15.04.2014

Powołanie misyjne

[Z pism bł. Józefa Allamano]

Bóg myślał o was od wiek wieków. Wezwał was do apostolatu jedynie ze swej dobroci. Nie potrzebuje niczego i nikogo. Wam uczynił tę łaskę, zamiast tylu innym, którzy byli jej bardziej godni i którzy być może lepiej by na nią odpowiedzieli. A dlaczego właśnie wam? Ponieważ ukochał was szczególną miłością. Powołanie misyjne jest dla tych, którzy kochają Pana i pragną uczynić Go znanym, gotowi do jakiejkolwiek ofiary. Nie wymaga się niczego więcej. To powołanie jest aktem opatrzności, z jakim Bóg wybiera co niektórych i wyposaża ich w talenty odpowiednie dla ewangelizowania ludzi w pogańskich krajach. Każdy kapłan jest z natury misjonarzem. Powołanie kapłańskie i misyjne nie różnią się istotowo. Nie wymaga się niczego, powtarzam, jak wielkiej miłości ku Bogu i zamiłowania do dusz. Nie wszyscy będą mogli spełnić pragnienie udania się na misję, ale takie pragnienie powinno być udziałem wszystkich kapłanów. Apostolat na terenach misyjnych jest pod tym względem najwyższym stopniem kapłaństwa. […] Ach, nie sądźmy, że to my zaszczycamy Boga, jeśli odpowiadamy na Jego wezwanie! To On czyni nam wielki dar. Czasem przychodzi zwątpienie, czy jesteśmy wezwani do apostolatu. To bolesna szkoda, która sprawia, że przepadają liczne powołania czy przynajmniej osłabiany jest zapał do dobrego przygotowania się do apostolatu. Czy macie to powołanie? Odpowiadam, że niekoniecznie trzeba mieć nadzwyczajne znaki, ani też nie trzeba się ich domagać. Nawet jeśli przybyłby anioł z nieba, moglibyśmy i tak wątpić, czy nie chodzi tu o złudzenie. Wystarczy mieć specjalny znak, który może wydawał się przypadkowy, podczas gdy Bóg go dał: lektura jakiegoś periodyku czy książki misyjnej, kazania o misjach, przykład kolegi, słowo proboszcza czy spowiednika, może też pewne okoliczności rodzinne, itd. Takie znaki wystarczają. Są zwyczajną drogą, jaką Bóg się posługuje, by wzbudzić w wybranej przez Niego osobie powołanie misyjne. […] O szczęśliwi wy, którzy usłyszeliście zaproszenie Boga, i upewnieni dzięki modlitwie i mądrym radom, odważnie oderwaliście się od waszego otoczenia, od wygód życiowych i przezwyciężając osądy oraz ludzkie pobudki, wstąpiliście do Instytutu, by przygotować się do misji. […] Gdybyś znał wielki dar, jaki uczynił ci Bóg wzywając cię do tego misyjnego instytutu! Po tym darze nastąpi potok kolejnych łask, jakich udzieli wam Jezus w Tabernakulum, jeśli będziecie umieli docenić powołanie i odpowiedzieć na nie. […] Ale czy wytrwacie w otrzymanym powołaniu? Nie wystarcza bowiem tylko być wezwanym, nie wystarcza odpowiedzieć na wezwanie, ani wstąpić do instytutu ani też pójść na misje. Nie wszyscy wezwani są wytrwali, gdyż nie wszyscy [dobrze] odpowiadają. Bycie wytrwałym, nie zapomnijcie o tym, jest obowiązkiem, kiedy w wolności przyjęliśmy stan i z którym złączyliśmy się uroczystymi obietnicami. To obowiązek względem Boga, któremu się ślubowało, i obowiązek względem nas samych. Jedynie ten, kto wytrwa aż do końca, usłyszy Boże wezwanie: „Przyjdź sługo dobry i wierny!”

10.04.2014

Pociecha dla duszy

Napisała do mnie pewna miła czytelniczka bloga, cierpiąca obecnie i potrzebująca otuchy w swym życiu duchowym.

"Cześć, mam 38 lat, nazywam się [...] i szukam kogoś, kto dałby mi rady, wskazówki: tyle razy odrzucałam łaskę powołania z powodów rodzinnych a teraz czuję się zawstydzona, zmieszana, niespokojna i czasem odczuwam taki smutek!!!!!

Piszę właśnie z sercem zalanym smutkiem i nie wiem co robić, jak się zachować, także dlatego że przeżywam trudny okres, nie tylko ja odczuwam w sobie małą wiarę, ale także i moi bliscy przeżywają trudne chwile [...]

Niech Bóg udzieli nam siły do pokonania tego wszystkiego!!....

Proszę, czekam z ufnością na odpowiedź."


Najdroższa siostro w Chrystusie Panu,
prywatnie wysłałem Ci długi list pocieszający Twą duszę, gdyż przykro mi wiedzieć, że masz serce zalane smutkiem. Kiedy czujemy się przygnębieni, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić jest oddać się w ręce Boga, który jest w stanie w pełni nas pocieszyć. Święci pośród wielu udręczeń każdego rodzaju znajdowali pociechę oddając się miłosiernej miłości Trójcy Przenajświętszej.

Kiedy czujesz się smutna i potrzebujesz kogoś do rozmów na tematy duchowe, nie wahaj się napisać do mnie. Nie martw się, dla mnie to żaden kłopot, przeciwnie, jest radością móc porozmawiać o rzeczach zbożnych i poczciwych. Św. Franciszek Salezy doradzał świeckim pielęgnować duchowe przyjaźnie, ponieważ w ten sposób osoby zachęcają się wzajemnie do praktykowania cnót chrześcijańskich.

W chwilach przygnębienia musimy pamiętać, że w tej dolinie łez jesteśmy tylko przez pewien czas i nasze życie prędko się zakończy. Jeśli będziemy wierni dobremu Jezusowi, będziemy mogli ostatecznie żyć w radości przez wieczność. Św. Franciszek mawiał: ‘Tak wielką rzeczą jest to, na co czekam, że każdy ból jest mi miłym.’

Poza tym, jeżeli z radością czy przynajmniej z poddaniem przyjmujemy cierpienia każdego dnia, możemy ofiarować je Bogu dla nawrócenia dusz odkupionych Krwią Chrystusa. Odwagi, nie zniechęcaj się, Jezus i Maryja nigdy Cię nie opuszczą. Trwajmy zjednoczeni na modlitwie i jeśli chcesz także listownie.

Pozdrawiam Cię bratersko w Chrystusie Królu i Maryi Współodkupicielce rodzaju ludzkiego.

Cordialiter

05.04.2014

Z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny

Żyć ściśle zjednoczone z Tabernakulum, posiadać każdego dnia Tego, który fascynuje aniołów i wzbudza podziw w Niebie; czuć się otoczone przez dusze, które żyją tym samym pięknem, które cierpią te same bóle; i ofiarowane z nimi w ogniu tej samej ofiary, z Hostią miłości, ofiarować ją z nimi i z nimi żyć blisko ołtarza. To jest przedsmak Raju.

(wybrane myśli z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, z książki "Gesù deve regnare”, pod redakcją Paola Risso, LEV)

30.03.2014

Powołanie kapłańskie

Pewna czytelniczka napisała do mnie następującą wiadomość, którą niniejszym publikuję:

Drogi D.,
                często przeglądam twój ciekawy blog! Chciałabym wiedzieć, czy wiele osób, także młodych, interesuje się sprawami duchowymi zwłaszcza, że to co nas otacza jest tak bardzo powierzchowne. Z góry dziękuję. Na twoim blogu często dotykasz tematu powołania, myślę, że potrzeba także świadectw o świętych kapłanach. Chciałabym wspomnieć księdza Angelo, który zmarł 21. listopada 2010r. Był on zawsze dostępny dla wszystkich, gotowy wesprzeć każdego, kto cierpiał, wystarczył jego wzrok czy słowo, aby przeciwności wydały się łatwiejsze do przezwyciężenia. Żył tak, jak nauczał. Cierpliwy, dyskretny, pokorny to cechy jakimi się odznaczał. Żył całkowicie charyzmatem św. Jana Bosko. Ks. Angelo potrafił zarażać entuzjazmem. Jego działania wypływały z głębokiej duchowości i miłości do Pana Jezusa, Maryi Wspomożycielki Wiernych, św. Jana Bosko i Kościoła.

Dziękuję za wszystko.
(podpis)

Droga siostro w Chrystusie,
                                               cieszę się, że odwiedzasz mój blog, to znak, że ciągle są ludzie, którzy interesują się duchowością. Św. Jan Bosko mawiał, że kapłan do nieba czy do piekła nie idzie sam: idzie za nim wielka rzesza dusz zbawionych dzięki jego posłudze i przykładowi życia lub też potępionych, gdyż źle wykonywał swoje obowiązki, czy też nie dawał dobrego przykładu. Zatem powinniśmy prosić Pana, aby przysłał nam wielu świętych kapłanów, gorliwych o dobro dusz.

Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami.

Cordialiter

25.03.2014

List od młodej dziewczyny

Pewna dziewczyna napisała mi piękny list...

[..] Mam na imię [...] od 4 miesięcy jestem postulantką u Sióstr [...] - jest to zakon konemplacyjno czynny. Siostry prowadzą klinikę, ale najwarzniejsza jest modlitwa wspólnotowa jak i osobista. To nie jest czynny monaster, jest stałość miejsca. [...] Ja swoje powołanie odkryłam z 8 lat temu, a dopiero co nie dawno zrozumiałam swoje powołanie. I tak znalazłam się tu we Francji... Długo szukałam swojego miejsca, poznałam wiele zgromadzeń, zakonów. I łatwo mi nie było... To pięknie czytać świadectwo dziewczyn, które zamykają się na stała za kratami, gdzie jest niebo, ale też toczą walkę z samą sobą. Takie życie nie jest proste, wciąż te same twarze, widzimy wady naszych współsióstr i staramy się iść z uśmiechem przez życie. Uczymy się pokory, uczymy zaufanie Bogu... Nie modlimy się wyłącznie za siebie, ale za dusze, które są zagubione i nie chcą kochać Boga.

Oczywiście nie idziemy dla siebie idziemy dla jedynego Oblubieńca " Jezusa". Tu we Francji nie ma za wielu katolików, dziwne zwyczeje panują na Liturgii, dlatego ja z jedną siostrą też Polką, dajemy przykład i uczymy jak kochać Jezusa w Eucharystii. Gdyby nie Jezus to dawno bym stąd wyjechała, bo w zakonie są same starsze siostry i jedna młoda. To jest ubóstwo serca.

Pozdrawiam
(list podpisany)
--
P. S. Bóg nas nigdy nie opuszcza, choć czasem nam się to wydaje. św. Augustyn

20.03.2014

Klasztor powolanie

Pewna dziewczyna napisała do mnie list, który chętnie publikuję.


Drogi Bracie!

[...] W sobie odkryłam umiłowanie do modlitwy przede wszystkim myślnej i sama raczej skłaniałabym się do pójścia do zakonu kontemplacyjnego (może też kontemplacyjno- czynnego). Jakkolwiek osobiście myślę, że ostatecznie najlepiej zweryfikuje to żywa praktyka rekolekcyjna w zakonie, do czego często sam namawiasz.

