitwie i mądrym radom, odważnie oderwaliście się od waszego otoczenia, od wygód życiowych i przezwyciężając osądy oraz ludzkie pobudki, wstąpiliście do Instytutu, by przygotować się do misji. […] Gdybyś znał wielki dar, jaki uczynił ci Bóg wzywając cię do tego misyjnego instytutu! Po tym darze nastąpi potok kolejnych łask, jakich udzieli wam Jezus w Tabernakulum, jeśli będziecie umieli docenić powołanie i odpowiedzieć na nie. […] Ale czy wytrwacie w otrzymanym powołaniu? Nie wystarcza bowiem tylko być wezwanym, nie wystarcza odpowiedzieć na wezwanie, ani wstąpić do instytutu ani też pójść na misje. Nie wszyscy wezwani są wytrwali, gdyż nie wszyscy [dobrze] odpowiadają. Bycie wytrwałym, nie zapomnijcie o tym, jest obowiązkiem, kiedy w wolności przyjęliśmy stan i z którym złączyliśmy się uroczystymi obietnicami. To obowiązek względem Boga, któremu się ślubowało, i obowiązek względem nas samych. Jedynie ten, kto wytrwa aż do końca, usłyszy Boże wezwanie: „Przyjdź sługo dobry i wierny!”

10.04.2015

Pociecha dla duszy

Napisała do mnie pewna miła czytelniczka bloga, cierpiąca obecnie i potrzebująca otuchy w swym życiu duchowym.

"Cześć, mam 38 lat, nazywam się [...] i szukam kogoś, kto dałby mi rady, wskazówki: tyle razy odrzucałam łaskę powołania z powodów rodzinnych a teraz czuję się zawstydzona, zmieszana, niespokojna i czasem odczuwam taki smutek!!!!!

Piszę właśnie z sercem zalanym smutkiem i nie wiem co robić, jak się zachować, także dlatego że przeżywam trudny okres, nie tylko ja odczuwam w sobie małą wiarę, ale także i moi bliscy przeżywają trudne chwile [...]

Niech Bóg udzieli nam siły do pokonania tego wszystkiego!!....

Proszę, czekam z ufnością na odpowiedź."


Najdroższa siostro w Chrystusie Panu,
prywatnie wysłałem Ci długi list pocieszający Twą duszę, gdyż przykro mi wiedzieć, że masz serce zalane smutkiem. Kiedy czujemy się przygnębieni, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić jest oddać się w ręce Boga, który jest w stanie w pełni nas pocieszyć. Święci pośród wielu udręczeń każdego rodzaju znajdowali pociechę oddając się miłosiernej miłości Trójcy Przenajświętszej.

Kiedy czujesz się smutna i potrzebujesz kogoś do rozmów na tematy duchowe, nie wahaj się napisać do mnie. Nie martw się, dla mnie to żaden kłopot, przeciwnie, jest radością móc porozmawiać o rzeczach zbożnych i poczciwych. Św. Franciszek Salezy doradzał świeckim pielęgnować duchowe przyjaźnie, ponieważ w ten sposób osoby zachęcają się wzajemnie do praktykowania cnót chrześcijańskich.

W chwilach przygnębienia musimy pamiętać, że w tej dolinie łez jesteśmy tylko przez pewien czas i nasze życie prędko się zakończy. Jeśli będziemy wierni dobremu Jezusowi, będziemy mogli ostatecznie żyć w radości przez wieczność. Św. Franciszek mawiał: ‘Tak wielką rzeczą jest to, na co czekam, że każdy ból jest mi miłym.’

Poza tym, jeżeli z radością czy przynajmniej z poddaniem przyjmujemy cierpienia każdego dnia, możemy ofiarować je Bogu dla nawrócenia dusz odkupionych Krwią Chrystusa. Odwagi, nie zniechęcaj się, Jezus i Maryja nigdy Cię nie opuszczą. Trwajmy zjednoczeni na modlitwie i jeśli chcesz także listownie.

Pozdrawiam Cię bratersko w Chrystusie Królu i Maryi Współodkupicielce rodzaju ludzkiego.

Cordialiter

05.04.2015

Klasztor powolanie

Pewna dziewczyna napisała do mnie list, który chętnie publikuję.