[...] Chciałabym zapytać Ciebie jeszcze o lektury duchowe, które koncentrują się na tematyce powołań zakonnych (chodzi o konkretne wskazówki, rozeznawanie itp.). Czy podałbyś parę propozycji książkowych, które sam przeczytałeś (może Alfonsa di Liguori, z którego dziełami się jeszcze nie spotkałam), czy pism innych wybrańców Bożych (?)

Bardzo Ci dziękuję za dotychczasowe wskazówki i chęć pomocy tak wielu duszom. Jeśli masz, będziesz miał natchnienie Ducha Św. dotyczące duszy mojej, to oczywiście napisz. Niech Ci Dobry Bóg błogosławi w tej pięknej służbie bliźnim.

Dręczącym jest fakt, iż te wszystkie starania trzeba czynić w ukryciu, szczególnie przed najbliższymi. Poznałam już, że wyjawienie tej sprawy szczegolnie rodzicom, spowodowałoby nawet wrogość. Ostatecznie jednak i tak całą swą Ufność pokładam w Jezusie Panu. Bracie Diego, wspomnij czasem na mnie w swoich modlitwach...

„Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” /św. Augustyn/

(podpis)


Droga siostra w Chrystusie,
                                              ta która chcę zostać siostrą zakonną z tej szlachetej przyczyny że pragnie poświęcić się służbie Bogu na zbawienie dusz, żyjąc z gorliwością weług Reguły własnego Zakonu, otóż właśnie ta obiawia znaki typowe dla prawdziwego powołania.

Radzę Ci spróbować doświadczenia w jakimś dobrym zakonie, żeby sprawdzić czy czujesz się nadaną do życia zakonnego. 

Mam nadzieję że miałaś jakiś pożytek z mojego listu. Korzystam z okazji żeby poslać Ci najlepsze pozdrowienja z modlitwą do Jezusa i Maryi.

Cordialiter

15.03.2014

Najświętsza Maryja Panna

Św. Alfons Maria di Liguori przytacza w “Uwielbienia Maryi” następujące zdarzenie, które zasługuje na rozsławianie w najbardziej możliwy sposób. Pewnego dnia podczas gdy św. Dominik prawił kazanie we francuskim miasteczku, przyprowadzono do niego heretyka, który był opętany przez demony, ponieważ publicznie kwestionował modlitwę różańcową. Wtedy św. Dominik w imię Boże rozkazał demonom, by powiedziały, czy rzeczy, jakich nauczał odnośnie różańca w swych kazaniach są prawdziwe. Duchy piekielne odpowiedziały wrzeszcząc, że wszystko to, co św. Dominik powiedział o Matce Bożej i różańcu jest prawdą. I dodały ponadto, że nie mają żadnej mocy nad sługami Maryi i że w chwili śmierci wiele dusz grzesznych zbawia się wzywając Błogosławionej Dziewicy. Na koniec rzekły, że były zmuszone powiedzieć, że nikt nie idzie na potępienie, jeśli trwa w nabożeństwie do Maryi i wiernie odmawia różaniec, gdyż Maryja uzyskuje dla grzeszników przed śmiercią szczerą skruchę. Toteż św. Dominik kazał ludowi odmówić różaniec i jakiż cud! Przy każdym wezwaniu Matki Bożej wychodziło z ciała heretyka wiele demonów w formie żarzących się węgli, aż po odmówieniu różańca pozostał on całkowicie uwolniony. Wobec tego cudownego faktu nawróciło się wiele heretyków.

10.03.2014

Z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny

Hostia swięta stała się czymś nieodzownym w moim życiu i nie chcę się nigdy oddalać od niej ...Nasz Pan samotny w Tabernakulum wzywa was, aby dzielić z nim Jego życie samotności i cichej adoracji. O jeśli byłybyśmy liczne u stóp naszego Skarbu eucharystycznego... Bardzo tego pragnę!

(wybrane myśli z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, z książki "Gesù deve regnare”, pod redakcją Paola Risso, LEV)

05.03.2014

Odpowiedź czytelniczce

Drogi Cordialiterze,
                                 odkryłam Twój blog kilka miesięcy temu i czytam prawie codziennie to, co piszesz. Potrzeba takiego rodzaju stron, ponieważ ludzie nie znajdują na innych stronach tylu świadectw o poszukiwaniu prawdziwego powołania. Jest tyle stron, które mówią o powołaniu, tyle świadectw kapłanów i zakonnic, ale nikt nie mówi o pytaniach, o trudzie odkrywania samego siebie, o problemach i trudnościach, jakie można spotkać na tej drodze rozpoznawania swego powołania.

Ale to, co mi się nie podoba, to fakt, że nie napisałeś niczego o sobie. […] Napisz coś o sobie, historię Twego życia. Kim jesteś, Cordialiterze?

Jeśli znajdziesz błędy gramatyczne, możesz je poprawić. Jestem z zagranicy i nie nauczyłam się jeszcze poprawnie pisać.
Życzę Ci pokoju i dobra!
(podpis)


Najdroższa siostro w Chrystusie,
                                                     powiedziałem już kiedyś, że nie jestem ani księdzem, ani bratem zakonnym; jestem tylko zwykłym wiernym świeckim o wielkim nabożeństwie do św. Alfonsa Marii Liguoriego. Mam 34 lat i kocham Kościół Katolicki, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa. Chciałbym, aby nasza religia była szerzona i wszędzie przestrzegana, cierpię jednakże potwierdzając poważny kryzys, jaki dotknął Kościół wskutek błędów szerzonych przez modernistycznych teologów. Św. Pius X w pamiętnej encyklice „Pascendi Dominici gregis” powiedział, iż niedaleko od prawdy są ci, którzy twierdzą, że moderniści są najgorszymi wrogami Kościoła, gdyż ci szerzą swe błędy w jego obrębie. Ponadto powiedział, że wśród modernistów jest niestety też niemało księży. Jaki jest główny cel tego bloga? Jest nim udzielanie osobom rozeznającym swe powołanie dobrych rad, które im pomogą obrać drogę życia, do której Pan ich wzywa. Rzeczy, które piszę, w większości przypadków wziąłem z książek światłych autorów jak św. Alfons Maria Liguori, św. Franciszek Salezy, czcigodny ks. Józef Frassinetti, kardynał Józef Siri, ks. Dolindo Ruotolo, ks. Józef Tomaselli, o. Adolfo Tanquerey i inni wiarygodni pisarze.

Inny ważny cel, jaki sobie postawiłem, to “reklamowanie” zakonów, w których prowadzi się żarliwe życie zakonne. Jak prawdopodobnie sama zauważyłaś, wiele zgromadzeń zakonnych nie żyje już tak, jak ich święci założyciele, ale żyje w sposób luźny i zeświecczony. Te osoby zakonne sprawiają duszom masę kłopotów, ponieważ swym stylem życia sprawiają, iż ludzie odczuwają niesmak wobec zakonów. Ja na ten przykład odkryłem, że w pewnym zakonie było parę zakonników homoseksualnych, którzy molestowali chłopca. Te rzeczy mogą sprawić, że młodzi utracą powołanie, gdyż są rozczarowani i zgorzkniali przez samopas, jaki zastają w klasztorach, kiedy próbują tam rozeznać swe powołanie. Z tego powodu próbuję zapoznawać innych z dobrymi zakonami, które swym apostolatem czy tylko swoim dobrym przykładem są podbudowaniem dla dusz wiernych.

Wolę nie mówić publicznie o sobie, także dlatego, że blog może być czytany przez ateistów, masonów, modernistów czy innych wrogów Kościoła, którzy mogliby się w jakiś sposób zemścić na mnie. Uważam za nierozważne zamieszczanie na blogu mojego adresu i numeru telefonu, jednakże niektórzy czytelnicy znają te informacje. Z niektórymi z nich wymieniłem się także książkami i innymi materiałami religijnymi. Podsumowując, nie jestem tajemniczą osobą, staram się tylko zachowywać trochę ostrożności. Ze względów na anonimowość, kiedy publikuję Wasze listy, pomijam przytaczanie Waszych imion, ograniczając się tylko do pisania na końcu „(podpis)”, nawet jeśli nie prosiliście o to. Jestem gotów także zamieszczać listy anonimowe, byleby nie zawierały obraz, oszczerstw, przekleństw czy innych rzeczy moralnie niedozwolonych. W prywatnym liście opowiedziałem Ci parę innych rzeczy o mnie, mam nadzieję, że tym odpowiedziałem Ci na pytanie, jakie mi zadałaś: „Kim jesteś, Cordialiterze?” :-)

Przy tej okazji przesyłam Ci braterskie pozdrowienia w Jezusie Dobrym Pasterzu i Maryi Współodkupicielce rodzaju ludzkiego.

Cordialiter

28.02.2014

O życiu zakonnym

Pewna dziewczyna napisała mi list...


Szanowny Panie,
                             bardzo dziękuję za pański blog. Postanowiłam do pana napisać, bo chciałabym żeby pomógł mi Pan w pewnej sprawie. Otóż od jakiegoś czasu silnie coś w swoim sercu czuję wydaje mi się że jest to  powołanie do Zakonu. Na  początku chciałam oddalić od Siebie pojawiające się podczas Adoracji myśli o życiu zakonnym, początkowo reagowałam na to z trudem i płaczem. Dziś czuję, że Jezus staje mi się coraz bliższy. [...]

Bardzo pragnę poświęcić swoje życie Bogu, czuję że poprzez Eucharystię i Adorację Bóg staje mi się coraz bliższy:) . Jestem we wspólnocie.   Często po nocach śnią mi się święci i błogosławieni.  Chciałam Pana poprosić o jakąś radę wskazówkę, bo to mi jest potrzebne, tak czuję. 

Z wyrazami szacunku
(podpis)

25.02.2014

Kiedy trzeba odpowiedzieć na powołanie Boże?

Ten, kto odczuwa powołanie do życia zakonnego musi odpowiedzieć na nie jak najszybciej, jak nauczają święci. Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego, tj. diabeł, kiedy spostrzega, że dana osoba czuje pociąg do życia zakonnego, próbuje na wszelki sposób zmusić ją do zmiany zdania, postanowienia. Jedną z głównych jego pokus jest przekonanie młodej osoby, wezwanej przez Boga, aby opóźniła wstąpienie do zakonu, a w międzyczasie kusi ją bez przerwy, by popadła w grzech, kusząc tak długo aż utraci powołanie.

Jeśli osoba ma poważną przeszkodę (np. musi opiekować się chorymi rodzicami), w takim przypadku usprawiedliwione jest jej opóźnione wstąpienie do zakonu. Ale jeśli nie ma dobrego usprawiedliwienia, po co ma nadal zostawać w świecie? Słynni Doktorzy Kościoła jak św. Tomasz z Akwinu czy św. Alfons Mari di Liguori twierdzą, iż trzeba odpowiedzieć z gotowością na Boże wezwanie, gdyż inaczej Pan może cofnąć powołanie osoby, która zwleka. Biada temu, kto traci powołanie! Św. Teresa z Lisieux wolała zrezygnować z podróży do Ziemi Świętej niż przełożyć o kilka tygodni wstąpienie do klasztoru klauzurowego. Kto wie, nie możemy wykluczyć, że gdyby podjęła ową podróż, może utraciłaby powołanie i potępiłaby się. Iluż młodych utraciło powołanie przekładając na później wstąpienie do zakonu, aż ostatecznie pozostali w świecie i nikczemnie przeżyli resztę swego życia!

Jeśli chłopaka lub dziewczynę pociąga życie konsekrowane, powinien/powinna napisać czy w inny sposób nawiązać kontakt z zakonem o ścisłej regule, by przeprowadzić prywatne rekolekcje celem potwierdzenia swego powołania. Gdy tylko wezwanie Boże zostanie potwierdzone, nie mogą zwlekać, ale iść za powołaniem, gdy tylko będzie to możliwe. Czemu przysparzać sobie kłopotów zwlekając bez uzasadnionego powodu? W świecie jest tyle niebezpieczeństw dla duszy, byłoby rzeczą szaloną pozostać w nim mając powołanie. Kto wie, może to ostatni apel skierowany do tych, którzy zwlekają już zbyt długo.

20.02.2014

List od młodej dziewczyny

Pewna czytelniczka napisała do mnie następującą wiadomość, którą niniejszym publikuję.

Drogi Bracie,
                        Trafiłam na ten blog i po namyśle zdecydowałam się napisać. Mam ponad 30 lat. Jeszcze wiele lat wcześniej, po studiach wybralam się na pielgrzymkę i tam spotkałam Siostrę zakonną. Jezus był mi zawsze drogi, mimo ciężkich przeżyć uleczył i opatrzył rany, zajął się mną najczulej i z ogromną Miłością. Patrząc na tą wspaniałą Siostrę sama zapragnęłam zostawić świat i pójść tą drogą. Po rekolekcjach, spotkaniach u Sióstr zdecydowałam się na wstąpienie. Nie wiem, czy to było, aż tak wielkie zafascynowanie, czy światło Boże. Jednak kiedy przyjechałam do Sióstr w dzień wstąpienia, ogarnął mnie taki paraliż i strach, że wycofałam się i wróciłam do domu. Przez następnych wiele lat cierpiałam na depresję. Myśli o zakonie wciąż wracały. Jednak patrząc na taką dolegliwość można mieć wątpliwości, czy były one prawdziwe. Ostatnio jednak powiedziałam, iż tym razem zrobię wszystko i nie zrezygnuję, ale też chciałam przedstawić szczerze moją sytuację Siostrom. Był to inny zakon. I w zasadzie pojechałam do Sióstr by potwierdzić moje przypuszczenie, że nie zostanę przyjęta. Szczerze się nie dziwię, że tak się stało. Dziś mam własną firmę. Cieszę się niezmiernie i dziękuję za to Bogu, bo dał mi możliwość robienia tego co lubię. A jednak pragnienie, by oddać Mu wszystko, pozostać o jednej "sukni" i być dla Niego, jest wciąż odczuwalne w sercu. Mam oddanego Bogu Kierownika Duchowego oraz zaprzyjaźnionego Kapłana, którzy nie widzą dla mnie takiej drogi, a bardziej w Rodzinie. Czemu zatem wciąż w człowieku, mimo chęci pozostawienia tych myśli, pozostaje takie pragnienie? Nie wiem jak je od siebie odsunąć i przetłumaczyć sobie, tym bardziej w moim przypadku, że dla Boga można żyć też w pełni, pozostając w świecie. Wiem też, że w zakonach tak jak w świecie są różni ludzie, nie wiem, czy umiałabym wytrwać. Nie chcę okazywać również nieposłuszeństwa względem Kierownika i sprawiać Mu przykrość brakiem zaufania, bo przecież ile można pytać o to samo. Wiem, że mnie dobrze zna i umie spojrzeć z perspektywy. Modlę się, aby Pan pozostawił prawdziwe pragnienia, które są Jego. Modlę się również o pokój w Duszy. I ufam Bogu, że ukoi to skołatane serce.

Dziękuję za świadectwa. Pozdrawiam w Bogu i jeśli Pan Bóg pozwoli, proszę o słowo spojrzenia.

10.02.2014

Kobiety najszczęśliwsze na świecie

Świat myśli, że zakonnice klauzurowe to kobiety, które mają życie smutne i nieszczęśliwe. Świat nie rozumie nic z rzeczy duchowych, oto dlaczego prowadzi te błędne dyskusje.

Jakiś czas temu odwiedziłem siostry z gałęzi klauzurowej Servidoras (Służebnic). Było to doświadczenie bardzo poruszające, móc wejść do rozmównicy i widzieć siostry poza kratami. Prawie wszystkie były młode, aich oblicza promieniały ogromną radością wewnętrzną. Możliwość rozmowy z nimi była bardzo interesująca, a czas uciekał bardzo szybko. Były bardzo uprzejme i serdeczne, ale miłość braterską względem dusz praktykują przede wszystkim poprzez modlitwę i pokutę. Choć w ukryciu, ich apostolat jest bardzo ważny dla Kościoła, Mistycznego Ciala Chrystusa.

Jestem pewien, że siostry należące do zakonów żarliwych i pobożnych są najszczęśliwszymi kobietami na ziemi. Niestety, świat nie może tego zrozumieć...

05.02.2014

Z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny

Jedno serce więcej, które będzie kochać Jezusa, jedna dusza więcej, która Go będzie wielbić poświęcając się Jemu, jedne usta więcej, które Go będą wyznawać i chwalić, jeden duch więcej, który Go będzie kontemplował i wypełniał się Nim a kiedyś jeden serafin więcej, który będzie płonął w niebie na wieki miłością do Niego: dla tego wszystkiego warto przelać własną krew aż do ostatniej kropli. A jeżeli świat uważa to za szaleństwo, zauważ, że Jezus Chrystus pierwszy dał tego przykład: to to samo szaleństwo, dla którego Słowo zstąpiło na ziemię, które Go upokorzyło w Nazarecie, pokryło Krwią w Getsemani, spaliło w ofierze na Kalwarii i które po Jego śmierci zraniło Jego Serce, by wydobyć ostatnią kroplę Krwi, jakby wyczerpując Jego miłość.

(wybrane myśli z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, z książki "Gesù deve regnare”, pod redakcją Paola Risso, LEV)

30.01.2014

Oblubienica Jezusa Chrystusa

Jakiś czas temu odbyłem długą rozmowę telefoniczną z pewną miłą czytelniczką bloga, która ma nadzieję zostać oblubienicą Jezusa Chrystusa. Zachowując dyskrecję nie mogę nikomu powiedzieć, z czego mi się zwierzyła, ale proszę Was o modlitwę w jej intencji, gdyż bardzo potrzebuje pomocy z nieba. Ta nasza siostra w wierze cierpi tak bardzo w swym sercu, toteż pragnę skierować do niej list otwarty, stanowiący pociechę dla ducha.


Najdroższa siostro w Chrystusie,
cieszę się, że usłyszałem Cię przez telefon, współczułem Ci odczuwając w Twym sercu udrękę z powodu różnych przeciwności, które Cię nękają. Bardzo mnie poruszyłaś, gdy w pewnym momencie rozmowy westchnęłaś chcąc wstąpić szybko do klasztoru o definitywnie opuścić świat. Wyraźnie odczułem, że masz spłakane serce. Przykro jest zawsze słyszeć osobę, która cierpi, ale gdy cierpi osoba taka, jak Ty, która pragnie jedynie kochać dobrego Jezusa przez resztę swojego życia, bardziej się takiej współczuje. Nie zniechęcaj się, powierz się rękom Pośredniczki wszystkich łask a zobaczysz, że wszystko lepiej się ułoży.

Bardzo mi się spodobała historia Twego powołania i cenię bardzo siłę ducha, z jaką chciałaś pozostawić wszystko, by oddać się Bogu. Mało osób miałoby odwagę zrezygnować z tego, z czego Ty zrezygnowałaś, by podjąć życie zakonne. Jezus naprawdę sobie wybrał szczodrobliwą i odważną oblubienicę, cieszę się, że tylko On będzie mógł posiadać Twe serce.

Kto wie, ile łez wylałaś z powodu Twej miłości do Boskiego Zbawiciela, ale kto sieje płacząc z radością zbierze owoce w Ojczyźnie Niebieskiej. Na tej ziemi jesteśmy tylko przelotnie, musimy zasłużyć sobie na niebo nosząc krzyż, udowadniając tym naszą miłość do Boga. Te cierpienia oczyszczają Ciebie w oczekiwaniu na zaślubiny z Twoim ukochanym Oblubieńcem. W swych modlitwach wzywaj również pomocy bohaterskiej założycielki zakonu, do którego pragniesz wstąpić, zobaczysz, że będzie szczęśliwa przyjmując Cię do grona swych następczyń. Diabeł próbuje Cię zmieszać, byś popadła w zniechęcenie i popełniła jakiś błąd; istotnie, św. Luigi Gonzaga mawiał, iż demonowi udaje się zawsze złowić coś w mętach. Bądź radosna i pogodna, ufaj Matce Bożej i bądź gotowa przyjąć cokolwiek się zdarzy. Nie bój się, w całej historii Kościoła nie zdarzyło się nigdy, by ktoś, kto uciekł się z ufnością do Maryi, został przez Nią opuszczony. Nigdy! Pamiętaj prosić o pomoc również św. Józefa, przeczystego oblubieńca Błogosławionej Dziewicy i stróża św. Rodziny. Ileż korzyści otrzymuje się dzięki jego wstawiennictwu!

Powtarzam Ci, nie bój się. Jezus jest bardzo blisko Ciebie w tym momencie, w którym odczuwasz ciężar krzyża, czegoż chcesz więcej? On Cię kocha i pragnie, abyś była szczęśliwa. Jeśli dopuszcza, abyś teraz cierpiała, czyni to tylko po to, by wydobyć z tego większe dobro. W Ojczyźnie Niebieskiej wszystko zrozumiesz w sposób jasny i chwalić będziesz Bożą Opatrzność, że Ci zesłała ten krzyż, abyś mogła zasłużyć sobie na większe dobra. Jeśli będziesz wierna Jego woli, otrzymasz nagrodę od Jego Serca na wieki wieków. Amen.
Twój brat w Chrystusie

Cordialiter

25.01.2014

Jezus Eucharystyczny

Publikuję parę fragmentów z kilku listów, napisanych do mnie przez miłą czytelniczkę z Rumunii.

Cześć D.,
nie skończyłam jeszcze czytać “Dziejów duszy”, jestem jeszcze w rozdziale o odbytej podróży św. Tereski do Rzymu. Nie mam tyle czasu na czytanie w ciągu dni roboczych. To był naprawdę bardzo męczący tydzień i nie udało mi się jeszcze odsłuchać medytacji w formacie mp3 św. Alfonsa Liguori, gdyż muszę być wypoczęta, by móc się skoncentrować; nie chcę ich słuchać roztargniona. Chcę “spożyć” całą dobrą lekturę, która może karmić moją duszę i uczyć mnie lepiej żyć w miłości Bożej. Szukałam w Internecie w tym tygodniu, ale nie mogę znaleźć żadnej książki o św. Alfonsie Liguori w języku rumuńskim. Rozumiem włoski, nie mam z nim problemów, ale to nie to samo, co czytanie we własnym języku. Potem przeczytałam na Twoim blogu, że jedna dziewczyna przeczytała „Dzienniczek św. Siostry Faustyny”. Znalazłam tę książkę w moim języku i kupiłam ją. Liczy 600 stron, ale gdy skończę “Dzieje duszy”, wezmę się za nią. Jestem ciekawa, jak ci święci odkryli swoje powołanie, jak powiedzieli to swoje ‘tak’, jakie mieli trudności, pokusy, itd. Dzienniczek świętej czy świętego to najlepszy sposób, by się tego dowiedzieć.