Drogi Bracie!

[...] W sobie odkryłam umiłowanie do modlitwy przede wszystkim myślnej i sama raczej skłaniałabym się do pójścia do zakonu kontemplacyjnego (może też kontemplacyjno- czynnego). Jakkolwiek osobiście myślę, że ostatecznie najlepiej zweryfikuje to żywa praktyka rekolekcyjna w zakonie, do czego często sam namawiasz.

[...] Chciałabym zapytać Ciebie jeszcze o lektury duchowe, które koncentrują się na tematyce powołań zakonnych (chodzi o konkretne wskazówki, rozeznawanie itp.). Czy podałbyś parę propozycji książkowych, które sam przeczytałeś (może Alfonsa di Liguori, z którego dziełami się jeszcze nie spotkałam), czy pism innych wybrańców Bożych (?)

Bardzo Ci dziękuję za dotychczasowe wskazówki i chęć pomocy tak wielu duszom. Jeśli masz, będziesz miał natchnienie Ducha Św. dotyczące duszy mojej, to oczywiście napisz. Niech Ci Dobry Bóg błogosławi w tej pięknej służbie bliźnim.

Dręczącym jest fakt, iż te wszystkie starania trzeba czynić w ukryciu, szczególnie przed najbliższymi. Poznałam już, że wyjawienie tej sprawy szczegolnie rodzicom, spowodowałoby nawet wrogość. Ostatecznie jednak i tak całą swą Ufność pokładam w Jezusie Panu. Bracie D., wspomnij czasem na mnie w swoich modlitwach...

„Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” /św. Augustyn/

(podpis)


Droga siostra w Chrystusie,
                                              ta która chcę zostać siostrą zakonną z tej szlachetej przyczyny że pragnie poświęcić się służbie Bogu na zbawienie dusz, żyjąc z gorliwością weług Reguły własnego Zakonu, otóż właśnie ta obiawia znaki typowe dla prawdziwego powołania.

Radzę Ci spróbować doświadczenia w jakimś dobrym zakonie, żeby sprawdzić czy czujesz się nadaną do życia zakonnego. 

Mam nadzieję że miałaś jakiś pożytek z mojego listu. Korzystam z okazji żeby poslać Ci najlepsze pozdrowienja z modlitwą do Jezusa i Maryi.

Cordialiter

30.03.2015

Powołanie kapłańskie

Pewna czytelniczka napisała do mnie następującą wiadomość, którą niniejszym publikuję:

Drogi D.,
                często przeglądam twój ciekawy blog! Chciałabym wiedzieć, czy wiele osób, także młodych, interesuje się sprawami duchowymi zwłaszcza, że to co nas otacza jest tak bardzo powierzchowne. Z góry dziękuję. Na twoim blogu często dotykasz tematu powołania, myślę, że potrzeba także świadectw o świętych kapłanach. Chciałabym wspomnieć księdza Angelo, który zmarł 21. listopada 2010r. Był on zawsze dostępny dla wszystkich, gotowy wesprzeć każdego, kto cierpiał, wystarczył jego wzrok czy słowo, aby przeciwności wydały się łatwiejsze do przezwyciężenia. Żył tak, jak nauczał. Cierpliwy, dyskretny, pokorny to cechy jakimi się odznaczał. Żył całkowicie charyzmatem św. Jana Bosko. Ks. Angelo potrafił zarażać entuzjazmem. Jego działania wypływały z głębokiej duchowości i miłości do Pana Jezusa, Maryi Wspomożycielki Wiernych, św. Jana Bosko i Kościoła.

Dziękuję za wszystko.
(podpis)

Droga siostro w Chrystusie,
                                               cieszę się, że odwiedzasz mój blog, to znak, że ciągle są ludzie, którzy interesują się duchowością. Św. Jan Bosko mawiał, że kapłan do nieba czy do piekła nie idzie sam: idzie za nim wielka rzesza dusz zbawionych dzięki jego posłudze i przykładowi życia lub też potępionych, gdyż źle wykonywał swoje obowiązki, czy też nie dawał dobrego przykładu. Zatem powinniśmy prosić Pana, aby przysłał nam wielu świętych kapłanów, gorliwych o dobro dusz.

Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami.