Obejrzałam też parę filmów religijnych i zdaję sobie sprawę ze znaczenia, jakie miała Eucharystia sto lat temu. Jakie przygotowania czynili chłopcy i dziewczęta, by przyjąć Jezusa, jakie pragnienia mieli w swych sercach… I jakiż przywilej to był dla nich przyjąć Chrystusa w Komunii św. z okazji wielkich świąt. A my, którzy mamy możliwość przyjmowania Go codziennie… Jak przeżywamy tę chwilę? Z ogniem w sercu , które pragnie i oczekuje Jezusa, czy jest to tylko przyzwyczajeniem? Musimy wziąć bardziej na serio ten Sakrament. Lepiej jest przyjmować Go raz na tydzień, czy raz w miesiącu, ale uczynić to dobrze, niż przyjmować Jezusa z plamami grzechu… Jesteśmy tak ułomni…. Jest tyle osób, które idą do kościoła i modlą się przed statuami czy ikonami i zapominają o patrzeniu na tabernakulum, gdzie Jezus czeka na nas. Nie pamiętam, gdzie to przeczytałam, ale była osoba, która chodziła codziennie do kościoła i patrzyła na tabernakulum, nic nie mówiąc. Ktoś zapytał ją, co robi, a ona odpowiedziała: patrzę na Niego a On patrzy na mnie. Jaka prosta odpowiedź, pełna wiary. To prawda, musimy być bardziej świadomi Jego obecności w naszym życiu. Obecnie próbuję przypominać sobie o modlitwie przed jedzeniem, wyobrażając sobie, że Jezus jest blisko mnie i czeka, abym Go poprosiła o pobłogosławienie tego, co mi dał z taką miłością. Tyle mam myśli….

Posłuchaj, co Ci powiem. Kto wpisuje do googla wyraz “powołanie” oznacza to, że chce wiedzieć, co to jest. Tak znalazłam Ciebie… Na razie nie wiem, jakie jest moje powołanie i staram się wzrastać w wierze, ulepszać mój czas modlitwy, bardziej poznawać Jezusa, i…. Kto wie?

Myślę nad utworzeniem bloga w j. rumuńskim podobnego do Twojego, gdyż jeśli się chce dowiedzieć czegoś o powołaniu w moim języku, nie znajduje się prawie niczego. Jestem niezdecydowana, to wielka odpowiedzialność.

Dzięki za pozdrowienia. [...] Byłam trochę ostra dla Ciebie w moim pierwszym liście. ;)

Niech Cię Bóg błogosławi w swej nieskończonej miłości!
(podpis)

20.01.2014

Siostra Zakonna

Pewna dziewczyna napisała mi piękny list, żeby opowiedzieć historję swego powołania.

Szczęść Boże !

...wczoraj niemal jednym tchem przeczytałam listy na Twoim blogu- rzecz to piękna, bowiem od samego Boga pochodzi. Jestem Ci wdzięczna za blog o tematyce powołań, gdyż szczególnie w dzisiejszym świecie trudna to sprawa rozeznać powołanie, które jest Darem Bożym. Piszę więc do Ciebie, abyś i mi choć troszkę dopomógł w tym rozeznawaniu... jeśli taka Wola Boża. Skoro trafiłam na ten blog, to zdaje się, nie przez „przypadek”. Jestem już ponad 5 lat po studiach, „nawrócona” ok. 3 lat temu. Zupełnie niespodziewanie przywrocił mi Pan wzrok na sprawy Boże i dał Światło a także pozwolił zaznać Zdroju Wody Żywej przy której piciu marności świata tego bledną i stają się bez smaku. Od momentu mojego nawrócenia (na obczyźnie) Pan jakby zarzucił kotwicę na serce moje i pociągnął je ku sobie, dając tym samym poznać, że nie zaznam już spokoju w niczym innym, jak tylko w Nim samym i tak jest po dzień dzisiejszy. Aktualnie pracuję w szkole jako nauczyciel muzyki. Jak wspomnę, jeszcze na studiach, muzyka była dla mnie najważniejsza, nawet czasem bardziej ważna niż drugi człowiek. Miałam ogromne plany i pragnienia związane z zawodem muzyka, aż tu nagle... coś się zmieniło po tej jednej Mszy Św. a szczególnie po wysłuchaniu (a nawet już w trakcie słuchania) Ewangelii wg św. Jana (8, 1-11)... Jak już wspomniałam obecnie pracuję w wyuczonym zawodzie, ale emocje już dawno opadły i ta sama muzyka, która niegdyś mnie „paraliżowała” swym pięknem, brzmi dziś zwyczajnie... Kilka lat temu, jak większość młodych kobiet, myślałam również o małżenstwie, rodzinie, chętnie umawiałam się na randki. Tymczasem od tamtego momentu, kiedy Słowo Boże poruszyło me serce dogłębnie, aż do łez, to pragnienie odeszło również. Niemal każdą wolną chwilę poświęcam na lektury duchowe, lubię przebywać z dala od zgiełku, sama w zaciszu choćby czterech ścian.... W Kościele doznaję ukojenia, spokoju, jakiego ten świat dać nie może, czasami słyszę te słowa: „Pójdź za mną”, jakieś dziwne, nie dokońca zrozumiałe dla mnie przyciąganie Chrystusa i do Sacrum. Tematyka powołań zakonnych jakby sama „rzuca” mi się w oczy i pociąga serce, ale jak mam poznać czy to rzeczywiście powołanie Boże, czy też może mój wymysł ? Dostałam już niejeden znak, choć wydają mi się one takie niewielkie (nieznaczące), dopóki nie będę miała pewności, poddaję to wszystko w wątpliwość. Nie mam kierownika duchowego a samemu tak trudno odczytać prawdę o powołaniu... Kiedyś ktoś mi powiedział, że widocznie nie trafiłam na właściwego kandydata na męża i być może szukam ucieczki a ja w głębi serca czuję, iż choćbym znalazła wspaniałego mężczyznę, miałabym wątpliwości, gdyż od jakiegoś czasu tak trudno wyobrazić mi siebie w roli żony i matki, coś wygasło... natomiast gdzieś w wyobraźni widzę siebie w habicie... koloru czarnego...

Może udzielilbyś kilku wskazówek, jakichś porad, może jakaś szczególna modlitwa, rekolekcje rozeznaniowe ? Co mam czynić?

Jezu, Ufam Tobie!

Z Panem Bogiem.
(podpis)


Droga Siostro w Chrystusie!

Bardzo mi się spodobał Twój piękny list. Jestem Włochem i nie znam polskiego, ale przeczytałem Twój list dzięki automatycznemu tłumaczowi. Ta odpowiedź została przetłumaczona przez polkę, która mi pomaga.

Mam ogromną nadzieję, że będziesz mogła stać się Oblubienicą Jezusa Chrystusa, wstępując do dobrego zakonu. Powołanie sprawdzić można przede wszystkim przez intencję, jaką kandydatka ma, pragnąc życia zakonnego. Kobieta, która chce stać się siostrą, aby poświęcić się służbie Bożej i zbawieniu dusz, żyjąc z chrześcijańską gorliwością Regułą swojego zakonu, uciec od pokus tego świata, żyć bardziej zjednoczona z Dobrym Jezusem, pokazuje, według świętego Alfonsa, że ma typowe oznaki prawdziwego powołania.

Radzę Ci spróbować życia zakonnego na krótki czas w jakimś dobrym zakonie. Musi być istotnie dobry. Niestety, są zakony, które są rozluźnione i zsekularyzowane, i gdzie nie żyje się już w prawdziwie zakonny sposób.

Co się tyczy kierownika duchownego, nie jest prosto znaleźć kogoś zdatnego do tego zadania. Mówił św. Franciszek Salezy, że jeśli kierownictwu duchownemu brakuje wiedzy, bogactwa miłości nadprzyrodzonej i roztropności, to istnieje niebezpieczeństwo dla duszy.

Jakie obce języki znasz? Czy czujesz się bardziej pociągnięta przez zakony życia czynnego, czy kontemplacyjnego?

pozdrawiam Cię serdeczne w Jezusie i Maryi,

Cordialiter

15.01.2014

Wybieram Jezusa jako jedyny przedmiot mojej miłości

[Jedno ze świadectw z książki „Oto jestem. Siostry o powołaniu”]

„Tak, mój Jezu Oblubieńcze, wybrałam i każdego dnia a wielką radością wybieram Cię na nowo”. Słowa św. Franciszka Salezego, które umieściłam na obrazku z okazji moich wieczystych zaślubin w Roku Eucharystii, są moim dziękczynieniem Tobie za tę wielką łaskę powołania. Sam wiesz, o Panie, że nic nie wskazywało na wybór takiego życia, bowiem od dziecka marzyłam tylko o jednym – zostać kochającą matką gromadki dzieci i mieć własny domek pod lasem, najlepiej w górach… Mój Jezu, przypominam sobie, że gdy spotykałam siostrę zakonną, idącą naprzeciw – natychmiast przechodziłam na drugą stronę… Dlaczego, nie wiem do dziś. Bardzo lubiłam słuchać w młodości fragmentu Ewangelii: „Siewcą jest Jezus – ziarnem słowo Boże”. Był taki dzień, Ty sam wiesz najlepiej, gdy ziarno słowa wpadło w glebę mojego życia i cichutko wzrastało, a ja – natura pełna życia – niczego się nie domyślałam. To, co najważniejsze – jest niewidoczne dla oczu… Mój Jezu, kochając mnie bezgranicznie, troszczyłeś się o wszystko, aż do najmniejszych szczegółów w moim życiu. Tymczasem mijały lata, byłam w dalszym ciągu żywiołowa, pełna energii, aktywna. I choć zdarzały się chwile dziwnej tęsknoty, poczucie niespełnienia do końca, ja nie zdawałam sobie sprawy a ich przyczyny. Organizowałam kolejną wyprawę w góry…

Panie mój, tyloma łaskami mnie obdarzyłeś, cierpliwie czekając, aż moje własne pragnienia przestaną być na pierwszym miejscu… I nagle w moje zwyczajne życie – gdy marzenia zostania żoną nabierały kształtu – Ty wszedłeś i przemówiłeś… To było zbyt wielkie dla mnie, a jednak – podobnie jak Maryja – przeżyłam swoje zwiastowanie, chwilę, gdy zrozumiałam, że chcesz mnie mieć wyłącznie dla siebie, że mam być Twoją szczególną Oblubienicą… Boże! zwyciężyłeś! Chwała Ci za to, teraz widzę, ile zyskałam, ile otrzymałam, dzięki takiej zamianie darów. I wiem, że nie mogę tego daru zatrzymać tylko dla siebie. Jak Ci dziękować, żeś mi dał tak wiele, żeś mi dał wszystko – SIEBIE! A potem? Potem już musiałam zmienić wszystko, bo uległa zamianie moja dotychczasowa hierarchia wartości. Bo w sercu i w życiu wewnętrznym rosło jedynie pragnienie oddania Bogu swojego życia. „Każda miłość, jeżeli jest prawdziwa, któregoś dnia da ci Krzyż”, i ja, mój Boski Mistrzu, krzyżem cierpienia, doświadczeniem ciężkiej choroby oczyściłam swe serce - by umiłować Cię całkowicie – bo Ty pierwszy mnie umiłowałeś. Wielu przyjaciół dziwiło się, że wybrałam zakon kontemplacyjny, dla mnie to prawdziwy dowód, że to Ty, Boże, pociągnąłeś mnie ku sobie, obdarzając powołaniem nie tylko silniejszym niż młodzieńcze uczucia, ale również silniejszym niż moja otwarta i aktywna natura. Panie Jezu, kto Ciebie naprawdę pokocha – ten przyjmuje Twą wolę z miłością i radością. Najtrudniej było mi powiedzieć kochanym Rodzicom, więc wyjechałam z domu – mówiąc tylko, że za miesiąc wrócę… Chciałam, Panie, sprawdzić, czy z moją żywiołowością mogę żyć z dala od świata, w zamkniętym klasztorze. Pamiętam, Jezu, że minęło pięć lat, zanim Rodzice uwierzyli, że chcę tu zostać – błogosław im, bo oni byli pierwszymi mistrzami nowicjatu i nauczycielami wiary, zawsze ogarniam ich wdzięcznym sercem. Jakim jesteś, Boże, kiedy się Ciebie poznaje bez zasłon, kiedy się doświadcza Twojej miłości, Twojego miłosierdzia, Twojego przebaczenia? Tylko Ty mnie rozumiesz, Ty mi współczujesz, jakim wielkim szczęściem jest być przy Tobie! Dawniej milczałam, Jezu, na temat mojej drogi do klasztoru, ale gdy się podzieliłam – to Ty mnie przynagliłeś do powtarzania tego – moje rozmówczynie zaczęły inaczej do nas podchodzić. Zrozumiały, że nie jesteśmy odludkami, które nie znają świata, że będąc z tej strony kraty również potrafimy się śmiać i tańczyć. Dziękuję Ci, Panie, za moją przeszłość, która jest wielkim bogactwem, dzięki niemu łatwiej mi zrozumieć dziewczęta, które przychodzą do nas ze swoimi problemami, a dzięki temu, że się nim dzielę – łatwiej do nich dotrzeć. Istotą mojego powołania jako adoratorki Jezusa-Hostii jest miłość dziękczynna, bo „miłość zakrywa wiele grzechów…”. Uczę się każdego dnia na nowo kochać Ciebie i drugiego człowieka, na wzór Maryi ze sceny zwiastowania staram się być wierną uczennicą Pańską.

… To dla Ciebie tu się spalam, Jezu w tej Hostii białej, Tobie dziękczynnie składam, Tobie oddaję chwałę…

Adoratorka Jezusa-Hostii

Info o książce: Książka pod redakcją Kajetana Rajskiego zawiera świadectwa 37 sióstr z różnych zgromadzeń zakonnych. Przy każdej wypowiedzi znajdziemy wzmiankę o charyzmacie zgromadzenia, w którym żyją i adresy do kontaktu.
Książkę można zamawiać pod adresem:
Kajetan Rajski
skr. poczt. 325
30-950 Kraków 61
email: kajetan94@interia.pl



xzx

10.01.2014

Chwała Bogu!

I otrzymałem list

Chwała Bogu!!!

Drogi Cordialiterze.
Zupełnie przez przypadek trafiłem na twój blog, ale nie przez przypadek piszę do ciebie. Sprawa moja odnosi się powołania do życia zakonnego. Po moim nawróceniu postanowiłem Jezusowi oddać życie w akcie zawierzenia, jednak pewne okoliczności mojego życia sprawiają, że cierpię... Cierpię dlatego, że chcę całym sobą oddawać cześć i chwałę Jedynemu Bogu, a nie mogę tego czynić. Cierpię, bo szukam już tylko Jego woli, lecz jej nie znajduję Cierpię, bo muszę żyć w świecie [...]. Czuję, że jestem jego dzieckiem lecz nie doświadczyłem pełni Jego miłości. Czuję, że wzywa mnie do służby lecz nie wiem gdzie i kiedy. Czuję, że w końcu w Nim zatonę i jestem niecierpliwy. Błogosławię Go bo jest Dobrym Ojcem. Wielbię Go bo kocha mnie bardziej od siebie samego. Przepraszam go nieustannie za każdą myśl, słowo i czyn przeciwny Jemu.

Bracie Cardialiterze, módl się za mnie i za wszystkimi, którzy jak ja szukają Pana w ciszy serca, w burzy namiętności, w wietrze nieznanego. Módl się za wszystkimi, którzy Pana nie znają. Módl się z tymi, którzy cierpią w samotności...

05.01.2014

Z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny

Oddawać się, poświęcać się, pozwolić spalać siebie w ofierze według upodobania Serca Jezusa: oto pragnienie naszych dusz. Umierajmy także by tylko zadowolić boskiego Miłośnika. On owszem, umarł strawiony płomieniami swego Serca płonącego gorliwością i miłością, umarł z tym boskim pragnieniem nieugaszonym na ustach i jeszcze bardziej w Sercu pełnym litości. A czy my nie zechcemy pracować, cierpieć, wyniszczyć się, by potem umrzeć jak On, w opuszczeniu, w ciszy oraz z Jego palącym pragnieniem?

(wybrane myśli z pism bł. Marii od Jezusa Deluil-Martiny, z książki "Gesù deve regnare”, pod redakcją Paola Risso, LEV)

30.12.2013

Powolanie

[List z pism św. Alfonsa Marii di Liguori do panienki pragnącej poznać swe powołanie].