Cordialiter

27.03.2015


Drodzy czytelnicy i czytelniczki bloga,
pragnę podzielić się z Wami wspaniałą wiadomością, jaką otrzymałem kilka dni temu od sióstr zgromadzenia Córki Serca Jezusa: powstała polsko-języczna wersja biografii (pierwsza publikacja do tej pory po polsku) bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, przedstawiająca polskim wiernym życie i charyzmat tej niezwykłej postaci. Żywię głęboką nadzieję, że lektura ta przyniesie błogosławione owoce w duszach czytających, zapali serca jeszcze większą miłością do Jezusa Eucharystycznego, do Świętej Matki Kościoła oraz uzmysłowi, jak naglącą jest konieczność wspierania modlitwą kapłanów, szczególnie w czasach, w których dziś żyjemy.

Oto fragment z poczatkowych stron:
„(...) Postać Matki Marii od Jezusa zasługuje na uznanie. Życzę wam, abyście zgłębiały jej przesłanie zawarte w zapiskach duchowych i we wskazaniach dotyczących Zgromadzenia zakonnego. Nabożeństwo Matki Marii od Jezusa do Eucharystii jest dla nas przykładem; zrozumiała ona w najgłębszy sposób ofiarę, jaką Chrystus składa Ojcu dla zbawienia świata. Chrześcijanie wszystkich pokoleń są powołani, aby w zjednoczeniu z Chrystusem uczestniczyć w Jego zbawczej misji. Matka Maria od Jezusa wspaniale ukazuje sens dobrze zrozumiałej pobożności eucharystycznej, łącząc w adoracji dziękczynienie, błaganie i szczerą ofiarę własnego życia” (św. Jan Paweł II, z homilii Mszy św. beatyfikacyjnej).

Zainteresowani nabyciem tej bezpłatnej książki mogą skontaktować się bezpośrednio z klasztorem w Wenecji (można pisać po polsku): fcjvenezialido@gmail.com





xzx

25.03.2015

List od młodej dziewczyny

Pewna dziewczyna napisała mi piękny list...

[..] Mam na imię [...] od 4 miesięcy jestem postulantką u Sióstr [...] - jest to zakon konemplacyjno czynny. Siostry prowadzą klinikę, ale najwarzniejsza jest modlitwa wspólnotowa jak i osobista. To nie jest czynny monaster, jest stałość miejsca. [...] Ja swoje powołanie odkryłam z 8 lat temu, a dopiero co nie dawno zrozumiałam swoje powołanie. I tak znalazłam się tu we Francji... Długo szukałam swojego miejsca, poznałam wiele zgromadzeń, zakonów. I łatwo mi nie było... To pięknie czytać świadectwo dziewczyn, które zamykają się na stała za kratami, gdzie jest niebo, ale też toczą walkę z samą sobą. Takie życie nie jest proste, wciąż te same twarze, widzimy wady naszych współsióstr i staramy się iść z uśmiechem przez życie. Uczymy się pokory, uczymy zaufanie Bogu... Nie modlimy się wyłącznie za siebie, ale za dusze, które są zagubione i nie chcą kochać Boga.

Oczywiście nie idziemy dla siebie idziemy dla jedynego Oblubieńca " Jezusa". Tu we Francji nie ma za wielu katolików, dziwne zwyczeje panują na Liturgii, dlatego ja z jedną siostrą też Polką, dajemy przykład i uczymy jak kochać Jezusa w Eucharystii. Gdyby nie Jezus to dawno bym stąd wyjechała, bo w zakonie są same starsze siostry i jedna młoda. To jest ubóstwo serca.

Pozdrawiam
(list podpisany)
--
P. S. Bóg nas nigdy nie opuszcza, choć czasem nam się to wydaje. św. Augustyn

20.03.2015

Przyjacielska rozmowa z dziewczyną, która zostaje siostrą zakonną

Przytaczam kilka fragmentów interesującego dzieła Świętego Alfonsa Maria Liguoriego noszącego tytuł Przyjacielska rozmowa z dziewczyną, która zostaje siostrą zakonną. Lekturę tekstu polecam przede wszystkim dziewczynom zastanawiającym się na tym, jaką drogę wybrać w życiu. 