Droga siostro, rozmyślasz nad wyborem stanu życia. Widzę Cię niespokojną, gdyż świat chce Cię dla siebie, poślubiając Ciebie; także Jezus Chrystus chce Ciebie dla Siebie czyniąc Cię mniszką w jakimś ścisłym klasztorze. Zważ, że od tej decyzji, którą musisz podjąć, zależy Twoje wieczne zbawienie; zatem radzę Ci modlić się codziennie do Pana, i zacznij od teraz, gdy czytasz to pisemko, aby udzielił Ci światła i siły do wybrania owego stanu najkorzystniejszego dla Twego zbawienia, abyś nie żałowała potem wyboru dokonanego na całe życie i wieczność, kiedy to nie będzie można naprawić błędu. Zbadaj ponadto, co może bardziej przysłużyć się Tobie i uszczęśliwić: czy posiadanie za oblubieńca mężczyzny ziemskiego czy Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i króla nieba. Zobacz, który z nich wydaje Ci się lepszy i tego wybierz. Dziewica św. Agnieszka miała 13 lat, a ponieważ była piękna, wielu ją kochało: między innymi syn rzymskiego prefekta zapragnął ją pojąć za żonę. Ona jednakże patrząc na Jezusa Chrystusa, który pragnął jej dla Siebie, odpowiedziała rzymianinowi: Znalazłam oblubieńca lepszego od ciebie i wszystkich królów ziemskich. Nie mogę zatem zamienić Go na innego. I by Go nie zamienić rada była stracić swe życie w tak młodym wieku, i umarła szczęśliwa, męczennica Jezusa Chrystusa. To samo odpowiedziała święta dziewica Domicilia księciu Aureliuszowi, który był wielkim panem. I także ona umarła śmiercią męczeńską, spalona żywcem, by nie porzucić Jezusa Chrystusa. Och, jakże szczęśliwe są teraz w niebie te dziewczęta z dokonania owego dobrego wyboru, a ich szczęście będzie trwało na wieki! Ten sam szczęśliwy los będzie udziałem wszystkich tych dziewcząt, które zostawią świat, by oddać się Jezusowi Chrystusowi. Zbadaj konsekwencje wypływające ze stanu życia tego, kto wybiera świat i tego, kto wybiera Jezusa Chrystusa. Świat oferuje Ci dobra ziemskie, stroje, zaszczyty, rozrywki i przyjemności. Jezus Chrystus przeciwnie – pokazuje Ci bicze, ciernie i krzyże, gdyż takie były dobra, jakie wybrał dla siebie po wszystkie dni swego życia ziemskiego. Jednakże oferuje Ci ponadto dwa ogromne dobra, jakich nie może Ci dać świat, to jest pokój serca w doczesności i raj po śmierci. Poza tym, zanim zdecydujesz, jaki stan wybrać, koniecznym jest abyś pomyślała o tym, że dusza Twa jest wieczna, zatem po obecnym życiu, które szybko się skończy, w chwili śmierci będziesz musiała przejść do wieczności, w której dane Ci będzie miejsce kary lub nagrody, na którą sobie zasłużysz uczynkami w swoim życiu. Po śmierci zatem przyjdzie Ci mieszkać w domu życia wiecznego lub śmierci wiecznej, tam zostaniesz przez całą wieczność, zbawiona na zawsze i szczęśliwa pośród rajskich radości, albo stracona i zrozpaczona pośród piekielnych mąk. Pomyśl więc, że wszystkie rzeczy tego świata muszą szybko przeminąć. Szczęśliwy, kto się zbawi, nieszczęsny kto się potępi! Pamiętaj zawsze o tej wielkiej maksymie powiedzianej przez Jezusa Chrystusa: na cóż człowiekowi zyskać świat cały i duszę stracić? Maksyma ta skłaniała wielu chrześcijan do zamknięcia się w klasztorach czy osiedlenia się na pustyni, i wiele dziewcząt do zostawienia świata, by oddać się Bogu i umrzeć świętą śmiercią. I na odwrót: rozważ nieszczęsny los, jaki spotkał tyle dam, tyle księżniczek i królewien, którym w świecie służono, chwalono, czczono i niemalże uwielbiano. Ale jeśli nieszczęsne potępiły się, na cóż im w piekle te liczne bogactwa, rozkosze i zaszczyty, jakimi cieszyły się na ziemi, teraz wśród kar i wyrzutów sumienia, które je będą męczyć przez wieczność, będąc bez Boga i nie widząc ratunku dla swej wiecznej zguby? Spójrzmy jednakże na dobra, jakie świat daje w tym życiu tym, którzy za nim podążają, i na dobra, jakimi Bóg obdarza tych, którzy Go kochają i dla Niego porzucają świat. Świat obiecuje wielkie rzeczy swoim zwolennikom; lecz któż nie widzi tego, że świat jest zdrajcą, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa? Daje dobra ziemskie. Ale czy daje pokój, szczęśliwe życie jak obiecuje? Nie, ponieważ wszystkie jego dobra nęcą zmysły i ciało, ale nie zadowalają serca i duszy. Dusza nasza została stworzona przez Boga, by Go kochać w tym życiu i cieszyć się Nim w przyszłym. Toteż wszystkie dobra ziemskie, wszystkie rozkosze i wszystkie jego wspaniałości wychodzą z serca, ale nie wchodzą w to serce, które tylko Bóg może zaspokoić. Co więcej, Salomon nazywał wszystkie dobra światowe próżnością i kłamstwami nie zaspokającymi serca, lecz je dręczącymi: Vanitas vanitatum et afflictio spiritus. I rzeczywiście doświadczenie pokazuje, że ten, kto bardziej opływa w takie dobra, żyje bardziej niespokojny i udręczony. Gdyby świat zadowalał swymi dobrami księżniczki, królowe, którym nie brakuje zabaw, komedii, festynów, uczt, pałaców, karet, pięknych ubrań, radości, służących im dworzan, wszystkie te panie byłyby zadowolone. Ale nie, oszukują się ci, którzy uważają, że są takie. Spytajcie je, czy cieszą się pełnym pokojem, czy żyją w pełni zadowolone, co wam odpowiedzą? Jaki pokój, ja zadowolona? Każda z nich powie wam, że prowadzi nieszczęśliwe życie i nie wie, co to jest pokój. Złe traktowanie, jakiego doświadczają od mężów, przykrości, jakich doznają ze strony swych dzieci, zazdrość, lęki, potrzeby domowe sprawiają, że żyją wśród ciągłych obaw i goryczy. Każda kobieta zamężna może nazwać siebie męczennicą cierpliwości, jeśli jest cierpliwa. Inaczej cierpieć będzie mękę w tym świecie i boleśniejszą po śmierci. Jeśli nie byłoby innej męki, same wyrzuty sumienia starczą, by ją ciągle męczyć, gdyż żyjąc przywiązana do dóbr ziemskich, mało myśli o duszy, mało przystępuje do sakramentów, mało się poleca Bogu. I pozbawiona takiej pomocy by dobrze żyć, nie może żyć nie grzesząc i nie mając nieustannych wyrzutów sumienia. I oto jak wszystkie obietnice zabaw złożone przez świat stają się goryczą i lękami przed potępieniem. O ja biedna! – powie – co ze mną będzie w godzinie mojej śmierci po takim życiu, jakie prowadzę, z dala od Boga i z tyloma grzechami, stając się coraz bardziej gorszą? Chciałabym się wyciszyć, by pomodlić się trochę, ale sprawy rodzinne i domowe nie pozwalają mi na to. Chciałabym słuchać kazań, wyspowiadać się, przyjmować często Komunię świętą, chodzić do kościoła, ale mój mąż nie chce tego. Często brakuje mi potrzebnego wsparcia, i te ciągłe sprawy, opieka nad dziećmi, wizyty i intrygi, których nie brak, trzymają mnie zamkniętą w domu. Dopiero w dni świąteczne mogę uczestniczyć we Mszy św. Szalona byłam, że zechciałam wyjść za mąż! Mogłam była zostać świętą w klasztorze! Jednakże wszystkie te lamenty na cóż się zdają, jeśli nie po ty, by powiększyć jej mękę, widząc że jest już za późno i nie może zmienić mylnego wyboru pójścia w świat? I jeśli jej życie stanie się gorzkie, tym bardziej gorzką będzie jej śmierć. Wówczas ujrzy wokół łóżka służki, męża, płaczące dzieci; oni jednakże nie będą jej ukojeniem, lecz większą udręką; i tak udręczona, biedna w zasługi i pełna leków o swe zbawienie wieczne będzie musiała stawić się przed Jezusem Chrystusem, który ją osądzi. I odwrotnie – mniszka która zostawi świat dla Jezusa Chrystusa, jakże będzie szczęśliwa żyjąc pośród tylu oblubienic Bożych, w samotnej celi z dala od zgiełku świata i ciągłych niebezpieczeństw, z którymi stykają się ci, którzy żyją w świecie, z niebezpieczeństwem utraty Boga! I o ileż bardziej poczuje się pocieszona w chwili śmierci na myśl o swoich latach spędzonych na modlitwie, umartwieniach i wielu adoracjach, spowiedzi świętych, aktów pokory, nadziei, miłości do Jezusa Chrystusa. I jakkolwiek diabeł nie omieszka przerazić ją widokiem grzechów popełnionych w swej młodości, Niebieski Oblubieniec jednakże, dla którego zostawiła świat, będzie umiał ją pocieszyć. I tak pełna ufności umrze w objęciach Ukrzyżowanego, który ją zaprowadzi do nieba. Zatem, droga Siostro, ponieważ musisz wybrać stan swego życia, wybierz ten, w jakim chciałabyś być w chwili śmierci. W owej godzinie, każda, widząc kończący się dla niej świat, powie: O gdybym była została świętą! O gdybym była porzuciła świat i oddała się Bogu! Ale stało się co się stało; nie zostaje nic innego jak oddać ducha i wyjść naprzeciw Jezusa mówiącego: Chodź, szczęśliwa, by ze Mną na zawsze zażywać szczęśliwości, lub: Idź do piekła, oddzielona ode Mnie na zawsze. Do Ciebie należy wybór: albo świat albo Jezus Chrystus. Jeśli wybierzesz świat, wiedz, że wcześniej czy później będziesz tego żałować, zatem pomyśl dobrze. W świecie wiele jest kobiet, które się potępiają; w klasztorach mało jest takich. Poleć się Ukrzyżowanemu oraz Najświętszej Maryi Pannie, aby Ci pomogli wybrać to, co najlepsze dla Twego zbawienia wiecznego. Jeśli chcesz zostać zakonnicą, postanów również stać się świętą: albowiem jeśli myślisz żyć w klasztorze w luźny sposób oraz niedoskonała, jak żyją niektóre mniszki, na nic zda Ci się wstąpienie, gdyż będziesz prowadziła nieszczęśliwe życie, i nieszczęśliwa będzie także Twa śmierć. Jeśli natomiast odczuwasz niechęć do zamknięcia się w klasztorze, nie mogę polecić Tobie stanu małżeńskiego – podczas gdy św. Paweł nie poleca go nikomu, chyba że w przypadku czystej konieczności, której mam nadzieję nie ma u Ciebie. Zostań przynajmniej w swoim domu i tam postaraj się stać się świętą. Proszę Cię, abyś przez 9 dni prosiła Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby dał Ci światła i siły do wybrania tego stanu życia, jaki jest najlepszy dla Ciebie do zbawienia. Módl się także do Matki Bożej, aby wyjednała Ci tę łaskę za swoim potężnym wstawiennictwem.

25.12.2013

Życie poświęcone Bogu

Jakiś czas temu otrzymałem list od dziewczyny, która ze łzami w oczach chciała wystosować dramatyczny apel…

Drogi Bracie w Chrystusie, piszę do pana, aby moje świadectwo przydało się wszystkim tym dziewczynom, które czują wezwanie do życia zakonnego. Jestem 20-letnią dziewczyną i chociaż jestem w młodym wieku, minione lata przeżyłam bardzo intensywnie i gdybym mogła cofnąć się, przeżyłabym jeszcze raz każdą chwilę. W wieku zaledwie 12 lat zaczęłam jakby przez przypadek odwiedzać ścisły zakon, który sprawił, że ogromnie pokochałam Chrystusa i Jego Kościół. Od małego zawsze myślałam o tym, że kiedyś oddam się Chrystusowi w owym domu zakonnym, który określałam jako mój prawdziwy dom czy w innym domu mojego ukochanego zgromadzenia. Nie otrzymawszy nigdy pozwolenia rodziców, bym mogła wstąpić do zakonu, z drżeniem i lękiem oczekiwałam dnia moich osiemnastych urodzin, i podczas gdy wszyscy czynili przygotowania do moich urodzin, ja w wielkiej tajemnicy przygotowywałam moją duszę na oddanie się mojemu Oblubieńcowi.

Po kilku miesiącach od moich urodzin wyjechałam mówiąc moim rodzicom, że odbędę rekolekcje, ale nie takie jak zawsze, i że wcześniej czy później wrócę, może za kilka miesięcy. Rozpoczęłam swą drogę pod kierownictwem świątobliwych mniszek wiernych zakonowi i regule, osób, które oddałyby swe życie, by tylko dochować wierności swoim ślubom. Odczuwałam radość wypływającą z mego wnętrza i której nikt, jak myślałam, nie mógłby mi kiedykolwiek pozbawić. Oczywiście napotkałabym na trudności, ale takie są również i w miłości dwóch stworzeń, zwykłej pary. Dość szybko moi rodzice zdali sobie sprawę, że będą to rekolekcje bez powrotu i z wielkim bólem przybyli mnie odwiedzić, zrozpaczeni i z oczyma pełnymi łez błagali mnie, abym wróciła […]. Wróciłam do domu z nadzieją, że wkrótce wrócę do klasztoru. I tak też było, po kilku tygodniach powróciłam, ale tym razem do klasztoru klauzurowego, który został założony przez tę samą osobą (wcześniejszy zakon, gdzie byłam, był otwarty, czynny) i to o ścisłej klauzurze – Klaryski Niepokalanej, o których pan wspomina na swoim blogu. W całym moim życiu nigdy nie czułam i pewna jestem, że nie poczuję tak wielkiej radości. Mimo, że znajdowałam się za kratami, czułam się wolna, trudno w to uwierzyć, ale tak było. Dla mnie był to przedsionek nieba. Także i dziś dałabym wszystko, by tylko tam powrócić. Piszę do pana ze łzami w oczach i obumarłym sercem, proszę pana, aby przestrzegał każdego przed porzuceniem drogi poświęcenia się Chrystusowi gdyż, proszę mi wierzyć, naprawdę się umiera. Aktualnie jestem zaręczona, żyję w majętnej rodzinie, studiuję i nie brakuje mi niczego… Aczkolwiek brakuje mi wszystkiego, oddałabym życie me, by cofnąć się o parę lat, ale to niestety niemożliwe, i pewna tego staram się żyć w nadziei odzyskania przynajmniej najmniejszej cząstki szczęścia. Proszę pana w imię Chrystusa i Matki Bożej, niech uczyni wszystko co tylko możliwe, by zachęcać i pomagać tym, którzy mają pokusę porzucenia powołania, proszę im mówić, że szczęście jest tylko na tej drodze, którą Jezus wybrał dla nas. Dziękuję za pański blog.


Najdroższa siostro w Chrystusie,
mów mi na ‘ty’ (tak wolę). Dziękuję ci za twe świadectwo, które jak sądzę, będzie użyteczne dla osób niezdecydowanych w wyborze stanu swego życia.

W twoim liście zauważyłem jednakże trochę zniechęcenia. Najdroższa, każdy chrześcijanin musi pokładać nadzieję w Bogu, zatem nie musi się niczego obawiać, a w jego duszy musi zawsze panować duchowa radość. Zatem odwagi! Nawet jeśli sytuacja może ci się wydawać beznadziejna, musisz mieć nadzieję wbrew nadziei. Czy jesteś pewna, że nie możesz już obrać życia zakonnego u Klarysek Niepokalanej czy w innym dobrym zakonie? A jeśli Bóg chce, abyś była kolejną Zelią Guérin (mama św. Tereski)? Jakkolwiek by było, nie możesz żyć w żalu przez resztę swego życia, powierz się Maryi, Pośredniczce wszelkich łask a zobaczysz, że znajdzie się rozwiązanie.

Jeśli w przyszłości napiszesz jeszcze do mnie, ufam całym sercem, że tym razem dasz o sobie znać pogodna i pełna duchowej radości. Bardzo mi zależy na zbawieniu twej duszy, gdyż zostałaś okupiona wysoką ceną przez Chrystusa przybitego do krzyża. Ufaj zawsze Jezusowi i Maryi!

Zachęcam cię do pełnienia woli Bożej względem ciebie i pozdrawiam cię bratersko in Corde Matris

Cordialiter

20.12.2013

Siostra zakonna

Życie zakonne jest piękne jedynie wtedy, gdy przeżywane jest w sposób żarliwy, przestrzegając wiernie reguły i konstytucji własnego zgromadzenia zakonnego. Jednym z najlepszych zakonów żeńskich istniejących w Polsce jest zakon Sióstr Franciszkanek Niepokalanej, założony przez włoskiego księdza Ojca Stefana Manelli. Siostry te o “ścisłej regule” żyją maryjną duchowością św. Maksymiliana Marii Kolbego, heroicznego polskiego kapłana, który z wielką gorliwością szerzył nabożeństwo do Niepokalanej Pośredniczki wszelkich Łask, naszej najsłodszej Mamy niebieskiej.


Bardzo sobie cenię ich wierność Magisterium Kościoła, radosne ubóstwo w stylu życia i ich gorliwość o zbawienie dusz, odkupionych przenajdroższą Krwią Jezusa Chrystusa. Inną rzeczą, jaką cenię bardzo u Franciszkanek Niepokalanej jest ich wytrwałe noszenie przepięknego habitu koloru szaro-błękitnego; nigdy go nie zdejmują, nawet jeśli wykonują ciężkie prace. Ich styl życia jest pełne franciszkańskiej radości, kwitnie w liczne powołania zakonne.


Większość Sióstr Franciszkanek Niepokalanej prowadzi aktywne życie, to znaczy angażuje się w dzieła apostolskie, między innymi w szerzenie dobrej prasy katolickiej.
Jeśli któraś z dziewczyn odczuwa potrzebę przeprowadzenia prywatnych rekolekcji, np. celem rozeznania powołania, w klasztorze tego zgromadzenia może znaleźć odpowiednie miejsce dla refleksji i dialogu z Bogiem. Nie należy mylić Sióstr Franciszkanek Niepokalanej z Klaryskami Niepokalanej (to inny zakon też o ścisłej regule). Nawet jeśli są ściśle zaprzyjaźnione duchowo, to jednak są różnymi zakonami o różnych regułach zakonnych.

Kontakt:

Siostry Franciszkanki Niepokalanej
Ul. Modzelewskiego 98a
02-679 WARSZAWA
Tel. (0-22) 844-02-42
e-mail: fi-varsavia@o2.pl

15.12.2013

Oddać swoje życie Jezusowi

Przytaczam tekst interesującego listu o tytule ‘Odpowiedź młodzieńcowi proszącego o radę odnośnie stanu życia jaki musi wybrać’, napisany przez św. Alfonsa Marię di Liguori.

Czytam w twym liście, że od dłuższego czasu czujesz natchnienie od Boga, by zostać zakonnikiem, ale zrodziły się w twych myślach liczne wątpliwości, a szczególnie taka, że mógłbyś zostać świętym również w świecie, nie zostając zakonnikiem. Odpowiadam pokrótce na twój list, ponieważ gdybyś życzył sobie dłuższy list, możesz przeczytać moją broszurę wydaną i zatytułowaną “Ostrzeżenia odnośnie powołania zakonnego” gdzie obszernie omówiłem tę materię. Zatem piszę tu jedynie w skrócie, iż wybór stanu życiowego jest ogromnie ważny, gdyż od niego zależy wieczne zbawienie. Ten kto wybiera stan, do którego go Bóg powołuje, łatwo się zbawi; a kto nie jest posłuszny Bożemu powołaniu, ciężko się zbawi, wręcz będzie moralnie rzeczą niemożliwą, by się zbawił. Większość tych, którzy się potępili, doprowadzili do tego, gdyż nie odpowiedzieli na Boże wezwanie.

Toteż abyś mógł wybrać ów stan, który ci będzie najpewniejszy do uzyskania życia wiecznego, ważnego dla nas wierzących, rozważ to, że twa dusza jest wieczna a jedynym celem, dla którego Bóg umieścił cię w tym świecie z pewnością nie było to, abyś zdobywał rzeczy i zaszczyty na tej ziemi, czyniąc w ten sposób życie wygodnym i przyjemnym, ale to, abyś świętymi cnotami zasłużył sobie na życie wieczne: finem vero vitam aeternam. W dniu sądu na nic zda ci się ulepszony dom czy uzyskana pozycja w świecie. Dobrem dla ciebie będzie to, że służyłeś i miłowałeś Jezusa Chrystusa, który będzie twoim sędzią.

Myślisz, że zostając w świecie również mógłbyś dojść do świętości. Tak, tak, mógłbyś, ale to trudne, i jeśli naprawdę zostałeś wezwany przez Boga do stanu zakonnego a chcesz pozostać w świecie, jest to moralnie niemożliwe, jak powiedziałem wyżej, gdyż braknie ci tych pomocy Bożych, jakie przygotował dla ciebie w zakonie. I pozbawiony ich nie zbawisz się. Ktoś, kto chce zostać świętym, wystarczy, że posłuży się duchowymi środkami, będzie unikał złych okazji, oderwie się od dóbr ziemskich, skupi swe życie w Bogu - dla podtrzymania którego trzeba uczęszczać do sakramentów i odprawiać codziennie modlitwę myślną, sięgać po lektury duchowe, stosować inne pobożne ćwiczenia, bez których nie możesz prowadzić duchowego życia. Tak więc wszystkie te rzeczy bardzo trudno jest, by nie powiedzieć niemożliwie, czynić pośród zgiełku i kłopotów świata. Sprawy rodzinne, potrzeby domu, narzekania rodziców, kłótnie, prześladowania, w jakie obfituje świat, zajmą ci umysł myślami i lękami, tak że roztargniony będziesz mógł dopiero wieczorem polecić się Bogu. Chciałbyś się modlić, przeczytać duchową książkę, często przystępować do Komunii św., nawiedzać codziennie Najświętszy Sakrament Ołtarza – lecz wszystko będzie ci uniemożliwione przez sprawy światowe, a ta mała cząstka, którą uczynisz, będzie zupełnie niedoskonała, gdyż uczyniona pośród tysiąca roztargnień i oschłości ducha. Zatem twe życie będzie zawsze niespokojne, a bardziej niespokojną będzie twa śmierć. Z jednej strony nie braknie przyjaciół wzbudzających w tobie lęk przed obraniem życia zakonnego, jawiące się jako ciężkie i męczące. Z drugiej strony świat zaoferuje ci zabawy, ubrania i zadowolone życie – bądź czujny i nie daj się oszukać. Bądź przekonany, że świat jest zdrajcą, który obiecuje i nie dotrzymuje słowa. Oferuje ci wszystkie te dobra ziemskie; ale nawet jeśli dałby ci je, będzie mógł kiedykolwiek dać ci pokój duszy? Nie, tylko Bóg może dać ci prawdziwy pokój. Dusza jest stworzona tylko dla Boga, by kochała Go w doczesności i cieszyła się Nim w wieczności. Dlatego tylko Bóg może ją zadowolić. Wszystkie rozkosze i bogactwa ziemskie nie mogą dać prawdziwego pokoju, co więcej, kto bardziej opływa w takie dobra ziemskie, żyje bardziej udręczony, jak mawiał Salomon, który w nie opływał: Universa vanitas, et afflictio spiritus.

Gdyby świat zadowalał dobrami ziemskimi, bogaci, magnaci i monarchowie, którym nie brakuje pieniędzy ani zaszczytów ani zabaw, byliby w pełni zadowoleni; ale doświadczenie pokazuje, że u takich wielkich tego świata, im większa jest ich wielkość, tym większe są ich lęki, obawy i troski. Bardziej zadowolony będzie biedny mnich opasany liną i ubrany w wór, karmiący się czterema ziarnkami bobu i śpiący w celce na słomie, niż książę ze wszystkimi swoimi złotymi szatami i posiadanymi bogactwami. Codziennie będzie miał suto zastawiony stół, wieczorem spocznie w miekkim łóżku pod bogatym baldachimem, ale nie będzie mógł spać z powodu lęków, spędzajacych mu sen z oczu. Szalony, kto kocha świat a nie kocha Boga!, mówił św. Filip Neri. I jeśli ci światowcy prowadzą życie niespokojne, tym bardziej niespokojna będzie ich śmierć, kiedy kapłan nakaże opuścić ten świat słowami: Proficiscere, anima christiana, de hoc mundo: uściśnij krucyfiks, gdyż skończył się świat dla ciebie. Złem jest, że w świecie mało się myśli o Bogu i przyszłym życiu, gdzie będziemy przebywać na wieki. Wszystkie myśli lub prawie wszystkie dotyczą rzeczy ziemskich, a zatem dzieje się tak, że jak życie nieszczęśliwe to i bardziej nieszczęśliwa śmierć. Toteż przed zatwierdzeniem wyboru twojego stanu życiowego, wyobraź sobie chwilę śmierci i wybierz ten stan, jakiego wówczas chciałbyś być. Wtedy nie będzie już czasu na naprawę błędu, jeślibyś miał się pomylić, stawiając wyżej życie z większą wolnością nad Boże powołanie. Rozważ, że każda rzecz doczesna kończy się: Praeterit figura huius mundi; koniec będzie musiał nadejść dla każdego z nas. Każda rzecz przemija a śmierć się przybliża, a my, ile kroków uczynimy, tym bardziej się przybliżamy do śmierci a ze śmierci przejdziemy do wieczności. Po to się narodziliśmy: Ibit homo in domum aeternitatis suae. Śmierć nadejdzie, kiedy najmniej sobie to wyobrażamy. Ach, znajdując się więc w obliczu śmierci, czym nam się będą wydawać wszystkie te dobra ziemskie, jeśli nie przemijającymi dobrami, marnościami i szaleństwami? Na cóż zda się ostrzeżenie Jezusa Chrystusa przed zatraceniem własnej duszy po zyskaniu świata całego? Quid prodest homini, si mundum universum lucretur, animae vero suae detrimentum patiatur? Na nic się nie zda, tylko na to, by umrzeć nieszczęśliwą śmiercią po nieszczęśliwym życiu.