Oddana Bogu panienko, pamiętaj mieć zawsze w sercu ten dzień, w którym oddałaś siebie Panu Jezusowi i Go poślubiłaś, by móc mu dziękować za tak wielką łaskę. Nie utwierdzaj się w przekonaniu, że Jezus Chrystus powinien być twoim dłużnikiem, bo zostawiłaś dla Jego Miłości cały świat. Właśnie Ty powinnaś okazywać Mu dozgonną wdzięczność za to, że wzbudził w tobie łaskę pragnienia bycia bliżej Niego - wstąpienie do zakonu.

Dziś zostawiasz świat i wszystko to, co oferuje: myślisz może, że zostawisz tak wiele? Czym  jest ten świat? Ten świat jest miejscem cierni, udręk, łez i cierpienia. Obiecuje wiele; rozrywki, uciechy, pokój: a jednak wszystko sprowadza się do złudzenia, oszustwa, goryczy i marności. Te same bogactwa, zaszczyty i rozrywki przynoszą w końcu cierpienie, żałobę: Ostatecznie w miejsce największych uciech wkrada się smutek. Bóg sprawia, że dla wielu zaślepionych, kochających ten świat, smutek nie będzie wieczny, Bóg wie, jak wiele jest czyhających na nas niebezpieczeństw, wielkich i nieuniknionych; takich jak utracenie duszy, raju i Boga.

Biedne dziewczyny,  zwiedzione obietnicami świata, zostawiają Pana Jezusa oraz pokładają swe nadzieje w dobrach życia doczesnego! Mają nadzieję odnaleźć tam radość i uciechy. Są biedne, a mówię to, bo potem nie znajdują tam nic prócz goryczy i cierpienia - jak pokazuje doświadczenie. Pytajcie, pytajcie wszystkich zamężnych kobiet, a znajdziecie wśród nich niewiele naprawdę szczęśliwych.

Te, które spotkałem i zapytałem o szczęście - uznałem, że brak w nich zadowolenia. A tymczasem, zapytajmy sióstr zakonnych, które pozostawiły świat dla Boga i nie pragną nic prócz Niego; jeśli żyją w szczęściu, odpowiedzą nam, że dziękują zawsze Bogu za to, że przybliżył je do siebie.

Słowem – gdybyś została na tym świecie, czy mogłabyś żywić nadzieję na bycie żoną kogoś przewyższającego swą miłością i dobrem np. rycerza, szlachcica czy władcę jednego z królestw? Ale teraz bierzesz za małżonka Króla Niebios i całej ziemi. Ile świętych dziewic zrezygnowało z poślubienia posiadaczy ziem, by mogły stać się żonami Jezusa! Nie zważaj, córko moja, na młode niewiasty, które znalazły swoje upodobanie w świecie, w jego rozrywkach, marności, pięknych ubraniach, komediach, bankietach, balach, a ciesz się Panem Jezusem. On, w twojej celi, da ci szczęście, którego nie zapewni ci przyjemność, przepych i bogactwo wielkich możnych tego świata. Tam, w twojej odosobnionej celi będziesz cieszyć się rajem i nieprzerwanym pokojem. Jeśli kochasz Jezusa Chrystusa, pokochasz samotność, którą tam znajdziesz . A w tym miejscu, twój ukrzyżowany małżonek będzie mówił serdecznie do twego serca; z tego krzyża będzie posyłał twoim myślom promienie słońca i rozpalone strzały świętej miłości do twojego serca. A ty, sama w swojej celi ukażesz mu swoje uczucie i je Mu dasz, będziesz dawać Mu dar z siebie samej i tego, co masz; poprosisz Go o łaski, które są ci potrzebne; powiesz Mu o swoich zmartwieniach, lękach, co cię trapią; a On cię pocieszy. Nie wątp w to, że boski małżonek zawsze cię pocieszy w życiu i w to, że szczególnie w godzinie śmierci będzie przy tobie.

Powiedziałem, że siostry zakonne, które oddały się całe Bogu cieszą się nieprzerwanym pokojem; mam tu na myśli pokój, którym można się cieszyć na tej ziemi - padole płaczu. W niebie, Bóg, przygotuje dla nas doskonały i pełenpokój, wolny od wszelkich cierpień. Ta ziemia jest natomiast miejscem zasług i dlatego też miejscem bólu, gdzie dzięki cierpieniu możemy osiągnąć  rajską radość.