I na odwrót – młodzieniec, który pozostawi świat, by oddać się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, jakże będzie się widział zadowolonym żyjąc w samotnej celi, z dala od zgiełku oraz częstych niebezpieczeństw, jakie są w świecie, niebezpieczeństw utraty Boga! W klasztorze nie będzie miał zabaw, muzyki, komedii i balów, lecz będzie miał Boga, który go będzie pokrzepiał i pozwalał mu cieszyć się pokojem. Mówię o pokoju, jaki można mieć w tej dolinie łez, gdzie każdy musi cierpieć swoje i może ze świętą cierpliwością zaskarbić sobie ów pełen pokój przygotowany w niebie. Żyjąc z dala od rozrywek światowych, miłosne spojrzenia kierowane od czasu do czasu na krucyfiks, [...] miłosne westchnienia [ku Bogu], pocieszą go bardziej niż wszystkie rozrywki i festyny świata, które pozostawiają gorycz. I jeżeli zadowolony przeżyje to życie, bardziej zadowolonym będzie się czuł w chwili śmierci, że wybrał stan zakonny. Jakże będzie pocieszony na myśl, że spędził swe lata życia na modlitwach, czytaniach duchowych, umartwieniach i innych pobożnych ćwiczeniach, a zwłaszcza jeśli w zakonie włączył się w zbawienie dusz swymi kazaniami i słuchaniem spowiedzi! To rzeczy, które w chwili śmierci powiększą w nim ufność wobec Jezusa Chrystusa, szczodrego w nagradzaniu tych, którzy trudzili się dla Jego chwały. Przejdźmy do konkuzji na temat twego wyboru. Ponieważ Pan wezwał cię do opuszczenia świata i bycia całkowicie dla Niego w życiu konsekrowanym, powiadam ci: raduj się i zarazem drżyj. Raduj się z jednej strony, dziękuj zawsze Panu, gdyż bycie wezwanym przez Boga do życia doskonałego jest łaską, której Bóg nie wszystkim udziela: Non fecit taliter omni nationi. Z drugiej strony drżyj, albowiem jeśli nie posłuchasz Bożego wezwania, wystawisz na wielkie niebezpieczeństwo swe zbawienie wieczne. Nie mam tu dość miejsca, by opowiedzieć ci o wielu przykładach młodzieńców, którzy zignorowali powołanie, przeżyli życie nieszczęśliwie i tak samo nieszczęśliwie umarli. Bądź pewien tego, że jeśli twe powołanie okaże się prawdziwe, a pozostaniesz w świecie, nie zaznasz pokoju i twa śmierć będzie bardzo niespokojną z powodu wyrzutu sumienia, jakie będzie cię wtedy męczyło, że nie usłuchałeś się Boga powołującego cię do stanu zakonnego. Na końcu twego listu chciałeś, abym ci powiedział, czy w przypadku nie odczuwania pociągu do życia zakonnego, lepiej by było ożenić się, jak tego chcą rodzice, lub zostać księdzem diecezjalnym. Odpowiadam ci: stanu małżeńskiego nie mogę ci poradzić, podczas gdy św. Paweł nikomu go nie zaleca, chyba że byłaby taka konieczność z powodu niepohamowanej zmysłowości cielesnej, której braku jestem pewien w twoim przypadku.

Co do bycia kapłanem diecezjalnym zważ, że takowy ma kapłańskie obowiązki pośród rozproszeń oraz niebezpieczeństw właściwych dla osób świeckich, gdyż żyjąc w świecie nie jest w stanie uniknąć problemów we własnym domu, z powodu krewnych, oraz niebezpieczeństw dla duszy. Będzie miał pokusy we własnym domu, nie mogąc zapobiec temu, by nie było w nim kobiet, krewnych, osób pomagających lub obcych. Powinieneś tam zaszyć się w osobnym pokoju i nie zajmować się niczym innym jak sprawami Bożymi. To jednakże jest bardzo trudne w praktyce i toteż mało jest kapłanów, którzy we własnym domu dążą do świętości. I odwrotnie – wstępując do zakonu o ścisłej regule będziesz wolny od męczących myśli o jedzeniu i ubraniu, gdyż tam we wszystko zaopatrzy cię klasztor. Nie będziesz miał tam krewnych, którzy by cię niepokoili; nie wejdą tam kobiety mącące myśli. I tak daleki od zgiełku świata nie będziesz miał nikogo, kto by ci przeszkadzał w modlitwach i skupieniu. Powiedziałem klasztor o ścisłej regule, ponieważ jeśli chciałbyś wstąpić do innego, gdzie żyje się w luźny sposób, lepiej jest, abyś został we własnym domu i starał się zbawić duszę, jak tylko możesz. Wstępując bowiem do wspólnoty, gdzie panuje luźna atmosfera, naraziłbyś się na niebezpieczeństwo zatracenia się. Jakkolwiek wstąpiłbyś z postanowieniem modlenia się i myślenia jedynie o Bogu, mimo to, pociągany złym przykładem współtowarzyszy oraz wyśmiewany i nawet prześladowany – jeśli nie będziesz chciał żyć tak jak oni – zaniechasz wszystkich nabożeństw i będziesz postępował tak, jak inni. Jeśli więc Bóg raczy udzielić ci łaski powołania, uważaj, by zachować je, polecając się często Jezusowi i Maryi w swych modlitwach. I wiedz, że jeśli postanowisz oddać się cały Bogu, demon odtąd zwiększy swe wysiłki kusząc cię, abyś popadł w grzech a zwłaszcza abyś stracił powołanie. Pozdrawiam Cię i proszę Pana, aby uczynił cię całego swoim.

10.12.2013

Spowiedź

Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego stara się oddalić dusze od Jezusa, wpajając w nie obawy takie jak wyolbrzymiony lęk złego wyspowiadania się. Oto fragment listu jednej dziewczyny:

Jednym z mioch podstawowych problemów jest to, że nie wiem czy robię różne rzeczy dobrze: czy się dobrze spowiadam, czy dobrze przyjmuję Komunię św. , czy dobrze się modlę... i ta niepewność sprawia, że unikam Komunii św., modlitwy, itd. Gdybym tylko była pewna z uprzedzeniem, że Pan będzie zadowolony z mojej spowiedzi, natychmiast bym pobiegła. Niestety zatrzymuję się przed Bogiem, który jest Miłością, który może wzywa mnie, żebym się Jemu poświęciła, ale boję się do Niego zbliżyć. Módl się za mnie, aby Pan dał mi odwagę do czynienia tego, czego On ode mnie oczekuje!

Droga Siostro w Chrystusie,
                                              Od wielu miesięcy piszemy do siebie maile, cieszę się, że w tym czasie kontynuowałaś trwanie w drodze duchowej i w rozeznawaniu powołania. Nie powinnaś się zatrzymywać, lecz postępować na drodze doskonalenia chrześcijańskiego. Nie martw się zbytnio popełnionymi grzechami, bo Pan jest dobry i chętnie nam przebacza, gdy spowiadamy się ze szczerą skruchą. Żadna dziewczyna nie jest godna, aby zostać Oblubienicą Jezusa, ponieważ On jest Bogiem, podczas gdy my, synowie Ewy, wszyscy jesteśmy grzesznikami. Kiedy Pan udziela jakiejś osobie łaskę powołania do życia konsekrowanego, nie czyni tego na podstawie zasług, lecz z czystej miłości. Jeśli zostaniesz siostrą zakonną (ma wielka nadzieję, że tak się stanie!), nie będzie to dzięki Twoim zasługom, ale tylko dlatego, że Jezus tak chciał, bo On jest dobry. Diabeł nie chce, abyś żyła po chrześcijańsku, dlatego stara się oddalić Cię od Jezusa doprowadzając cię do smutku i obaw. Kiedy jakaś osoba jest zalękniona i zdemoralizowana, dla demona łatwo odciągnąć ją od modlitwy i od Komunii. Nie możesz wpadać w taką pułapkę.

Ty nie możesz już żyć bez Jezusa, ponieważ kiedy twoja miłość do Niego jest chłodna, bardzo cierpisz w swym sercu. Musisz bardzo kochać Jezusa, gdyż w świecie jest wiele rozproszeń i pokus; oto dlaczego mam wielką nadzieję, że będziesz mogła wstąpić do jakiegoś klasztoru. Tam będzie ci łatwiej żyć po chrześcijańsku w sposób żarliwy, tam będziesz mogła myśleć tylko o tym, by kochać Boga całym sercem, bez rozpraszania się niepotrzebnymi ziemskimi rzeczami.

Musisz spróbować żyć po chrześcijańsku w sposób radosny, musisz próbować oddalać od siebie niepotrzebne lęki. Musisz modlić się codziennie bez obaw, że modlisz się źle, ważne jest, że nie rozpraszasz się z własnej woli podczas modlitwy. Ponadto byłoby pięknie gdybyś dialogowała z Jezusem i Maryją. Tak, możesz rozmawiać po bratersku z nimi, opowiadając o swoich problemach, o swoich cierpieniach, o swoich pragnieniach, ale przede wszystkim mówiąc, że ich kochasz i że chcesz ich kochać przez resztę wieczności, itd. Święty Alfons Maria Liguori napisał piękną książeczkę, która wyjaśnia w jaki sposób należy rozmawiać z Bogiem.

Co się tyczy spowiedzi, nie bój się; istotne jest żałować popełnionych win, później wystarczy wyznanie grzechów śmiertelnych, ale jeśli chcesz możesz wyznać także te lekkie. Aby popełnić grzech ciężki musisz być w pełni świadoma, że to co czynisz bardzo Boga obraża i w pełni na to pozwalasz.jeśli zaś nie wiedziałaś, że coś było poważną materią lub nie miałaś pełnej świadomości, lub też nie było w tym pełnego przyzwolenia woli, możesz być pewna, że nie popełniłaś grzechu śmiertelnego. Jeśli nie możesz przysiąc, że jakiś czyn był z całą pewnością grechem ciężkim, nie jesteś zobowiązana, by go wyznawać. Poprzez rozgrzeszenie odpuszcza się wszystkie grzechy, także te których nie wyznałaś nie będąc pewna czy są śmiertelne. W każdym razie jeśli twój spowiednik jest dobrym kapłanem, możesz opowiedzieć mu o swoich wątpliwościach sumienia i on ci pomoże zrozumieć czy były to grzechy śmiertelne, lekkie czy też zwykłe skrupuły.

Diabeł nie chce, żebyś przyjmowała Komunię św. , ponieważ w ten sposób jednoczysz się z Jezusem: On staje się cały twój, a ty stajesz się cał Jego. Kiedy Jezus jest w Tobie, powinnaś mówić do niego słowa miłości, mów Mu, że Go kochasz i że chcesz kochać Go jeszcze bardziej, bo On na to zasługuje. Mów Mu, że jesteś gotowa oddać Mu swoje życie, że chcesz kochac tylko Jego, że chcesz, aby wszystkie dusze Go kochały, aby On królował nad wszystkimi sercami ludzkimi, aby wszystkie dusze się zbawiły i poszły do Nieba kochać Go na zawsze, że wolałabyś umrzeć niż popełnić choć jeden grzech w pełni świadomie, itd.

Masz delikatne sumienie, więc kiedy nie jesteś pewna czy popełniłaś grzech ciężki, powinnaś zakładać, że go nie popełniłaś. Osoby o wrażliwym sumieniu, gdy popełniają grzech ciężki nie mają wątpliwości, lecz są tego pewne . Po tym jak sięwyspowiadałaś, możesz kontynuowć przystępowanie do Komunii świętej aż do momentu, w którym będziesz pewna, że popełniłaś grzech ciężki. Teolodzy nauczają, że jeśli masz wątpliwości czy jesteś w stanie łaski uświęcającej czy też w grzechu, możesz nadal przyjmować Komunię św., ale dobrze wpierw odmówić ze skruszonym sercem akt żalu, czyli modlitwę, w której przepraszasz Boga za wszystkie Twoje winy, nie tyle przez wzgląd na kary, na które zasłużyłaś, ale przede wszystkim ponieważ obraziłaś Tego, który jest nieskończenie dobry i godny tego by być kochanym ponad wszystko, jednocząc się z Nim w Komunii św, oddalisz skrupuły, ale przede wszystkim oddalisz pokusę diabła, którychciałb Cię trzymać z daleka od Komunii św., tj. od Jezusa. Komunia św. da Ci siłę, by oprzeć się pokusom, da ci większy zapał do modlitwy i pozwoli Ci rozpalić się w miłości Boga i bliźniego.

Mam nadzieję, że pomocne Ci było moje dzielenie się, ale pozostaję zawsze do Twojej dyspozycji, gdybyś potrzebowała jeszcze jakichś wyjaśnień.

W Jezusie i Maryi,

Cordialiter