Tego ranka, panienko, bierzesz za swojego małżonka najszlachetniejszego, najwspanialszego i największego, jakiego możesz mieć, a mimo to jest małżonkiem z krwi i kości […], który utracił całą swą krew na wskutek biczowania, cierni i gwoździ, by ocalić twą duszę i wszystkich ludzi. Oto idzie naprzód ciebie kochający Jezus i woła cię, byś szła z Nim jako Oblubienica. Patrz, więc jak idzie: nie jest opasany kwiatami, lecz cierniami; nie jest ubrany w złoto i klejnoty, ale w krew i rany; spójrz na tron królewski, gdzie się znajduje, który nie jest niczym innym jak twardym krzyżem, na którym umiera i gdzie w obliczu bólu i hańby – umiera z miłości do ciebie.

[…] Proszę cię, kiedy zostaniesz siostrą zakonną, byś każdego dnia odnawiała przysięgę złożoną Bogu, by być mu wierną. Miłość i wierność są głównymi przymiotami Oblubienicy. W tym celu, wiedz, że będzie ci dana obrączka -  znak wierności twej miłości, którą przysięgłaś Jezusowi Chrystusowi. Lecz, by być wierną nie ufaj swojej przysiędze; koniecznym jest, byś zawsze prosiła Chrystusa i Jego Matkę, by Ci dali wytrwałość; dbaj się też o swoje zaufanie we wstawiennictwo Maryi, która jest Matką wytrwałości. Jeśli poczujesz, że stajesz się chłodna w miłości i zaczynasz kochać to, co nie jest Bogiem, pamiętaj o moim ostrzeżeniu; byś nie oddała się oziębłości, obojętności lub dobrom ziemskim, powiedz sobie tak: Czemu pozostawiłam świat, mój dom i moich rodziców? By szkodzić sobie? Tą myśl rozwijał święty Bernard. Obierał drogę umacniania, gdy czuł swoją obojętność[...]. Trzeba, bym skończył mówić, bo prosi mnie o to twój Oblubieniec. On chce cię widzieć w swoim domu. Dąż do niego z radością, On czeka na ciebie. Słuchaj, z jaką miłością cię woła, byś szybko wstąpiła do jego królewskiego pałacu, którym jest ten klasztor.  Idź, więc i wejdź tam radośnie,  a przyjęcie ciebie dziś przez Pana; w jego domu, będzie dla ciebie gwarancją, że Pan  przyjmie cię w swoim rajskim królestwie w chwili twojej śmierci.

15.03.2015

Najświętsza Maryja Panna

Św. Alfons Maria di Liguori przytacza w “Uwielbienia Maryi” następujące zdarzenie, które zasługuje na rozsławianie w najbardziej możliwy sposób. Pewnego dnia podczas gdy św. Dominik prawił kazanie we francuskim miasteczku, przyprowadzono do niego heretyka, który był opętany przez demony, ponieważ publicznie kwestionował modlitwę różańcową. Wtedy św. Dominik w imię Boże rozkazał demonom, by powiedziały, czy rzeczy, jakich nauczał odnośnie różańca w swych kazaniach są prawdziwe. Duchy piekielne odpowiedziały wrzeszcząc, że wszystko to, co św. Dominik powiedział o Matce Bożej i różańcu jest prawdą. I dodały ponadto, że nie mają żadnej mocy nad sługami Maryi i że w chwili śmierci wiele dusz grzesznych zbawia się wzywając Błogosławionej Dziewicy. Na koniec rzekły, że były zmuszone powiedzieć, że nikt nie idzie na potępienie, jeśli trwa w nabożeństwie do Maryi i wiernie odmawia różaniec, gdyż Maryja uzyskuje dla grzeszników przed śmiercią szczerą skruchę. Toteż św. Dominik kazał ludowi odmówić różaniec i jakiż cud! Przy każdym wezwaniu Matki Bożej wychodziło z ciała heretyka wiele demonów w formie żarzących się węgli, aż po odmówieniu różańca pozostał on całkowicie uwolniony. Wobec tego cudownego faktu nawróciło się wiele heretyków.